lubi/nie lubi

Mało nas tutaj - nie wiem, czy to przyzwyczajenie po blogowym detoksie, czy raczej zagonienie totalne w minionym tygodniu... Jakby nie było, napisać kilka rzeczy muszę, bo Karolina zmienia się w tempie zastraszającym, a tu miał być przecież pamiętnik z okresu dziecięctwa.




Karolina lubi:

- przytulać się! nie odpuści babciom, rodzicom, ciotkom i wujkom - wtula główkę, ogarnia ramionami i tak spędza sporo czasu ostatnio

- huśtać się - już nie tylko na huśtawkach, teraz w ruch prowadza cudze kolana, własne kolana (buja się na czworaka), krzesełko, fotel...

- gilgotki i całowanie - po południu jest pora na łaskotki i obcałowywanie córki. I żeby nie było - pora jest stała i nie można pominąć tego momentu dnia

- chrupki kukurydziane (o zgrozo!) - w domu nie dostaje, ale wiecie... babcie ;)

- dzielić się wszystkim, co ma (w tym jedzeniem)

- tańczyć (na razie dość statycznie :P tj. siedząc lub opierając się o krzesło)

- odsłaniać okna po nocy (oczywiście z moją pomocą) - ma stały rytuał poranny - dzień dobry, zasłony, radio i zabawki, dopiero później jakieś śniadanie czy coś...

- myć zęby - o rany! Udaje mi się ją przekonać, że wystarczy myć je dwa razy dziennie, ale jest trudno

- kłaść się na ziemi, poduszce, fotelu... i udawać, że śpi ("ny, ny, ny")

- jeździć samochodem - gdy widzi, że się ubieramy, od razu robi "brum, brum" (odkąd mamy "większy" fotelik, widzi więcej i podróże są przyjemne dla obu stron)

- jeść - choć nie jest to bezwarunkowe pochłanianie wszystkiego jak na początku, teraz odbywa się selekcja, w której (o ile jest zaproponowane), wygrywa jajo, ziemniak, groszek, ryba i reszta świata

- oglądać książeczki - hitem jest "Wiosna na ulicy Czereśniowej"

- wstawać i siadać - do znudzenia. Jest przy tym niezwykle ostrożna.

- próbować chodzić - pierwsze kroki przy meblach wykonane dawno temu, teraz jest etap przechodzenia od mebla do mebla (max. 3 kroki)

- motory! gdy słyszy motor, szaleje z radości, trudno się dziwić, tata z pracy wraca na dwóch kółkach (ojciec oczywiście dumny jak paw, że córeczka ma umiłowanie do motocykli po nim) 

- swoją nową spacerówkę (dzięki Tina!) - uwielbienie jest olbrzymie, gdy tylko ją widzi, natychmiast musi znaleźć się w środku i pokazuje mi, abym szybko zapinała pasy

- gdy wszystko jest jak należy - np. mama po karmieniu (a zdarza się, że rozbiera z siebie górne części ubrania) musi (MUSI!) ubrać podany przez córkę stanik i podaną przez córkę bluzke - gdy zrobiła to pierwszy raz, przeżyła niemały szok; mam też trudność, żeby zrobić jej zdjęcie, ponieważ obiektyw MUSI być zakryty zatyczką, no musi i już - sama to robi...

- itp. itd. mogłabym wymieniać do woli ;)


Karolina nie lubi:

- gdy kończy się jajo, smaczna kaszka, chrupki, picie... ogólnie coś, co nie powinno się jej zdaniem skończyć (reakcja jest nagła, ostra i trudna do pohamowania, ale... uczymy się sobie z tym radzić)

- nudy -jedna mama to czasami za mało, odżywa, gdy okrąża ją cała rodzina i jest w centrum uwagi (wiem, wiem... pora coś z tym zrobić)

- gdy mama decyduje, co będzie dalej - teraz należy zapytać Karolinę, czy coś jej pasuje, np. zapięcie w foteliku samochodowym...

- gdy mama zabiera z pola zasięgu kosz na śmieci, kable, papiery, telefony itp.

Co nowego?

- spacerówka - przesiadłyśmy się w lekką parasolkę, przy naszym trybie życia i ciągłych, czasami kilkukrotnych jazdach samochodem, jest ona zbawieniem

- fotelik samochodowy - pomimo że Karolina nie wyrosła z poprzedniego fotelika, kupiliśmy "większy" RWF, ale o tym w osobnym poście

- w badaniach psychologicznych Karola wypada na 13-15 miesięcy! (choć, przypomnę, gdyby urodziła się o czasie, miałaby 12 miesięcy)

- usypianie stało się domeną taty- wystarczy, że się z nią położy, a mała zasypia jak kamień

- zakres słownictwa - mama, baba, tata, dada (woła konkretne osoby) to standardy, jeszcze są - lala, koko (kura - tych u nas pod dostatkiem na osiedlu), brubrum, ajdziemy (idziemy - dotyczy spaceru, jazdy samochodem), otek (kotek), anan lub baban (banan), amam lub mniammniam (jedzenie) - reszty teraz nie pamiętam, ale gada jak najęta

- mam wrażenie, że Karola jest największym łobuzem wśród wszystkich otaczających nas dzieci (albo to kwestia wieku - wśród dziewczynek jest najstarsza, albo odziedziczonego paskudnego charakteru matki :P)

- krzesełko do karmienia - nastała era antylopy ;) czyszczenie znacznie prostsze, a i panienka jakby dostojniej siedzi i zajmuje się jedzeniem, a nie np. wykładaniem nóg na blat, leżeniem

- mam wrażenie, że wkroczyliśmy właśnie w bunt dwulatka, ktoś powie, że za wcześnie, ale wiele, bardzo wiele zachowań doskonale wpisuje się w ten okres rozwojowy. Ćwiczymy się w cierpliwości i okazywaniu miłości aż do granic przyzwoitości, cóż innego pozostaje...

6 komentarzy:

  1. Bardzo duży ma zasób "słów" ! Super! U nas z myciem zębów to samo... gdyby Mańka mogla to by latała ze szczotką w buzi cały dzień :) ale to akurat na dobre małym wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dłuuuga lista tego, co lubi, i krótka tego, co nie lubi! Super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcześniaki to świetne dzieciaki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile juz potrafi powiedzieć moj Jasiek przy Karoli nie mowi nic hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Daniel jeździ motorem???!?!?!?!? Aaaa, bajera, marzenie me - motor oczywiście:)
    Gosia, pokaż spacerówkę proszę, bo i nam by się przydał lżejszy sprzęt jakiś, ale nic nam w oko nie wpadło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej jakie postępy ;))) Super! ;) Pozdrawiam smyknapokladzie.pl

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny