O pracy


Zostałam ostatnio zapytana o moją sytuację zawodową. Od razu odparłam, że jestem na urlopie wychowawczym i zajmuję się Karoliną, a przy okazji (czyli, gdy nie zajmuję się dzieckiem) pracuję. No właśnie - przy okazji. Jest jednak wiele mam, które chcą realizować scenariusz ośmiogodzinnego etatu w domu i opieki nad dzieckiem. Nie wierzę, podobnie jak autorka tego artykułu KLIK, że można połączyć pracę w domu od 8-16 (czy 9-17) z odpowiednią opieką nad małym dzieckiem.



Moja niewiara ma podstawy empiryczne. Większość miesiąca (jakieś 95 proc.) pracuję wtedy, gdy Karolina nie wymaga mojej opieki, czyli po położeniu jej spać w nocy, w dzień podczas jej drzemki, gdy idzie do babci i... tyle. Oczywiście zdarzają się dni (jeden z nich był np. wczoraj), gdy trzy duże projekty wymagały mojego zaangażowania od 8 rano do 1 w nocy z przerwą na przygotowanie obiadu i wspólne posiłki z małą i Danielem.

Takie dni kończą się w moim przypadku kacem moralnym, że oto Karolina miała mamę "na niby". Przecież patrząc w ekran komputera od rana do wieczora, a potem idąc do redakcji na "nockę", nie jestem z nią, a z moją pracą. To nic, że ciała nasze znajdują się w jednym pokoju, jeśli nasze dusze/umysły (a co, tak górnolotnie napiszę) nie mogą na siebie trafić. Moje myśli błądzą gdzieś między przecinkami, deklinacjami i researchem, a jej skupiają się na zabawie i... mamie, która niby jest, a jej nie ma.

Finalnie więc dziecko ma zaspokojone podstawowe potrzeby - jedzenie, siku, picie, drzemka, ale tych najważniejszych - poczucia, że jest ważna, rozumiana, słuchana, już nie. W takie dni wiem, że nie zajmuję się nią tak, jak tego bym chciała i jak ona tego wymaga. Na szczęście to jeden, dwa dni w miesiącu i wtedy o pomoc w opiece nad Karoliną mogę prosić dziadków, minimalizując czas, który w ten sposób spędzamy ze sobą, ale mimo to zdarza się tak, że Karolina część tego dnia spędza nie ze mną, a obok mnie...

PS dodam od razu, że pewnie są mamy, które radzą sobie z łączeniem tych dwóch aktywności - ja nie potrafię, o czym przekonałam się kilkukrotnie.


3 komentarze:

  1. Kiedyś łączyłam, teraz jest mi ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również nie potrafię - właśnie wróciłam z Ostravy...dziecko na weekend zostało u dziadków (boli mnie serce bo nie będzie przytulania w nocy). Jakieś śmieszne artykuły pojawiły się ostatnio na portalach o matkach utrzymankach na urlopach wychowawczych. Bzdura...wiele kobiet które znam oprócz ogromnego wysiłku związanego z byciem i dawaniem siebie dziecku, zachowuje jeszcze resztki energii na swój rozwój czy pracę. Podejrzewam, że żadna z takich osób tych artykułów nie tworzy.

    ps. zaglądałam do Ciebie kiedyś bardzo regularnie (ostatnio miałam mniej czasu - a może i ochoty - na życie internetowe). Dobrze się Was podgląda. Pieluchowanie wielorazowe to tylko jeden z tematów które u Was znalazłam. Pamiętam bardzo dobrze Twoją przedciążową twórczość np. produkcję kolorowych, wzorzystych bodziaków na Małej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pracuję zawodowo w domu z dziećmi już ponad 4 lata. Urodziłam w tym czasie trójkę :) Takich wyborów życiowych dokonałam, że muszę przy nich pracować. Da się. Choć nie ma lekko. Napiszę o tym więcej, jak znajdę chwilę. Bo aktualnie powinnam właśnie pracować, żeby mnie ranek nie zastał ;)

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny