Ciocia...


"Cjooo-cia" - mówi Karolina do każdej kobiety, którą polubi. Cioć u nas w dostatek - Paulina, Marta, Ewa, Gosia, Aga, Justyna, Ewelina, Magda, Renia, Marzena... Dużo. Za dużo, aby wszystkie wymienić. Fascynująca jest dla mnie prostolinijność Karoliny - jest ktoś, kogo mama lubi (a to się czuje), więc ona też po prostu tę osobę akceptuje, obdarza uśmiechem i miłością.



Kto był z nami na spacerze, ten wie, że "cjooo-cia" nie może zniknąć z pola widzenia Karoli - zaraz zaczyna się nawoływanie i gorączkowe poszukiwanie. Poranki też zaczynamy od (oczywiście najpierw śniadania) pytania o to, czy jedziemy do którejś cioci ("Mama. Bru-brum cjooo-cia?").

Z wujkami nie jest tak prosto (mimo częstych i chętnych kontaktów tak z naszej, jak i ich strony). Wierzę, całym sercem wierzę, że łatwość w kontaktach z kobietami wiąże się z magiczną więzią, która łączy wszystkie kobiety. Bez pytań, bez wchodzenia w sferę prywatności, opierając się jedynie na wspólnocie płci, a więc i sposobu myślenia oraz emocjonalności...



Niedługo dwie bliskie mi kobiety urodzą synów. Oczywiście pojawiały się pytania o to, czy nie "wolałyby" dziewczynki. Sama zaczęłam się zastanawiać, jak było u mnie. Nie wiedzieć czemu, bardzo chciałam mieć syna. Było to na tyle silne, że nawet po urodzeniu Karolinki zdarzało mi się powiedzieć do niej Karolku [sic!]... Było to zabawne, ale uświadamiało mi również, jak mocno coś potrafi zakorzenić się w mim umyśle. Obecnie nic takiego się nie zdarza. Karolina jest cudowna i, szczerze, wydaje mi się, że pragnęłam córki, tylko o tym nie wiedziałam.



Z kwestią płci wiąże się olbrzymie zadanie, któremu będę, jako matka, musiała sprostać. Nie boję się okresu dojrzewania, miliona pytań i tłumaczeń o cielesność. Obawiam się, abym nie próbowała sprawić, aby to ona była moją przyjaciółką - taką od zwierzeń. Nie popieram takich układów - kilka z nich oglądałam na własne oczy i nie mogę powiedzieć, aby dla córek wtłoczonych w takie role było to komfortowe. Oczywiście mama-przyjaciółka to olbrzymi skarb, ale jak to w przyjaźni bywa - powinno się zachować rozwagę, biorąc pod uwagę (szczególnie), że nasza córka-przyjaciółka to nadal przede wszystkim córka i pewnych rzeczy nie chce wiedzieć, mimo że jest już dorosła.



A wracając do "cjooo-ci", od której rozpoczęłam ten post. Cieszę się, że mamy w podorędziu tyle cudownych kobiet. Każda jest inna, z każdą łączą mnie inne relacje, ale żadnej bym nie zamieniła na inną. Karolina to czuje - to najlepszy barometr przyjaźni, naprawdę. Na zdjęciach Karolina z Agnieszką, moją wieloletnią przyjaciółką...



5 komentarzy:

  1. Też uważam, że pomiędzy kobietami istnieje więź. Karola czuje to w jaki sposób odnosisz się do "cioci" i dlatego akceptuje każdą nową.

    Ja również chciałam mieć syna. Teraz nie wyobrażam sobie żebym go miała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie cjooocie to skarb! Nie prawdziwe, ale wybrane przez dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciocie to u nas wielki skarb, jednak każdy wujek to postrach :/ Nie mam pojęcia dlaczego. Mąż ma 3 braci i do tej pory tylko jeden wkupił się w łaski Mańki i jest uwielbiany. Ciocie to od niedawna numer jeden u Mańki zaraz po babi, do której ma chęć codziennie odczyniać "Brum-brum"! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas "baba/ciocia/nienie brum-brum" codziennie pada :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia!
    W kobietach siła. Wiesz, ja bardzo marzyłam o córce. Teraz nie potrafię sobie wyobrazić, że Tymko miałby być kobietką.

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny