Urlop w kolorze stalowym


Halo, halo - meldujemy się (Karolina i mama) z urlopu u babci i dziadka. Jak jest? Deszczowo - chyba z wszystkich rejonów Polski trafiłyśmy obecnie w ten meteorologiczne najgorszy, z niebem w kolorze stalowo-szarym. Nie przeszkadza nam to jednak w odpoczynku (zdjęcia zrobione podczas dobrej pogody jeszcze w domu).



 Po bardzo, bardzo, bardzo intensywnych trzech tygodniach, wreszcie odetchnęłam. Nie ukrywam, że raz w miesiącu staram się przyjechać na wieś, aby "urwać" się od domowych obowiązków, oddać Karolinę pod opiekę dziadkom (oczywiście w granicach rozsądku i ich sił), spokojnie wziąć kąpiel, wybrać się SAMOTNIE na zakupy, surfowanie po internecie bez wiercącej mózg myśli, że może lepiej iść spać w jednym czasie co mąż (i od razu dodaję, bo inaczej by mnie "zabił" - nigdy z tego powodu nie robił mi wymówek, to raczej kwestia kobiecej nadgorliwości) itp. itd.



Jak wiele mam również i ja jestem zmęczona obowiązkami wynikającymi z łączenia macierzyństwa z pracą zawodową (z domu - tzn. nocami) i prowadzaniem tego domu. Męża mam na ogół pomocnego - i w opiece nad małą, i w pracach domowych, ale - drobny szkopuł - teraz intensywne działania na budowie pochłaniają go bardziej i częściej niż miało to miejsce zimą. Cóż, takie życie. Nie narzekam, a po prostu daję sobie prawo do:

- niegotowania - nie mam siły gotować obiadu, jedziemy do baru mlecznego, na pizzę (lub korzystamy z zapasów z zamrażarki - dzięki naszym mamom),

-niesprzątania - mając do wyboru sprzątanie lub spędzenie chwili z Karoliną (po bardzo intensywnym czasie w pracy), wybieram to drugie LUB gary potrafią u nas trochę poczekać na umycie (kto u nas bywa, przywykł), trudno - jak mówi Daniel "są rzeczy ważne i ważniejsze"

- irytacji - na siebie, na brak czasu, na dziecko również (ale w przypadku tego ostatniego dałam sobie prawo do niebycia "idealną matką" starającą się w każdej sytuacji wychowywać nieletnią - ja po prostu oddycham głęboko i odpuszczam, inne sposoby doskonale opisane tutaj KLIK).

- niebawienia się z dzieckiem przez cały dzień - Karolina lubi bawić się sama, mamie to pasuje, więc zdarza mi się (szczególnie po trudnych, wymagających pracach) doglądać ją, próbując jednocześnie odpocząć

Pewnie znalazłabym tego więcej, alt o przyszło mi do głowy na szybko po przeczytaniu tego tekstu KLIK. Zrobiłam sobie "rachunek sumienia". Cudzysłów, bo nie uważam owych "grzeszków" za coś złego. Wręcz przeciwnie, pozwalają mi one przetrwać trudne, wypełnione po brzegi obowiązkami dni, dają chwilę za zajęcie tym, co najważniejsze tj. relacjami z innymi - Karoliną, Danielem, babciami, dziadkami, ciociami, wujkami...



Nie sądziłam, że matki mogą piętnować jedną drugą, gdy którejś powinie się noga, tj. nie udźwignie wszystkich obowiązków na jednych barkach (bo niby jak ma to zrobić?). Sama niejako wpisałam się w grupę matek "och, jak jest cudownie", ale nie było to działanie celowe, a wynikające raczej z tego, że publikuję głównie zdjęcia, a te robię, gdy jest miło. Przy takiej formule bloga pozostaniemy ;)

Więc, aby nie być gołosłowną, zdjęcia do tego posta jeszcze z dobrych, słonecznych dni w domu. Jeszcze nowinę mam - Karolina od mebla do mebla przechodzi na chwilę pozostając bez podparcia dla rąk!

Pozdrawiamy:

Leniuchująca mama (niegotująca, niesprzątająca, niepracująca, po prostu "nie")
Karolina rzadko wypuszczana z rąk babci :)

PS leniuchuję tak mocno, że to mama namówiła mnie dziś, abym "końcu coś na blogu napisała" (cyt.)
PS 2 Moja mama nie leniuchuje, powstają kolejne szydełkowe zwierzęta (ktoś ciekaw zdjęć z bliska?)
PS 3 Gdy wreszcie mogę "odpuścić" na każdym polu, dopada mnie jakieś choróbsko

18 komentarzy:

  1. Ja jestem ciekawa, uwielbiam szydełkowe cuda tym bardziej, że sama w tych sprawach mam dwie lewe ręce.
    Ja przy dwójce dzieci też nadałam sobie podobne prawa.
    A Karolka jak zwykle kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mamy prawo do praw, nieprawdaż ;)

      Usuń
  2. Cudownie sobie odpoczywacie. Wolę takie piękne i słoneczne zdjęcia :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tylko takie będą u nas się pojawiać :)

      Usuń
  3. I dobrze, każdemu należy się odpoczynek. A takiej dzielnej mamie jak Tobie w pierwszej kolejności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Tobie (podobnie jak Margot poniżej) też nakopię, gdy się zobaczymy. Ja dzielną matką? Co to za sformułowanie, bo zupełnie go nie znam ;) Ja Cię proszę. Taka ze mnie matka, jak z każdej z nas, ale o tym będzie osobny post, bo jeszcze chwila i zamiast zdjęć Karoliny, będę tu wrzucać wiersze pochwalne na swój temat ;)

      Usuń
  4. Znam to nocne pracowanie, najgorsze, że po całym dniu robię się nieuważna i kolejnego dnia muszę czytać wszystko od nowa :/ Idealnie jest, jak Ewa chodzi do przedszkola, ale ona ma radar jakiś i zaczyna chorować, gdy ja mam zlecenie :D
    I czekam na niedrogie warzywa. Będę robić codziennie na obiad kalafior. Bo lubię i bo mam fazę "niegotowania" :) Na razie próbuję wmówić M., że kilogram truskawek to obiad. Nie wiem dlaczego mi nie wierzy ;)
    PS Pokaż szydełkowe cuda, pokaż!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilogram truskawek to przecież doskonały obiad (a jak się doda śmietanę/jogurt) to nawet dwudaniowy :D Coś jest w tych "zleceniowych" radarach - Karolina na szczęście wtedy nie choruje, a bardzo potrzebuje akurat mnie obok siebie ;)

      Usuń
  5. Ciekawy ten tekst z Newsweeka. Juz sie boje jak to bedzie jak wroce do pracy, jak ja to wszystko pogodze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kluczem (chyba) jest niełączenie a eliminowanie niektórych zadań - na chwilę, na zawsze, na miesiąc. Od Ciebie zależy, co danego dnia się stanie - nie musisz myć okien akurat wtedy, gdy boli Cię głowa, a pełna zamrażarka (mhm - gołąbki, łazanki, pierogi) raz na jakiś czas powinna bez wyrzutów sumienia dać mamie chwilę na relaks. Łatwo się mówi, ale trzeba nauczyć się odpuszczać (choćby inni mówili, że to lenistwo :P).

      Usuń
  6. Wypoczywaj ile możesz! Spokojnego urlopu Wam zyczę ;)
    Jak tylko mam możliwość to też korzystam z tego, że mała lubi bawić się sama. Ostatnio wróciłam do "pracy" i faktycznie cieżko jest wszystko teraz ogarnąć, ale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. ;) Na szczęście tesciowa mieszka blisko pracy meża i kiedy ja mam dzień pracy to stary stołuje się u mamusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teściowe mają niewątpliwe zalety - stołowanie się syna u mamy jest jedną z nich ;)

      Usuń
  7. zapasy od rodziców - bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też robię latem sosy do spaghetti, meksykańskie, przeciery, zaprawy do zupy ogórkowej itp. Oj, jak to ułatwia życie ;)

      Usuń
  8. Przed wszystkimi pracującymi zawodowo mamami chylę czoła i chapeau bas kobitki!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gocha! Ja Ci dam, pracujące mamy... Nie taki miał być wydźwięk mojego posta, że pracujące mamy są uciemiężone i tylko dla nich piszę, jak sobie odpuścić. Napisałam, że po ciężkiej pracy (obojętnie jakiej) trzeba dać sobie luzu - więc dotyczy to wszystkich matek, bez wyjątków ;) Więc mi tu bez takich, bo nakopię, a pamiętaj, że godzina W się zbliża :P

      Usuń
  9. Ja również czytałam ten artykuł i mam trochę przykre odczucia, że same sobie jesteśmy katami. Podobnie jak Ty, myślę, że radą na to jest odpuszczanie i pozwalanie sobie na te grzeszki. Oby nas nie dopadło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc z perspektywy tych 15 miesięcy z Karoliną, widzę, że odpuszczanie raz u mnie działa, a innym razem wywołuje poczucie winy (na szczęście na sekundę ;) Ta druga sytuacja to najczęściej porównywanie się z "idealnymi" matkami. To, jak jest u nich naprawdę, co robią, a o czym tylko mówią lub piszą, to inna kwestia. Blog to jednak kreacja świata - choćby niezamierzona (pokazujemy to, co chcemy, a najczęściej chcemy, gdy jest miło), więc ciężko wydobyć z niego prawdę o życiu tej matki (uważam nawet, że nie sposób tego dokonać).

      Usuń

Tekst alternatywny