Wzrusza mnie...


Jak to matka, rozczulam się nad dziecięciem swoim, ale ostatnio serce mięknie, a gardło zaciska się znacznie częściej.




- Śpi sobie malutka spokojnie, a ja chciałabym krzyczeć ze szczęścia, złapać ją, przytulać stale i całować za to, że jednak jest z nami. Łóżeczko to samo od urodzenia, ale... ten 80-centymetrowy człowieczek jest dwa  razy dłuższy niż szkrab, którego przynieśliśmy do domu po miesięcznym "rośnięciu" w szpitalu. Niby to samo, ale od pół roku nie ma w nim monitora oddechu, bo już wierzymy, że nie powinno wydarzyć się nic złego. Niby to samo, ale szczebelki wyjęte i umiejętności wchodzenia/wychodzenia opanowane. Kocyki jakieś takie za małe, pobudki pogodne i z "mama?" na ustach...


- Wyciąga ręce przed siebie i biegnie w moją stronę, mówiąc przy tym tysiące zdań, których jeszcze nie rozumiem. Łapie za szyję, całuje w usta, przytula się i puścić nie chce... sama. Jak mnie to zaskakuje - zrobiła się z niej panna przytulińska...


- Ten nasz mały bąk jednym spojrzeniem potrafi sprowadzić mnie na ziemię, gdy zbyt daję się ponieść emocjom lub brakuje mi sił. Na szczęście sytuacji takich jest bardzo niewiele, ale za każdym razem, gdy podniosę niepotrzebnie głos lub się zirytuję, mam olbrzymie wyrzuty sumienia. Przepraszam oczywiście nie wystarczy, pracuję nad swoimi emocjami.


- Na spacerze co jakiś czas zakrzyknie słodko: "Mamaaa!?", "Tataaa!?" i ogląda się za siebie, jakby chciała sprawdzić, czy nadal tam jesteśmy. Tak samo w samochodzie, gdy dłużej się nie odzywam, skupiając się na prowadzeniu, "Mamaaaa?". Wystarczy, że odpowiem "Karolinkaaa?" i już jest śmiech, pisk i radość ogólna.



- Drzemka - mamy swój rytuał od jakiegoś czasu. Gdy widzę, ze mała jest już zmęczona, pytam, czy idziemy spać. Przeważnie odpowiada wtedy "Aaaa...", czyli idziemy spać. Podaje mi swoją dłoń i tak ręka w rękę maszerujemy do łóżka (naszego łóżka). Musi być kilka chwil na przytulanki, łaskotki, rozmowę (tak, tak!). Te jej rączki gładzące nasze włosy, jej paluszki próbujące otworzyć oko któremuś z nas, uśmiech i sprawdzanie, czy na pewno jesteśmy w łóżku...

9 komentarzy:

  1. Karolinka ma identyczne zachowania jak moja Marysia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite jest to, że dzieci w zbliżonym wieku reagują podobnie - Karolinki kuzynka, Matylda, też bardzo wiele zachowań ma zbliżonych, szczególnie mówienie - ton, sposób, słownictwo, czasami nie do odróżnienia! :)

      Usuń
  2. Śliczne oczka :). Karola to już duża dziewczynka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie o niej piszesz :) To wspaniała miłość!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gocha, jak ja lubię Cię czytać, gdy piszesz o Karlajn. Pięknie, pozytywnie i subtelnie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak, też bardzo lubię czytać o Karo. I zdjęcia oglądać cudne! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie to napisałaś .Mała jest urocza :)
    http://swiatamelki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię Was czytać. Lubię Karoline!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale oczy- niebieskie jeziora:) Karolinka wcześniaczek? Mieszko pospieszył się i zamiast w czerwcu, pojawił się 13-tego maja. To niewiele, ale problemy były i tak, na szczęście już o nich zapominamy... Uwielbiam takie zdjęcia, wiejskie klimaty:)
    A co do tej matczynej cierpliowści- oj, jak mi jej czasami brak!!! :(

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny