Same, ale nie samotne

Daniel znowu na drugim krańcu Polski. Nie ma go od wczoraj, jeszcze trochę nie będzie. Niby powinnam tęsknić, wzdychać i odliczać godziny (co robię, choć w niewielkim stopniu), ale... Jakoś brakowało mi takiego typowo babskiego czasu sam na sam z Karoliną. Takiego dnia (dni), gdy robimy tylko to, co chcemy. Gdy nie ogranicza nas zegar wskazujący godzinę 15, czyli moment, w którym obiad już powinien bulgotać na gazie. Gdy Daniel jest w domu, też pozwalam sobie nie gotować i jadać na mieście, ale... czuję wtedy wewnętrzny niepokój, jeśli wiecie, o co mi chodzi ;) A tak - dziecko pod pachę/za rękę/do samochodu i w świat!


Bierzemy koc, jedzenie, talerzyki, termos z herbatą, ciepłe ubrania/chustkę na głowę oraz co tam sobie wymarzymy (i wózek uwiezie) i kierujemy się w ciekawe miejsce. Co robimy? Co nam się podoba - to jest chyba klucz do tego, aby było miło. Plac zabaw? Proszę bardzo - bez patrzenia na zegarek, bez zniecierpliwienia, po raz setny na huśtawce czy w piaskownicy. Cukiernia? Co mi tam! Lody dwa razy poproszę, bez zdenerwowania, że teraz mi obiadu nie zje. Kasztany? Jasne! I co z tego, że jeden ląduje w kieszeni, a drugi z niej wypada - ćwiczy spostrzegawczość, ot co. Obiad po lodach? Nie chce, niech nie je, ale... zawsze chce. Karolina ma wiele do powiedzenia w kwestii wyboru aktywności - to na nią się zdaję i za nią podążam. Sama wchodzę w rolę małej dziewczynki i wiecie co? Dobrze mi z tym. 





2 komentarze:

  1. Ale Wam zazdroszczę Dziewczyny! Że ja ciągle sobie czymś zawracam głowę zamiast wyrwać się na piknik! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku jaka Ona śliczna! Odczuwam taki niepokój może też wyślę gdzieś mojego P. buziaki dla Was :)

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny