Szpital

Od urodzenia Karoliny wydawało nam się, że jednak zdążyła złapać nieco z mojej odporności przed porodem, bo przecież poza anginą i drobnymi katarkami okołoząbkowymi nic jej nie było. Urodzona ostatniego dnia 33. tygodnia ciąży miała 50 proc. szans na to, że moje przeciwciała zdążą pępowiną dojść do niej (dzieje się to na przełomie 33-34 tygodnia ciąży). Jak się okazało, nie do końca się to sprawdziło.




Zacznę od pierwszego dnia w szpitalu. Mała od rana (jeszcze w domu) wydawała mi się cieplejsza. Po sprawdzeniu temperatury - 38,8. Czopek i czekam. Po dwóch godzinach snu sprawdzam, a tam... 39,6. Telefon do pediatry - jechać od niej czy do szpitala, bo z małą nie ma kontaktu i leje się przez ręce. Do szpitala. Kolejny czopek. Czekając aż dołączy do nas Daniel, spakowałam torbę i zebrałam dokumenty - mając na względzie, aby zabrać wypis ze szpitala po urodzeniu i duży zapas pieluch. Miałam jakieś przeczucie. W domu zrobiła jedną luźniejszą kupę, ale nic nadzwyczajnego - ot, ząbkuje.

W szpitalu badanie, pobranie krwi i moczu do diagnostyki, środek przeciwgorączkowy (trzeci!), bo gorączka stale ponad 39 i podłączenie kroplówki. Po 10 godzinach (tak, tak...) na izbie przyjęć (ostatnie cztery w "boksie" z innym chorym dzieckiem) decyzja, że przyjmują nas na oddział, bo poza gorączką pojawiła się biegunka. Była 20. W nocy ciągłe zbijanie gorączki - pomogła dopiero pyralgina. Rano Karolina jak nowo narodzona, ale biegunka nadal nieco męczyła. Po pojawieniu się w kupie krwi, lekarka postawiła diagnozę (jak się okazało, słuszną), że to zakażenie campylobacter i podała antybiotyk.

Po trzech dniach dość lekkiego chorowania, Karolina przez weekend była gotowa do wyjścia ze szpitala,a le lekarka nieco enigmatycznie tłumaczyła, że jeszcze do poniedziałku chce ją poobserwować. I miała rację... Karola złapała na oddziale rotawirusa. Nie powiem, dostałyśmy od razu pojedynczą salę, aby mała, która jest wcześniakiem miała możliwość uchronić się przed kolejnymi infekcjami, ale... personel jakoś nie robił sobie nic z tego i od dziecka do dziecka na obchodzie chodził często bez mycia rąk (oczywiście nie wszyscy).

Rotawirus mała przeszła dość dobrze (niezbyt nasilona biegunka, bez bólu, bez wysokiej gorączki i jeden poranek z wymiotami), choć boję się, pisząc te słowa, że jeszcze do nas wróci to dziadostwo (w sumie do 14 dni siedzi w organizmie). Dzięki karmieniu piersią, obyło się bez ciężkich przejść. Na wypisie pojawiło się zalecenie lekarskie: kontynuować karmienie piersią.

Bilans: 10 dni w szpitalu, w tym pięć z powodu rotawirusa. Spadek wagi o 200 g. Karolina jest osłabiona i zszokowana domową rzeczywistością. Mama chwyciła rotwairusa i walczy z nim w domu.

Oczywiście mam kilka spostrzeżeń dotyczących odnoszenia się rodziców do dzieci na oddziale, różnorodnego podejścia do karmienia piersią przez lekarzy z jednego oddziału, braku izolatek dla chorych z rotawirusem itp. itd.Z drugiej strony - opieka lekarka i pielęgniarska rewelacyjna, szybka diagnoza, bezproblemowe robienie badań wszelakich (również np. na celiakię i alergie pokarmowe). Pewnie jeszcze o tym napiszę.

Na razie jesteśmy w domu. Teraz jeszcze kwarantanna, aby nikogo nie zarazić i powolny powrót do codzienności. Choć - okazało się, że mała ma zaniżone poziomu immunoglobulin, które wskazują na to, jaką dziecko ma odporność (norma od 450, my mamy 300) - musimy zgłosić się do poradni zaburzeń immunologicznych. Lekarka przy wypisie zakazała nam szczepić, choć wpisać w kartę tego nie mogła (tylko utwierdziła mnie w tym, że dobrze robimy).

Kilka zdjęć, choć znowu okazało się, że szpital nie nastraja mnie do używania lustrzanki - nie to miejsce, nie ten czas, nie te sytuacje.





26 komentarzy:

  1. O jeny, tulę mocno. Mam nadzieję, ze teraz już będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Duży plus, że tak szybko było wiadomo co jej jest.
    Dobrze, że już jesteście w domku!
    Ślemy całuski :***

    OdpowiedzUsuń
  3. o matko, ale przeszliscie....żal mi Karolki.... a jak sobie ty poradziłaś? mogłaś spać z małą ? miałas lóżko ? bo wiem jak to jest w szpitalach,,, z moja najmłodszą prawie 6 lat mieszkałam w szpitalu, teraz to dorosła kobieta ale wiem co czuje matka w takiej sytuacji...
    wracajcie szybko do NORMALNEGO ZDROWIA!
    SERDECZNOŚCI
    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Oprócz tego 10 godz. czekania, to chyba zachowali się dobrze z tego co piszesz. szybko wracajcie do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale przejścia, nie wyobrażam sobie 10 dni w szpitalu. Zdrówka, Karola! Trzymajcie się ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Plus za szybką diagnozę i leczenie. Teraz tylko zdrówka i szybkiego powrotu do formy!

    OdpowiedzUsuń
  7. ufff, spadówa wirusie!!!!!! od dzieci precz!!!!!
    buziaks dla Karlajn, dzielna dziewczyna od urodzenia!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że już po. Sama przeżyłam dwa pobyty w szpitalu z Małą wiem co to znaczy. Jeśli chodzi o szczepienia zajrzyj na grupę FB szczepienia. org i już nie szczep...

    OdpowiedzUsuń
  9. O Cię w dupę! Żabula malutka (bo śpi jak nasz gwiazdor). Oj trzymajcie się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Biedna Karolcia i mama do tego złapała wirusa :( strasznie. Trzymajcie się dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że już w domu. Leżeliście w Katowicach, czy w Tychach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłyśmy w Ligocie (ponoć tam każdy łapie rota... opinia lekarza z Cichej, ale żeby to wcześniej wiedziała)

      Usuń
  12. oby to była Wasza ostatnia wizyta w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdrowia dużo dla Was!!!

    Toto był szczepiony od rotawirusów a jednak jak byliśmy w Pl to zaraził się gdzieś:( Może właśnie dzięki szczepionce przeszedł chorobę w miarę łagodnie i po 3 dniach wrócił do siebie.
    Bardzo Wam współczuję tak długiego pobytu w szpitalu.

    My mieliśmy pierwszy za sobą w wieku 3mc. Toto. Straszne wspomnienie, mimo wszelkich starań całego personleu.
    Nie ma to jak w domu.
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  14. O rany, biedne dziewczyny! Oby więcej was szpital nie widział!
    Dochodźcie do siebie :) :* Zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Z tymi rotawirusami... Ciągle słyszę, ze dzieci łapią je w szpitalach. PORAŻKA.
    Trzymajcie się ciepło, zdrowiejcie i coby odporność się poprawiła....

    OdpowiedzUsuń
  16. też nas dopadł rotawirus i wylądowaliśmy w szpitalu.
    Dużo zdrówka !!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Bidulka, ale ważne że już jesteście w domku :))) Dużo zdrówka dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  18. zdrówka życzę, trzymajcie się silne!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj biedna! Dopiero teraz doczytałam, że u Was takie przeboje. Dobrze, że już dobrze. Bardzo dużo zdrowia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiem dobrze, co czułaś. Ja zdecydowałam się na jazdę do szpitala po trzech dniach gorączki przekraczającej 40 stopni (w między czasie wizyta lekarska), w szpitalu jeszcze dwa dni temperatura skakała powyżej 40.. ale u nas to była pięciodniowa trzydniówka.

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny