A ku ku!


Karolinka uwielbia zabawę "A ku ku". Gdy osoba, z którą się bawi, znika na chwilę 
- Karola zaczyna ją przywoływać. "Przezabawne"!



Sobota

Ach, co to była za sobota! Goście, słońce, las i woda... Dziękujemy Ani, Łukaszowi i Pawęłkowi za znakomity czas spędzony razem :)




 






Fot. na których jestem są autorstwa Ani (reszta moje)



Szybka wycieczka

Korzystając z dodatkowej godziny dzisiaj (dzięki zmianie czasu), postanowiliśmy pojechać na króciutką wycieczkę w Beskid Śląski (najbliżej). Po iście królewskim śniadaniu, skapowałam plecak, przytroczyłam do niego misiola od tulankowej Klaudyny (tak, tak - jeździ z nami wszędzie :P) i ruszyliśmy. Wycieczka mało wymagająca, rejon rodzinnie-turystyczny,a  jednak... Zapomnieliśmy zabrać nosidło! Zorientowaliśmy się na miejscu - co było robić? Daniel stwierdził, że będzie niósł na rękach. Oj, byłam zła... Ale - wypad udany bardzo. Mała była tak szczęśliwa, że zapomniałam o jednym karmieniu! Cały czas gadała, śmiała się, dziwiła wszystkiemu, zaczepiała mijanych ludzi i psy ;)

Po krótkiej trasie w górę, chwila przerwy na jedzenie i powrót, bo o 16... urodziny u babci, tzn. prababci. Obecność obowiązkowa! Zdjęć niewiele i bez widoków, bo wycieczka ekspresowa (ale akurat, by się zmęczyć :P).

PS sobota też obfitowała w wycieczki na łono natury - byli u nas Ania i Łukasz z Pawełkiem, ale o tym jutro ;)



 

8!


Karolina ma osiem miesięcy urodzeniowych. Przez ostatni miesiąc nabyła mnóstwo nowych umiejętności. Opowie Nam o nich w pierwszej osobie ;):

- celowo łapię coraz lepiej, wręcz świetnie. Im większy gabaryty, tym większa chęć odniesienia własnoręcznie (np. obudowa komputera stacjonarnego stojącego na biurku, karton mleka, bochenek chleba (udaje się)
- wsadzam do buzi całą pięść i obie stopy na raz
- bawię się dwoma zabawkami jednocześnie
- nie pozwalam sobie odebrać zabawki lub czegoś co trzymam w ręce
- śpiewam, gdy inni śpiewają
- budzę się wyspana ok. 6 30 - po godzinie zabaw z mamą, tatą, babcią etc. idę znowu spać
- bawi mnie strasznie "idzie rak nieborak"
- śmieję na głos, gdy coś lub ktoś mnie rozbawi (szczególnie babcia T. i mama)
- zaczynam obroty z pleców na brzuch (wreszcie sama wykazuję chęć)
- interesują mnie twarde książeczki
- odrkryłam, do czego służą moje nogi - chciałabym stać (ale mama nie pozwala), kopię zabawki, mamę itp.
- rozumiem zasadę działania grzechotki - wymachuję nią z całych sił, aby usłyszeć dźwięk
- podnoszę i rzucam przedmioty leżące na stole, blacie krzesełka do karmienia, podane mi do ręki, gdy siedzę u kogoś na kolanach
- fascynuje mnie i śmieszy (po etapie strachu) moje odbicie w lustrze
- bardzo chciałabym już poruszać się w pozycji na brzuchu (udaje mi się czasami pełzać)
- przytuliłabym wszystkie psy i koty (on mnie mniej)
- stałam się rozrabiarą - wszystkiego muszę dotknąć, zagaduję i upominam się o uwagę, piszczę, krzyczę, noszona na rękach wyrywam się w kierunku,  w którym chciałabym iść
- myję ręce pod kranem (!) - gdy ktoś mnie trzyma - wiem, że jest mydło, woda i ręcznik - lubię to!
- w kąpieli baaaardzo chlapię i po każdym kopnięciu czekam na reakcję "widowni"
- gdy mama trzyma mnie na swoich kolanach, potrafię odwrócić się tak, aby wylądować obok cycusia ;)
- rzucanie rzeczy i jedzenia na podłogę jest taaaakie zabawne ;)
- wstydzę się nowych osób (lub kogoś długo niewidzianego)
- wiem kto to mama, tata, babcia, dziadek, pies, kot, no i Karolina - zapytana o miejsce pobyt
u któregoś z wymienionych, wskazuję wzrokiem.
- rozumiem kiedy mama mówi - spacer, kąpiel, cycuś, idziemy do babci, szukamy kotka itp.


Ha! Hurra!


W zeszłym tygodniu miałyśmy wizytę u neurologa w poradni przy szpitalu, a dziś w OWI. Opinie obu lekarek są spójne i... bardzo dobre. Karolina, która teraz ma skończone siedem miesięcy, wg nich, prezentuje się prawie jak na ten wiek (a przypominam, że urodziła się dwa miesiące wcześniej, więc należałoby oczekiwać, że będzie bardziej jak pięciomiesięczniak).

Co ciekawe, obie (a są "rywalkami" na naszym terenie) pochwaliły postępy, jakie Karola zrobiła w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Dziś usłyszałam, że "Mała ma zaciągnęty u Pana Boga kredyt, bo nic, ale to nic neurologicznie nie stwierdzam, a spodziewałabym się problemów". Mile też obie połechtały moje ego - Karola wygląda na dziecko stymulowane, odpowiednio rehabilitowane, spędzające czas na podłodze (jak one to sprawdzają? ;P) i bardzo komunikatywne. No cóż, dla matki i ojca to miód na serce.

Nie mamy asymetrii, nie mamy napięcia wzmożonego - rehabilitacja zlecona do poprawnego raczkowania, a później, wg mojej woli, do prawidłowego chodzenia. Hurrrrrra!

PS pani doktor zapuntkowała u mnie dodatkowo niezwykle przyziemną kwestią - pochwaliła mnie, jako mamę, że "taka młodziutka, a tak dobrze zajmuje się dzieckiem, co widać". Roześmiałam się, bo maturę (a nawet obronę magisterki) mam już ho, ho, ho za sobą. Zapytała o wiek i stwierdziła, że wyglądam zdecydowanie młodziej ;) "Nosz ja cież..." :P

Teraz trzymamy kciukasy za grudzień i nasze wchłanianie, ok?


Obecne!

Jesteśmy, choć nie tak wirtualnie ;) Jesteśmy u dziadków na wsi. Korzystamy z wietrznej, ale słonecznej pogody. Karolina zaprzyjaźnia się z psem, który jest o nią zazdrosny (więc starania są raczej jednostronne). Zostajemy tutaj do niedzieli, a potem - witaj domu i... tatusiu.

Zdjęcia z wczoraj. Okazało się, że mała jest fanem kaszy jaglanej (mimo że babcia wmawiała jej, że jest niedobra). Pies na chwilę przestał się boczyć i zjadł wszystko, co spadło na ziemię (w takich chwilach żałuję, że mamy kota, który by takimi rarytasami pogardził).






D3


Nie możemy podawać małej witaminy D3. Zdziwieni? Zalecenie lekarza z Centrum Zdrowia Dziecka.

Karolina od urodzenia obserwowana jest pod kątem nieprawidłowego wchłaniania wapnia i fosforu. O co chodzi? Mała otrzymuje wapń i fosfor w moim mleku. Niestety gospodarka wapniowo-fosforowa jest u niej zachwiana i za dużo tych składników organizm "wyrzuca", mogąc doprowadzić do ubytków w kościach (tzw. osteoporoza wcześniacza). Oprócz tego, nadmiar wapnia w moczu, może doprowadzić do uszkodzeń nerek lub powstawania kamieni nerkowych.

Do tej pory wizyty w Centrum Zdrowia Dziecka w poradni chorób metabolicznych (endokrynolog) były kontrolami wyników badań krwi i moczu (pod kątem gospodarki wapniowo-fosforanowej). Nie były idealne, ale też nie odbiegały od normy dla wcześniaków aż nadto. W szpitalu miejskim po urodzeniu nakazano podawanie małej wzmacniacza pokarmu matki, aby niedobory wapnia uzupełniać. W CZD lekarz kazał odsunąć te specyfiki, aby zobaczyć "czysty obraz" po jakimś czasie. Wyniki nie były lepsze niż po urodzeniu, ale - zdaniem dra - powinny iść ku dobremu. Tak było w lipcu.

Tym razem (w ten piątek) pan doktor zrobił zatroskaną minę i patrząc na wyniki z krwi i moczu, zaczął coś skrupulatnie liczyć (współczynnik jakiś tam). Nie jest dobrze, ale na razie nie ma powodów do paniki. Obserwujemy i wykonujemy kolejne, bardziej dokładne badania. 


W grudniu okaże się czy:

- wyniki wyjdą tak, jak przypuszcza pan dr - w normie odchyleń - wtedy jest jedna droga standardowego leczenia, czyli tzw. jesteśmy w domu,

- wyniki wyjdą jeszcze gorzej - będziemy sprawdzać, czy nadmiar wydalanego z moczem wapnia nie uszkodził nerek i innych narządów wewnętrznych oraz szukać przyczyn i sposobów leczenia.


Na tę chwilę zalecenia są trzy:

- odstawić wit. D3 - która w jakiś sposób wpływa na kości (nie wiem, nie znam się), niektóre dzieci są nadwrażliwe na tę witaminę i ich reakcją na podawanie sztucznie wytworzonej wit. może być rozregulowanie opisane wyżej. Dodatkowo - wit. D3 naturalna to po prostu promienie słoneczne (nawet w pochmurny dzień i w cieniu) - lekarz uważa, że naszej małej (nadwrażliwej) wystarczy taka suplmentacja.

- po karmieniu piersią odczekać pół godziny i przepoić małą wodą, aby nerki pracowały nie tylko na moim mleku i aby je rozcieńczyć,

- zrobić badania miesiąc po odstawieniu wit. D3 (na jedno badanie - poziom wit. D3 we krwi??? - lekarz musiał wypisać prośbę do dyrekcji CZD - wykonuje się je poza szpitalnym laboratorium, za tydzień ma być decyzja, ale panie z lab. już grzecznie mnie uprzedziły, że limity na ten rok się skończyły i nie mam na co liczyć...).

PS jeśli ktoś dobrnął do końca, mam nadzieję, że wybaczy tak długi medyczny post - informacje są istotne dla nas, abyśmy o niczym nie zapomnieli przed następną wizytą.

Taka jestem...

Wstyd, wstyd, wstyd - mała skończyła siedem miesięcy, a podsumowania brak. Nadrabiam - bo to przełomowy miesiąc. Po szóstym - wiszącym na cycku i skokowo-rozwojowym, mamy mnóstwo nowych umiejętności i dziecko zupełnie inne (choć stale święte i kochane).

Dodam tylko, że wcześniactwo małej odcisnęło się jedynie na jej rozwoju fizycznym - jest malutka i chudziutka (w siatkach centylowych wcześniaków na 3 centylu). Z większością "powinna robić po x miesiącu" radzi sobie dość dobrze, ale neurolog szacuje ją na szósty miesiąc pod tym względem. Umiejętności społeczne, psychiczne itp. - jak rówieśnicy.

waga - 5630 g
wzrost - 64 cm
ubranka - 68 (niektóre 74 - zależy od firmy)
zęby - 0
włosy - są, uwierzcie ;)

POTRAFI:

- przytula się do mamy i taty (szczególnie lubi męski zarost!)
- czasami robi wstydziocha
- lubi muzykę - słucha jej, śpiewa z nami (ostatnio nawet "Te deum" w kościele :P), wokalizuje w kolejce w mięsnym (serio Margot!)
- uwielbia czas bez pieluchy (kładę ją tak kilka razy dziennie, gdy jest czas)
- fascynują ją spacery w nosidle - nie śpi, obserwuje, komentuje
- coraz lepiej siedzi (sadzamy ją do karmienia i u siebie na kolanach)
- spacerówkę toleruje wieczorami
- w samochodzie (siedzi z tyłu sama) śpiewa, gada, odpowiada na moje słowne zaczepki (!)
- bez wahania reaguje na swoje imię oraz pytania: "gdzie jest mama, tata, kotek"
- zaczepia ludzi, mówiąc "E!"
- wskazuje przedmioty, trzymana na rękach wyrywa się w kierunku, w którym chce być niesiona
- przekłada przedmioty z ręki do ręki bez problemu
- bawi się dwiema zabawki jednocześnie
- nie daje sobie zabrać zabawki (jeszcze nie za każdym razem)
- leży na brzuchu długo jedynie wtedy, gdy ma przed sobą nową zabawkę, inne dziecko, coś grającego
- płacze, gdy ktoś, komu ją podałam na ręce, sam przekazuje ją jeszcze innej osobie
- jest niezwykle pogodna - śmieje się cały czas (w tym na głos)
- ma gorszy czas pod wieczór - marudzi, gdy chce spać, jeść, przytulić się, pobawić się z rodzicami
- je wszystko, co jej damy z takim apetytem, że aż uszy jej się trzęsą i nogi kopią stoliczek ;) pije z kubka
- okazuje uczucia, łapiąc obiema rękami rozmówcę za policzki i starając się go zjeść (pieszczotka tylko dla najbliższych)
- chlapie z radością w kąpieli
- przy karmieniu łapie za sutek drugiej piersi i... miętoli, szczypie (!), głaszcze





PS kaszkę je sama! Tj. ładuję jej na łyżeczkę, ale trafia bezbłędnie do buzi i zjada prawie wszystko (trochę na brodzie musi być, nie? :P). Tempo ma zabójcze - czasami mnie pogania "Eeee!".

Babski comber


13,5 lat - około tyle wynosiła średnia wieku podczas naszego ostatniego babskiego spotkania. Co ciekawe, było nas sześć babeczek ;) Dla ścisłości dodam, że trzy pełnoletnie (i to już jakiś czas :P), dwie świeżo urodzone (wliczam Karolinę) i jedna... w brzuchu mamy (lada dzień z nami).

W naszej paczce szczęśliwie złożyło się tak, że większość z nas doczekała się w tym roku kalendarzowym potomstwa. Wczoraj spotkałyśmy się w dość okrojonym gronie, ale mam nadzieję, że - gdy reszta: wyzdrowieje, wróci do miasta - spotkamy się jak za dawnych lat ;)

Nie przedłużając, fotorelacja dzięki uprzejmości Gosi (gospodyni), która pstrykała i wypstrykała zdjęcia mam z dziećmi.

Udział brały:
- Ewa i Nina (3 miesiące)
- Gosia i Marysia (w brzuchu)
- ja i Karolina (7 miesięcy)








I bonus (dzięki Gosia!) - zwróćcie uwagę, jak sprawnie 
Karola przekłada wafla ryżowego (bez soli ;P) z ręki do ręki.

PS1 Czy uwierzycie, że Gosia (ciężarna) lada moment może urodzić? Termin tuż-tuż.

PS2 jak sobie przeglądam ten post, to aż mi głupio, że tyyyle zdjęć ze mną. 
No cóż - przyjmuję, że odbijam sobie za wszystkie publikowane posty beze mnie ;)

Pracuj


Mama Karoliny, tj. ja, trochę chciała,trochę musiała zająć się pracą zarobkową. Mam to szczęście, że mogę być w domu w czasie pracy, że zajmuje mi to niezbyt wiele czasu, że z domu (zawodowo) wychodzę de facto raz w tygodniu, a wtedy mała ma najlepszą opiekę z możliwych - tatę.

Co praca zmieniła? Niby nie pracuję na pełny etat, ba! nawet na pół nie pracuję, a czasu jakoś mało na sprzątanie, gotowanie. Wcześniej chwile, gdy Karolina spała w ciągu dnia (2-3 h w sumie) wykorzystywałam właśnie na te czynności. Teraz? Toniemy w brudzie - żart taki ;)

Karola wymaga coraz więcej uwagi, wspólnej zabawy, rozmów (tak, tak). Październik jest miesiącem próby - myślę, że sobie poradzimy, ale... jakiś etap się skończył. Koniec z całodniowym zajmowaniem się małą - jakiś taki żal odczuwam...

Żaby nie było więcej marudzenia, napiszę, że nawet to jedno zawodowe wyjście w tygodniu dodaje mi energii. Fajnie wyjść do ludzi, takich ludzi, którzy znają Cię sprzed maminej ery ;)

Mniam!


Karola codziennie zjada warzywa i owoce (z naciskiem na te pierwsze). Większość smakołyków mamy z ogródka od babci i dziadka uprawianego z dala od cywilizacji (resztę kupuję w warzywniaku koło domu). Za nami już:

- marchew
- ziemniak
- dynia
- burak
- pietruszka korzeniowa
- fasolka szparagowa
- pomidor
- kalafior
- jabłko
- gruszka
- śliwka
- brzoskwinia
- maliny
- winogrona
- mango

 Jeśli chodzi o inne produkty:

- ryż
- makaron
- białe pieczywo (minimalnie)



Muszę zacząć podawać kaszę mannę (ekspozycja na gluten - wiem, wiem). Może być zwykła kasza manna ze sklepu czy jakieś specjalne "babykaszkomanny"? Zależy mi, aby nie było w tym cukru, ulepszaczy i soli.



O! Zoo


Tak, tak- w końcu przyszedł czas na wyciągnięcie z pudła nosidła. Staramy się mała nosić niewiele - tylko tyle, na ile wymaga tego sytuacja (patrz - płacz, niechęć do leżenia w wózku) lub na krótki spacery wieczorne. Robi się coraz zimniej, więc z tego drugiego niedługo trzeba będzie zrezygnować.

Nosidło wykorzystaliśmy też przy okazji naszej niedzielnej wizyty w zoo. Wiem, wiem - ktoś może powiedzieć, że dziecko za małe na takie atrakcje, ktoś inny, że trzymanie dzikich zwierząt w niewoli jest nieetyczne itp. itd. A my po prostu byliśmy w zoo, aby spędzić słoneczny dzień na powietrzu, pooglądać słonie, żyrafy, tygrysy - spełnić dziecięce marzenie ;)

Spacer rozpoczęliśmy w wózku - UWAGA, UWAGA - spacerówce (to też nowość). Karoli się podobało, bo nawet z półleżenia widziała więcej niż z gondoli, ale... Przyszła pora drzemki i zaczęło się marudzenie. Aby oszczędzić jej, sobie i innym płaczu - myk do nosidła i zasnęła po kilku minutach. Okazuje się, że odłożenie jej śpiącej do wózka to dość prosta sprawa :)

Kilka godzin spędzonych w zoo wyglądało mniej więcej tak: wózek, nosidło, wózek, ręce taty, wózek, nosidło ;) Gdy będzie większa, z wózka zrezygnujemy przy takich okazjach.


Tekst alternatywny