Słowa, słowa...


Do zapisania w notesie - ważny dzień dziś nastąpił. Karolina zaczęła nazywać przedmioty i zwierzęta (ludzi określała wcześniej "mama, tata, baba, dziadzia". Dziś podczas spaceru spojrzała na olbrzymie drzewo i z przejęciem wykrzyknęła "balo!". "Drzewo?" - upewniłam się. "Balo!".

Wieczorem, gdy siedzieliśmy w kuchni całą rodziną (sporą, bo wielopokoleniową ;) przy stole pojawił się kot. "Leło!" - powiedziała Karolina, patrząc świadrującymi oczkami na kota. "Masz na myśli kota?" - zapytałam. Coś bąknęła pod nosem i zaczęła próby dopełznięcia do kota.

Ot, nasza mała zaczyna nazywać po swojemu swój świat. Kurczę, dopiero dociera do mnie, że ona już tylko będzie starsza...

PS do perfekcji opanowała słowa "nie", "daj" - kontekst wypowiedzi z użyciem tych zwrotów jest różny, ale kto by się tym przejmował :P 

3 komentarze:

  1. A jak jej się spodoba to gadać nie przestanie :) Wszystkiego dobrego dla Was na Nowy Rok!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. ojeju, nie mogę się doczekać, aż to moje dziecię coś powie, albo raczy w końcu chodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, jestem pod wrażeniem! gratuluję takich postępów Karolinki - pieknie!

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny