Wrzask vs rozmowa

To chyba wiosna (prawie lato) sprawiła, że na naszych spacerowych ścieżkach spotykamy typ rodziców (i ich dzieci), który nie do uchwycenia jest w porę deszczową, zimną i szarą. 

Co rusz, natykam się na kogoś, kto:

1. wrzeszczy na dziecko bez widocznego dla obserwatora powodu
2. wrzeszczy na dziecko z jakiegoś powodu

Co najczęściej pada z ust owych "rodziców"?

1. Ja ci dam!
2. Już ja ci pokażę!
3. Jeszcze mnie popamiętasz!
4. Zaraz zobaczysz!

Takie zdania są przecież NIBY lepsze niż przekleństwa i wyzywanie, ale właśnie... niby. Bo jaki dają przekaz dziecku? Czarno-biały podział świata na "ja" i "ty", gdzie "ty" jest przeważnie na straconej pozycji. Przekaz takich rodziców jest prosty: jak ja coś zrobię, coś ci nakażę, to ty odczujesz tego skutki i musisz się dostosować. Nawet nie chcę rozpisywać się jakie mogą być owe skutki. Agresja, która wyziera zza tych słów może boleśnie wryć się pamięć małego dziecka, skutecznie podkopując jego wiarę we własne możliwości.

A przecież znaczenie, jakie niosą za sobą te sformułowania mogą być całkowicie odwrotne. W tym przypadku również świat dzieli się na dwa - ja (przewodnik przez życie), ty (mały podróżnik, który kiedyś przerośnie nauczyciela):

1. Chcesz to? Ja Ci dam
2. Chcesz, pokażę Ci
3. Mam nadzieję, że mnie zapamiętasz
4. Poczekaj, zaraz to zobaczysz

Nie tylko czyny mogą powodować ból. Dla dzieci z tzw. grubą skórą, silnym charakterem to agresja słowna jest często bardziej bolesna. Wiele osób nie zastanawia się nad tym, co przekazują kilkoma słowami, a każde słowo padające z ust dorosłego w kierunku dziecka jest słyszane, przyswajane i zapamiętywane (podobnie jak kontekst, w którym padło). Kojarzycie kampanię "Children see, children do" KLIK? Dzieci powielają nie tylko czyny, ale także sposób wysławiania się i samo słownictwo. Warto zastanowić się, jak zwracamy się do dzieci, bo one są zwierciadłem, w którym odbija się obraz nas samych. Chcemy szacunku, okażmy  go sami.

Z okazji dnia dziecka życzę naszej Karolinie rozważnych, kochających rodziców.
G.

PS ja wiem, to blog o Karolinie, a jej coraz mniej - obiecuję poprawę, ale czasami najdzie mnie ochota na podzielenie się opinią o świecie i nie mogę się powstrzymać, dlatego kilka zdjęć jeszcze ze wsi (wczoraj wróciłyśmy do domu)



7 komentarzy:

  1. Osobiście lubie "ja ci dam" - często uzywamy go jako bardziej zartobliwy zwrot jak np Emilka wyciąga cukier/mąkę, albo spina się po schodach;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wszystko zależy od kontekstu - gdy żartujesz, dziecko o tym wie - nie ma w tym nic złego. Ale niestety natykam się ostatnio na agresywne zachowania, w których takie zdania (w Twoich czy moich ustach jako żart) nie brzmią łagodnie dla dziecka.

      Usuń
    2. to prawda, do dzis pamietam moją mame jak to mowi...

      Usuń
  2. Dlaczego my, dorośli traktujemy dzieci jak kogoś gorszego? Smutne to.

    Ps. Karola z konewką i to nie wiele mniejszą od niej. Urocza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze zdjęcie z konewką wymiata! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na ulicach czasami spotykam się z takimi zachowaniami i słowami rodziców, że aż ręce opadają...
    A z Karolci najsłodsza ogrodniczka jaką widziałam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak... słysząc odzywki niektórych dorosłych, brak słów. Sytuacja z wczoraj na pikniku rodzinnym w przedszkolu. Mama z mega wypasionym aparatem robi "cudowne" zdjęcia na placu zabaw swojej 3 letniej córeczce, malutka nie może wdrapać się na ślizgawkę. Zniecierpliwiona i zła na nią matka szarpie za rękę i mówi "Jak jesteś taką niedojdą, że nie umiesz się nawet wspiąć na ślizgawkę to nie będziesz się bawić.IDZIEMY!! " Mina moja i męża "O_o ?!?!". Do dzisiaj jestem w szoku... :/ (...a takie zdjęcia "piękne" miały być)

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny