Gonimy dziecko!

Gdy czytałam miesiąc temu posty Margot, o tym, co potrafi już Zocha, nie mogłam uwierzyć, że nasza maa też niedługo załapie (bo nasze dziewczyny podobne tempo mają). Patrzyłam na tę naszą Kaorolinę, która nieśpiesznie i leniwie uczyła się raczkować (a gdzie tam do pokazywania palcem, wstawania, jedzenia łyżką)wał i myślałam: "No tak, wcześniak. Zocha jednak starsza jest. Itp. itd.". Gocha, mama Zochy, prezkonywała mnie, że to lada moment nastąpi, że wszystkie umiejętności się pojawią, ale ja niedowiarek jestem ;)

Notka mamy

Ku pamięci zapisuję, co następuje - Karolina wstaje/stoi/próbuje trawersować przy sofie od zeszłego tygodnia, a tak na serio wzięła się "do roboty" wczoraj i... Od wczoraj znowu spokojnie zasypia. Przez ostatnie dwa tygodnie był duży problem z jej wyciszeniem przed spaniem. Już nam się wydawało, że jest spokojna, zmęczona, najedzona i z suchą pieluchą (= idealnie spokojne zasypianie), a tu...

Prawie 13...


Niedługo minie 13. miesiąc życia Karoli. Krótkie podsumowanie (i tak, tak - żyjemy, mamy się świetnie):

Aparat nadal martwy - zdjęcia z zasobów zeszłotygodniowych

Kaput!

I stało się. Po kilku latach wiernej służby mój aparat zbuntował się i postanowił przestać się do mnie odzywać. Od rana nie wydał z siebie żadnego dźwięku i nie jest to zbyt dobra nowina. Czeka nas serwis i uszczuplenie portfela. Na razie - sięgając do naddatków z minionego tygodnia - post typowo fotograficzny, bo weny na pisanie brak.

Oto Karola po przedpołudniowej drzemce - nieco z chochlika, nieco z anioła.

Nowe! Nowe!

Sporo nowości w rozwoju i zachowaniu Karoliny pojawiło się od poprzedniego posta. Poza tym, że jest żywym srebrem, okazało się, że potrafi skupić się i samodzielnie bawić, gdy mama np. gotuje. Wygląda wtedy o tak:

Taka natura...


Oglądając zdjęcia na blogu, można odnieść wrażenie, że Karolina to typ raczej spokojny, melancholijny. A to nie tak... Nasza mała ma kilka ksywek: tajfun, armagedon, łobuz itp. itd. Idealnie pasuje do niej określenie żywe srebro - potrafi przyspieszyć raczkowanie tak, że mam problem ją dogonić (szczególnie do: kabli, kociej miski, otwartej zmywarki, jakiegokolwiek śmiecia, który leży na podłodze). Co będę dużo pisac, oto zdjęcie. Widzicie te łobuzerskie ułożenie ust i wzrok? ;)


Żeby nie było - odpowiada nam, że dziecko mamy temperamentne. Wesoło jest! No i - dzięki jej żywiołowości zawsze i wszędzie zapoznaję się z obcymi ludźmi. Żadnemu/żadnej nie przepuści - najpierw wybiera "ofiarę, potem delikatnie chrząka, a gdy to nie działa, głośno, dobitnie, w kierunku tej osoby wyraża swoje niezadowolenie z braku zainteresowania jej osobą: - Eeeeeeeeeeeee!

Chciałoby się napisać: "Sorry, taką ma naturę", ale za co tu przepraszać? ;)

Spacerowo

Co tu dużo pisać... Ostatnio wykorzystujemy weekendy do cna, wyciskamy z tego wolnego czasu, ile się da.  Spacerujemy, rozmawiamy, wygłupiamy się i dobrze jest! Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty!

Imprezowo


Weekend minął nam szybko i niezwykle intensywnie. Sobotę spędziliśmy w Krakowie - spacer, knajpa dla rodziców z dziećmi, ciocia Misia, wujostwo P. i przepyszna kolacja z noclegiem... Dużo się działo, ale w niedzielę rano musieliśmy wracać do domu, bo... czekał nas umówiony spacer z wujostwem L. Miłe wczesne popołudnie nad wodą, kawka i dalej na urodziny/parapetówkę do wujka (takiego serio, serio wujka) i cioci. Dziś zdjęcia z tego ostatniego punktu dnia. 

O strachu

Boję się jak głupia. Boi się Daniel. Nie boi się nasza córka, bo: jeszcze nie rozumie zawiłości świata dorosłych; bo przy niej bać się nie wypada. Nadal bawimy się jak co dzień, spacer też jest, i gilgotki, i noszenie na barana, i bujanie na koniu, i jazda rowerkiem, ale...

Od kilku dni nie potrafię przestać myśleć o tym, że być może wydarzy się to, czego najbardziej się obawiałam. Że będzie wojna i to nie gdzieś daleko, i to nie między kimś, o kim nie bardzo mam pojęcie.Czuję się trochę jak Polacy latem 1939 roku i czekam. 

Być może ktoś uzna, że bać się w tej chwili to reakcja na wyrost. Nie wiem. Jak czuję, tak piszę. I niestety... moje największe życzenie z każdej okazji "Aby za życia mojego i moich dzieci nie było wojny" nie jest już, jak się zdarzało dotychczas, dla niektórych zabawne, a całkiem na serio, prawdziwie, do szpiku kości realne...

I tyle złego. Wrócę jak zwykle z radosnym dziecięciem na zdjęciu, obiecuję.
Tekst alternatywny