Nowe! Nowe!

Sporo nowości w rozwoju i zachowaniu Karoliny pojawiło się od poprzedniego posta. Poza tym, że jest żywym srebrem, okazało się, że potrafi skupić się i samodzielnie bawić, gdy mama np. gotuje. Wygląda wtedy o tak:



- od tygodnia mamy w domu huśtawkę tradycyjną (tj. haki w futrynie :P) oraz huśtawkę metalową po Danielu w ogródku. Mąż mój szanowny przekonany, że dziecię jego ma po nim dokładnie wszystko, powiedział: "nie będzie jej się podobało". Pewnie dziwiłby się do tej pory, gdyby nie próba pierwsza, druga, dwudziesta, setna. Do dziś huśtawka jest numerem jeden aktywności w ciągu dnia. Zastępuje na chwilę sen, cycusia, wyjadanie z kociej miski (wiemy nie dlatego że znęcamy się i robimy testy, a dlatego że, aby pokonać mieszkanie i dojść do miejsc wymienionych wcześniej aktywności, przechodzi się pod huśtawką, no i nie ma zlituj "Mamo! Huśtaj" - ręce w górę, błagalny wzrok i "E!").

- od piątku lub soboty Karolina mówi "Bomba". Hmm... Nie używam takiego słowa, więc się zdziwiłam. I dziwiłabym się pewnie do tej pory, gdyby nie teściowa - "Przecież wasz kot, to... Bombka". No tak!

- od półtora tygodnia mamy świadomość, że nasze dziecko ząbkuje. Nic uciążliwego, ale wnikliwa obserwacja pozwalała nam wysnuć takie wnioski. Snulibyśmy domysły do dziś, gdyby nie cioci Paulina (piąteczka!), która odnalazła w paszczęce Karoliny przebitą przez dziąsła górną dwójkę i napuchnięte dziąsła na miejscu docelowych jedynek górnych. Trzy zęby na raz! Karola przechodzi to nad wyraz spokojnie i dobrze - ale o tym w innym poście...



- od wczoraj wiedziałam, że w końcu (kiedyś, za jakiś czas, w niedalekiej przyszłości...) dziecko nasze stanie na nogi. Konsultowałam nawet opinię naszej rehabilitantki z OWI, żeby Karolinę stawiać na nóżki, pomimo że nie wykazuje chęci (sic! oczywiście, nie robiłam tego) z najsłynniejszym fizjoterapeutą kraju, panem Z. (przy okazji warsztatów, żeby nie było...). No i matka by sobie rozmyślała nadal na kwestią wyprostowanych nóżek, gdyby nie dziadek Karoliny. Po spacerze Karolina postanowiła pobuszować na holu, a tam dziadek, który powiedział "Wstań" i dziecko... wstało. Ba! Wstawało i siadało tak dosłownie z trzydzieści razy. Aby być prawdomówną, dodam, że wczoraj była chyba próba generalna przed dzisiejszą premierą, ale "powstań" było tylko dwie sztuki ;)

- mała odkryła dziś na popołudniowo-wieczornym spacerze księżyc. Matka by nawet na niego nie spojrzała, gdyby nie usilne wołanie z wózka "E! Eee!!!" z palcem skierowanym w nieboskłon. Konsternacja, gdy u nas zmieniał się horyzont, kierunki jazdy wózka, drzewa niknęły w dali, a ten świecący punkt był stale w jednym miejscu, bezcenne!

- Karola nie uśmiecha się już do wszystkich, a w szczególnym poważaniu ma osoby "po spożyciu" (trochę takich można spotkać na spacerze). Nie uśmiechnie się i już, a nawet grymas na angry bird zrobi, ot co!

- i perła w koronie umiejętności - spryt po mamie, gibkość po tacie (czy jakoś tak :P) - wyciąga z zamkniętej szafki artykuły spożywcze i ćwiczy pływanie w mące. A jak? Pisałam coś o sprycie? Tata zastosował blokadę drzwiczek, ale mama zapomniała, że ciąg szafek (łącznie troje drzwiczek) wewnątrz nie jest rozdzielony... ;) Dowody zbrodni:



6 komentarzy:

  1. Dwa ostatnie najlepsze! Sprytna Karola! :D
    Gratuluję nowości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekstra! :D brudne dzieci to szczęśliwe dzieci :D
    moja koleżanka (mama 2 dziewczynek 3latka i 1,5r.) wychodzi z założenia że dzieci nie będą otwierały szafek jak nie będzie tam nic smacznego do jedzenia. I tak młode kosztowały po odrobince przypraw (oczywiście takich, które dzieciom nie zaszkodzą) maczają paluszka i potem do buzi. A, że większość była niedobra, no to przestały interesować się szafkami :D

    U mojej Podopiecznej zablokowane wszystkie szafki i szuflady. Nawet ta najwyższa której niby nie sięgała. Teraz otwiera (jak nikt nie patrzy) wyjmuje noże i widelce i pędzi do swojego pokoju by się ukryć i pobawić :) (noże takie metalowe z kompletu ale mimo wszystko to nóż i widelec..). Zabrane = mega afera.

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. "Pływanie w mące" :D Uchroń mnie losie od tego! Jak czytam o Karolci, nasuwa się myśl, że jest ona najlepszym przykładem jak świetnie rozwijają się wcześniaczki, to fantastyczne! Wszystkiego dobrego! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tak patrzę na Karolcię to mimo, iz jej nie znam osobiście bardzo się cieszę, że tak pięknie Wam się rozwija... Cały czas mam w pamięci zdjęcie z pierwszych dni Jej życia i nie mogę się nadziwić, jak pięknie się zmienia:) Kochany szkrabek, cwaniaczek maleńki, ale jaki kochany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. hahaha! spryciula!
    Tymko ostatnio w niewyjaśniony do tej pory sposób otworzył szufladę "cukierniczą" i dorwał posypkę do ciast taką kolorową. Jak tylko się na niego wysypała wpadł w histerię i do konca dnia nie wszedł do kuchni! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. haha, ostatnie zdjęcie naj! :)
    z tym księżycem się uśmiałam, nasze dzieciaki chyba się zmówiły, bo Olek dziś pół spaceru wył do księżyca :D

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny