Domowa, leniwa, spokojna...


I nie chodzi o Karolinę ani o mnie... Wymienione w tytule atrybuty przypisać należy minionej niedzieli. Od dawna nie udało nam się spędzić jej w całości w domu/ogrodzie przy domu. Zawsze mnie (bo trudno powiedzieć, że nas, skoro Daniel to zdeklarowany domator) gdzieś gna - a to na wycieczkę, a to do restauracji, a to na lody. Tym razem dom był dla nas miejscem najlepszej wycieczki, obiadu i... lodów (a jakże!). 



Słoneczny poranek sprzyjał też dziecięco-kocim zabawom i zdjęciom, czego dowód poniżej. Czasu nadal jak na lekarstwo - i to nie ze względu na pracę, ale to, jak bardzo absorbuje mnie w ciągu dnia Karolina. Muszę wypracować jakiś rozsądny plan dnia, bo brakuje mi chwili (dosłownie) dla siebie wcześniej niż o 20.









7 komentarzy:

  1. Brak czasu dla siebie, obiad robiony w pośpiechu, jedzony podobnie i dziecko, które jest wszędzie i nigdzie, bo ciągle gna do przodu, znam to!

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, tak! Wspólne, niepośpieszne chwile! Uwielbiam je i doceniam każdą sekundę, dlaczego tak mało ich jest... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że Karoli taka domowa niedziela pasuje jak najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze i ostatnie zdjęcia super fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. właśnie takie lubię domowe spokojne i leniwe :)
    http://swiatamelki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny