Zawrotne tempo


Mam problem z odpowiadaniem na pytanie, jak zmieniła się ostatnio Karolka. Wszystko dzieje się tak szybko, że o wielu sytuacjach zapominam. Jedna umiejętność goni drugą, wymazując poprzednie z pamięci. Nie sądziłam, że po roczku rozwój ulegnie przyspieszeniu, choć powinnam raczej powiedzieć, że skupia się na innych obszarach.



Co nowego u Karoli?

- mówi coraz więcej, składa "po swojemu" pierwsze dwuwyrazowe zdania: "Jadę brum brum " (oznajmiła to przedwczoraj dziadkowi trzykrotnie podczas ubierania przed wyjściem), "Daj cycy", "Tam baban (banan) + daj baban". Mówi znacznie więcej, ale nie wszystko jeszcze rozszyfrowałam.

Słowa jak: kotek, piesek, koko, brumbrum to normalka. Teraz skupia się na odpowiadaniu na pytania o dźwięki wydawane przez zwierzęta (kotek wg niej robi "mniam mniam" :P) oraz - co dziwne - wczoraj cały dzień wszyscy nazywani byli "tatą", dziś wróciło to do normy.

- nauka chodzenia w toku - przy meblach idzie jest bardzo ładnie, wczoraj pierwszy raz (gdy patrzyłam) puściła się mebla i stała na swoich nogach. Ćwiczy tzw. koci grzbiet, który jest przygotowaniem do nauki samodzielnego (bez podporu) wstawania



- po szpitalu nieco "zdziczała", jest nieufna wobec obcych, kitel wywołuje panikę (choć nigdy tak nie było) - wspomniałam wcześniej, że w szpitalu nie bała się personelu do dnia, gdy podczas próby wkłucia wenflonu była kłuta dziewięć (9!) razy w każdą widoczną żyłę na ciele...

- rozumie wszystko, co się do niej mówi; interakcja jest super!

- mamy początek buntu dwulatka, ale cierpliwość i spokój rodziców na razie przynosi rezultaty



- spanie - ech... w szpitalu spała spokojnie całą noc - kluczem była moja obecność na łóżku obok, w domu budzi się w nocy na karmienie i jest wtedy "nieodkładalna" - resztę nocy śpi z nami

- jedzenie - mamy zaleconą długoterminową dietę lekkostrawną (jakbyśmy od początku wprowadzali jej stałe produkty do menu). Jelita po antybiotykoterapii, bakterii i rotawirusie mogłyby się buntować przy normalnej diecie. Poza tym, je za trzech - w dzień, w nocy, na okrągło



7 komentarzy:

  1. Podoba mi się zwrot "nieodkładalna", nasze Dzieciątko też takie czasami jest;) Pewnie musi minąć chwila, żeby zapomniała o szpitalnych przykrościach, grunt że się dobrze rozwija! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym wenflonem, to koszmar.
    W No są plasterki, które nakleja się 45 min przed wkłuciem, znieczulają. Przy ostatnich badaniach jakie przechodził Maks, zadziałały. Takie rzeczy powinny być czymś normalnym jeśli chodzi o małych pacjentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - tutaj nie dość, że kłucie dziewięciokrotne, to za każdym wbiciem igły "gmeranie" w żyle, bo "może uda się wejść w żyłę". Okropne doświadczenie dla małej i dla mnie.

      Usuń
  3. ależ ma długasne rzęsy! super :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie się rozwija.
    Niedługo zapomni o szpitalu wszystko wróci do normy. U nas młoda panikuje od urodzenia jak jej mignie kitel, a nie daj Boże stetoskop!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czekałam, kiedy u nas pojawi się moment paniki - chyba szpital przypadł w czasie, kiedy mała zaczęła wszystko rozumieć, również ciąg przyczynowo-skutkowy.

      Usuń
  5. . Jeju, ależ umiejętności w mówieniu! Wow! Jestem pod wrażeniem:)
    U Zosi tak było, jak tylko nauczyła się sama wstawać, to potem już zaczęła chodzić. Obstawiam miesiąc i Karola pójdzie.
    Bunt?! Nie mów, nie chcę, protest!!!

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny