Eko, eko...


Dziewczyny, odbiegając trochę od formuły bloga fotograficzno-wspomnieniowego, chciałam podzielić się z Wami dwoma dobrymi artykułami na temat żywienia niemowląt. Pewnie część z Was je zna, ale myślę, że powtórek w tym temacie nigdy za dużo.

Wczoraj natknęłam się na wywiad z dietetyczką Joanną Mendecką, która prowadzi portal mamowanie.pl. Możecie go przeczytać TUTAJ. To, co najbardziej do mnie przemówiło, to nie dane na temat żywności wysokoprzetworzonej (w tym, niestety, słoiczków dla niemowląt), ale racjonalne podejście do kwestii żywienia dzieci.

Przecież nie każdy ma dostęp do ekożywności od dziadków czy gospodarza na bazarze. Nie każdy ma worek pieniędzy, bo eko z tym często się wiąże. Pani Joanna, zapytana o produkty ze sklepu, które można podać dzieciom lepiej niż słoiczki, wskazuje po prostu warzywa, bo (cyt.)...

Zdrowa jest równowaga i proporcje składników odżywczych. Ale jeśli mam wskazać na szczególnie smaczny i zdrowy produkt, to wybiorę warzywa. Dlatego, że po pierwsze jemy ich za mało, a po drugie nawet jeśli będą zanieczyszczone pestycydami, to zawierają mnóstwo flawonoidów, fitohormonów, składników odżywczych, które oczyszczają organizm z zanieczyszczeń.

Druga rzecz tej pani, którą znalazłam na jej portalu o TUTAJ, mówi o tym, co znajduje się w słoiczkach konkretnie Gerbera i jak są one produkowane. Miałam świadomość, że nie jest kolorowo, szczególnie po pamiętnej aferze z MOM (w daniach dla niemowląt dodawane było mięso oddzielone mechaniecznie - czyli najgorsze części np. kurczaka, których nie powinno się podawać dzieciom, a już w ogóle niemowlętom), ale trochę mnie przeraziła polityka firmy, standardy przechowywania owoców i warzyw (nawet do 18 miesięcy!).

Owo jabłko, jeśli w ogóle polskie (zaledwie 18% produktów używanych w słoikach jest krajowych) 
jest kilkakrotnie mrożone, pasteryzowane, przechowywane w workach i beczkach nawet 18 miesięcy i dopiero wtedy trafia do słoika, który stoi na półkach sklepowych do 2 lat! Oznacza to, że od momentu zerwania jabłka do momentu spożycia go przez dziecko, mogą minąć ponad 3 lata!

W takich chwilach zastanawiam się, czy lekarze, którzy tak ochoczo namawiają matki do podawania dzieciom dań ze słoiczków, mają świadomość, jak te dania są produkowane. Nasze mamy nam gotowały i jakoś nie brakowało nam składników odżywczych, mikroelementów itp. Po raz kolejny okazuje się, że biznes to biznes, nie ma miejsca na troskę o dziecko. Amen


PS zdjęcie ze wsi od dziadków Karolinki - mamy to szczęście, że rodzice uprawiają warzywa i mają sad, a w przyszłym roku będą też kury i kaczki... 

6 komentarzy:

  1. Ja strasznie ubolewam nad jakością żywności sprzedawanej w sklepach, a słoiczki mnie przerażają, ale nie wiedziałam, że jest tak źle! W każdym razie gotuję sama i słoików nie podaję...macie wielkie szczęście co do uprawy Dziadków Karolinki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe artykuły. Na marginesie Klara ma już ponad dwa lata i ani jednego "słoiczka" na koncie, bo już dawno przestałam wierzyć reklamom - wszelakim koncernom zawsze chodzi przede wszystkim o pieniądze. Wybrałam BLW, przez co i nasza kuchnia się poprawiła. Żywności przetworzonej staram się unikać już od dawna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku jak fajnie, że poruszyłaś ten temat. Tak strasznie kłócą się te słoikowe dania z moją filozofią żywieniową, że tak to ujmę. Koszmar, a to co zacytowałaś to totalny obłęd. Oczy same z orbit wyłażą! Jak tak można. Bezczelnie wykorzystywać gonitwę i niemoc czasową dzisiejszych matek. Alleee błagam Was! Czy to taki ogromny problem ugotować dziecku marchewkę i potraktować ją 3 sek. blenderem ? Super post, super portal.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jakiś czas temu trafiłam na ten artykuł:http://dziecisawazne.pl/odwiedzamy-fabryke-gerbera/ i to mnie upewniło w moim przekonaniu, że jedzenie słoiczkowe dla dzieci powinno być traktowane tak jak jedzenie ze słoika dla dorosłych (np. gołąbki, pulpety, sosy do makaronów) czyli raz na jakiś czas, w sytuacjach awaryjnych. Sami nie jemy ze słoika na co dzień, więc nie widzę powodu, dla którego moje dziecko miałoby tak jeść każdego dnia. Wiadomo, że słoiczek dla dzieci nie jest produktem z krótką datą ważności i to już powinno dawać wiele do myślenia.
    W ogóle to mnie strasznie wkurza, że producenci żywności dla dzieci wmawiają rodzicom, że to jest NAJLEPSZE, NAJZDROWSZE, NAJPEWNIEJSZE, a Ty mały ludku gucio wiesz o jedzeniu, więc się nie wymądrzaj i daj dziecku nasz obiad, deser, ciastko, kanapkę. Robi się z rodziców debili i jeszcze wpędza w poczucie winy, że nie dają dziecku co NAJLEPSZE, NAJZDROWSZE I NAJPEWNIEJSZE.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś mnie to nie zaskoczyło wcale a wcale.
    Słoiczki, wszelka sztuczna pasza to masakra jest i tyle. Zresztą tak samo jak słoiczki, produktem wysoko przetworzonym jest sztuczne mleko dla dzieci. Niestety - jest to ta sama kategoria :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Więcej takich artykułów poproszę!
    Mama dwóch synów, w tym 7 miesięcznego malca, dla którego z zapałem sama gotuje. :)))

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny