W klasztorze

Jak wspomniałam w poprzednim poście, nasze wakacyjne plany objęły również wycieczki w okolice Rucianego-Nidy oraz Olsztyna i Warszawy. Ponieważ Karolina wstawała najpóźniej o 6.30, czasu w ciągu dnia nie brakowało na nic - ani lenistwo nad wodą, ani spacer do pani "Jagodzianki" (pyszne, domowe jagodzianki z samego rana sprzedawane na progu domu), ani zakupy u pani Marysi, ani spacer, ani... wycieczki.


Chciałam pokazać Wam kilka zdjęć z Wojnowa, w którym mieści się klasztor staroobrzędowców (starowierów). Obecnie nie pełni on już swojej funkcji - ostatnia zakonnica zmarła w 2006 roku. Od tego czasu teren i budynki są pod opieką właścicieli - państwa Ludwikowskich. Więcej na stronie internetowej klasztoru TUTAJ.




Nasze wrażenia? Z drogi asfaltowej skręca się w polną i jedzie się... i jedzie... i jedzie, aż na sam koniec półwyspu. Starowierzy celowo wybierali miejsca odludne i trudno dostępne, ponieważ wierzyli w rychłe nadejście Antychrysta oraz musieli chronić się przed prześladowaniami ze strony Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (którego byli odłamem) i władz świeckich. Nie będę się rozpisywać - kto jest ciekawy, zapraszam do lektury ot choćby TUTAJ. Wyobraźcie sobie - z trzech stron woda pięknego jeziora, na wzgórzu klasztor, a w oddali stary maleńki cmentarz. Niemniej od widoków zachwyciła nas postawa właściciela klasztoru, który udostępnia do zwiedzania klasztor i chętnie odpowiada na pytania (milion moich pytań!). 




Miejsce zmusza do refleksji - na pewno tam wrócimy, nie tylko na wycieczkę, ale być może na kolejny urlop, ponieważ przy klasztorze udostępniane są pokoje dla gości. Tyle gadania, pora na zdjęcia (nie wiem doprawdy, jak to możliwe, ale nie mam zdjęcia samego klasztoru, chyba okolica tak mnie zaczarowała...).






PS W tej samej miejscowości znajduje się cerkiew prawosławna Zaśnięcia Matki Bożej (Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego). Cóż wiele mówić - zachwyca wyglądem, ale... Odnowiona perfekcyjnie, z biletowanym wejściem (rozumiem to, ale jakoś tak smutno, żeby wchodząc do czynnego kościoła, trzeba było płacić...) oraz kadzidłami i muzyką puszczaną z płyty "pod turystów" - to nie to, czego szukaliśmy... jakoś trudno było się wyciszyć i pomodlić. Dwa zdjęcia niżej.




7 komentarzy:

  1. Ja gdybym nie była katoliczką, na pewno byłabym prawosławna. Uwielbiam ich śpiewy liturgiczne, raz nawet byłam na Mszy w cerkwi - cztery godziny minęły nawet nie wiem kiedy. Nie rozumiałam nic, ale stałam jak zaczarowana:)
    A Wasze miejsce na urlop po prostu magiczne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byliście w Olsztynie i ja nic nie wiem? Przecież kawę razem należało wypić, dzieci zapoznać i nie wiem co jeszcze:)

    Okolice klasztoru piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet przeszło mi to przez myśl, gdy szykowaliśmy się do wyjazdu, ale jakoś realizacja nie wypaliła. Mam nadzieję, że nie była to nasza ostatnia wizyta w Olsztynie - miasto bardzo nam przypadło do gustu, więc na pewno wrócimy ;)

      Usuń
  3. Fajna wycieczka :) Ruciane-Nida... kilka lat temu na obozie żeglarskim obtłukłam sobie tam rękę i na 2 tygodnie miałam założony gips. To był 3 dzień trzytygodniowego rejsu i do tego szkoliłam się na patent... ech! ;) Ale patent mam, a mazury UWIELBIAM!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam wojnowski klasztor. Też uczyłaś się scsu? ;)

    To co? Wspólny urlop w Wojnowie w przyszłym roku? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jać, jery, palatalizacja... Matko, kiedy to było! ;) Z urlopem - czemu nie? Tylko komu dzieci oddać, żeby można było się wyciszyć w tych okolicznościach przyrody :P

      Usuń

Tekst alternatywny