O choroba!

Karolina od tygodnia ma katar, przedwczoraj doszedł do tego mokry kaszel (po przebudzeniu). Gorączki brak, gardło w porządku, oskrzela i płuca osłuchowo dobre (tzn. coś jest, ale bez stanu zapalnego). Ominęła nas jelitówka, która zgromiła jakieś 90 proc. dzieci, które były w Kościelisku - być może Karolina po majowym chorowaniu uzyskała odporność akurat na ten szczep wirusa, albo te jej luźniejsze kupki to nie jest wynik ząbkowania, a właśnie lekka forma wirusa... Jakby nie było - nie jest źle. Ba! Jest dobrze.


Poranki i wieczory

Codziennie pyta o to, gdzie jest i kiedy wróci. Czy już pojechał, a może lada moment będzie z nami. Gdy zbliża się pora obiadu, zaczyna przestępować z nogi na nogę, niecierpliwiąc się i każąc podnosić, aby mogła wyjrzeć przez okno. Kąpiel to ich rytuał, gdy pojawiam się w drzwiach łazienki zamiast niego, obserwuję malutki smuteczek, który plącze się po jej twarzy. I choć za chwilę śmieje się do rozpuku, potrafi zatrzymać się, zamyślić i zapytać: "Tata?".


Byle nie o...


Jej mała dłoń delikatnie muska moją twarz. Cichutkie "mama" i chichot pod nosem - idealna pobudka. Dumne spojrzenie, gdy pokonuje samodzielnie przeszkody, które były nieosiągalne jeszcze kilka dni wcześniej. Błogostan, gdy wtula się w moją pierś i zasypia spokojnie. Błysk w oku, łobuzerski uśmiech. Najsłodszy trel, najmilsze sercu opowieści i poznawanie świata takim, jaki my jej pokażemy. Kolejne słowa wypowiadane coraz pewniej. Ukochana lala, której śpiewa kołysanki, którą tuli, głaszcze i całuje, karmi, nosi, zabawia... jak mama.

I po spotkaniu...

Od razu zaznaczam - było tak sympatycznie i aktywnie, że... zapomniałam robić zdjęcia. Zamieszczam kilka, które mam i czekam z niecierpliwością na oficjalne, profesjonalne fotografie pospotkaniowe (jak ta niżej) - wtedy będzie post typowo zdjęciowy, a dziś... dużo gadania :)

Ruszamy!

Zaczynamy weekend z blogerkami/blogerami (jak to brzmi!). Dzięki Monice z bloga Zawód Kobieta mamy okazję spędzić cały weekend z czternastoma innymi rodzinami w Hotelu Reymontówka w Kościelisku. Trzymajcie kciuki za pogodę (tę za oknem i... ducha) :)

Kolejny pierwszy raz


Nie wiem, kto był bardziej podekscytowany... Karolina, która ze strachem przed niewiadomą w oczach trzymała za rękę kuzynkę; tata, który dumny pedałował; czy mama, która jak paparazzi robiła zdjęcie - jedno historyczne zdjęcie.


PS pomysł jazdy na rowerze odkładaliśmy na przyszłą wiosnę, ale pogoda tak nas zachęciła, że oto jest fotelik i kask - możemy ruszać na podbój okolicy nieco szybszym tempem niż spacerowym :)

Turystka

Takie słońce za oknem (nota bene brudnym, przydałoby się umyć...) i jak tu siedzieć w domu, sprzątać, pucować, prać, prasować, zmywać naczynia, no jak? Nie zastanawiając się długo, wpakowaliśmy siebie, nosidło i plecak z kocem i heja przed siebie. Pozazdrościłam Oldze i  musiałam, no musiałam przekonać resztę rodziny do spędzenia choć kilku godzin w górach.

Same, ale nie samotne

Daniel znowu na drugim krańcu Polski. Nie ma go od wczoraj, jeszcze trochę nie będzie. Niby powinnam tęsknić, wzdychać i odliczać godziny (co robię, choć w niewielkim stopniu), ale... Jakoś brakowało mi takiego typowo babskiego czasu sam na sam z Karoliną. Takiego dnia (dni), gdy robimy tylko to, co chcemy. Gdy nie ogranicza nas zegar wskazujący godzinę 15, czyli moment, w którym obiad już powinien bulgotać na gazie. Gdy Daniel jest w domu, też pozwalam sobie nie gotować i jadać na mieście, ale... czuję wtedy wewnętrzny niepokój, jeśli wiecie, o co mi chodzi ;) A tak - dziecko pod pachę/za rękę/do samochodu i w świat!

Mama szyje #2


Nastały lepsze czasy dla mnie. Nadal mam mnóstwo pracy, ale... nauczyłam się jeszcze lepiej zarządzać czasem i ostatnio udało mi się trzy wieczory z rzędu znaleźć chwilę na szycie. Udało mi się stworzyć (nieskromnie powiem) ładny komplet dla dziewczynki. 

Ciocia...


"Cjooo-cia" - mówi Karolina do każdej kobiety, którą polubi. Cioć u nas w dostatek - Paulina, Marta, Ewa, Gosia, Aga, Justyna, Ewelina, Magda, Renia, Marzena... Dużo. Za dużo, aby wszystkie wymienić. Fascynująca jest dla mnie prostolinijność Karoliny - jest ktoś, kogo mama lubi (a to się czuje), więc ona też po prostu tę osobę akceptuje, obdarza uśmiechem i miłością.


Tekst alternatywny