Ulotne chwile

Ten tydzień upłynął nam pod znakiem (znakami):

- spotkań rodzinnych
- wielu kilometrów w samochodzie
- "nicnierobienia" i...
- spokojnej kontemplacji codzienności.

Tę ostatnią opanowaliśmy do perfekcji - o czym przekonałam się, przeglądając zdjęcia z tego czasu. Nie ma cmentarza, nie ma wujków i ciotek widywanych kilka razy w roku, nie ma kawy i odświętnego ciasta - choć to, oczywiście, też miało miejsce. Co jest na fotografiach? Nic, a zarazem coś - ulotność codzienności.

 




 


10 komentarzy:

  1. ale piękne zdjęcia i ten kredens w kuchni i piec:)
    czar i klimat domu

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię taką codzienność:) Zdjęcia piękne.
    www.franuloweopowiesci.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. ależ klimat iście domowy:) cudnie

    OdpowiedzUsuń
  4. i takie zdjęcia są najbardziej klimatyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej nie mogę uwierzyć w to jak duża jest już Karola! No przecież dopiero co była takim leżącym bobaskiem! Nim się obejrzycie będzie biegać po podwórku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne Wasz kadry. Rodzinne, jakże rzadkie. Wzruszyłam się tym.

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny