Na wsi


Muszę coś wyznać...

Spędziłyśmy z Karolą wspaniałe pięć dni na wsi. Towarzyszyli nam - ciocia Justyna i Emilek. Takim wspaniałym składem odwiedziliśmy moich rodziców, którzy remontują stary poniemiecki dom na Opolszczyźnie.

TAK, DA SIĘ...

- zapakować do jednego samochodu z dwójką niemowląt, dwoma wózkami (i nie były to "parasolki"...), materacem do łóżeczka, dwiema duuużymi torbami i dwiema walizkami, zabawkami, torbami do wózków itp. itd. Powiem więcej - da się wygodnie siedzieć, oddychać i nawet widać tylną szybę ;)

- z pięcio- (na wyrost, bo Karola w wieku korygowanym to jedynie trzymiesięczny szkrab) i prawie sześciomiesięcznym dzieckiem każdego dnia wybrać się na kilkugodzinną wycieczkę i zwiedzać stare zamki ;)

- w małych miasteczkach i na wsi karmić publicznie piersią (mamy wprawę - pod kościołem, w parku zdrojowym, w pizzerii, w sadzie). Obyło się bez głupich komentarzy i spojrzeń. Wręcz odwrotnie - widziałam miłe uśmiechy. Dodam jedynie - wystarczyło znaleźć dyskretny kąt.

- obyć bez kłopotów adaptacyjnych w nowym miejscu. Wybrałyśmy się po karmieniu, które odbyło się według stałego, "domowego" rytmu - na miejscu byłyśmy ok. 14. Dzieci zdążyły w ciągu kilku godzin oswoić się z nowym miejscem. W końcu mogę śmiało to stwierdzić (bez obawy, że zapeszę), że dzieciaki zniosły cały wyjazd doskonale. Nie tylko czas spędzony u moich rodziców, ale także codzienne wycieczki. Nasi mali globtroterzy!

- wjechać: na dziedziniec bardzo wysoko usytuowanego zamku, na strome zbocze góry, bardzo wąski most wahadłowy (dosłownie centymetr mniej i nie wjechałybyśmy z wózkami)...

- pracować podczas wakacji zdalnie - brawo dla Justyny, która musiała godzić obowiązki z przyjemnością. 


KAROLA - nasza mała (a strach pisać to publicznie - bo, a nuż się jej odmieni) pięknie spała, wytrzymywała jazdę samochodem (przesypiając cała drogę, denerwując się jedynie, gdy się stało ;), gadała z dziadkami przez cały dzień, nie płakała (poza głodowym krzykiem - "mamo, mamo - jeść!"). No, cud miód i orzeszki!

MAMA - miała odpocząć, ale jak tu odpoczywać leżąc, gdy tyle do zwiedzania ;) W hamaku leżałam całe pięć minut (plany przewidywały pięć... dni). Przyszła chmura i mnie przegoniła. Spędziła piękny czas z córą, rodzicami, ciotką Justyną i Emilem, swoimi ciotkami i wujkiem - ach, och! Nie wiedziała (tzn. zapomniała), że ma w sobie tyle energii - girls power!

Co tu dużo pisać - wsi spokojna, wsi wesoła. Same dobre emocje, sami dobrzy ludzie, same dobre miejsca.
Wielkie podziękowania należą się moim rodzicom (DZIĘKUJEMY! - cała nasza czwórka) za wikt i opierunek, za noclegownię i relaks w sadzie.












9 komentarzy:

  1. no i fantastycznie! :)
    zabierzecie i nas następnym razem? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny wypad! udowodniłyście, że nie ma takich rzeczy, z którymi by sobie nie poradziła kobieta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. piękna fotorelacja.

    a uśmiechy dziadków cudowne!(rozumiem ze to oni są na zdjeciu)
    taka duma i szczęście bije z ich twarzy!

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne zdjęcia i świetny wypad na wieś ;)
    sama mieszkam na wsi i ją uwielbiam! :):):):)

    pozdrawiam!
    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. no to waćpani widzę, że pa pani przekonujący powód milczenia w ostatnich dniach. już zaczynałam się mocno niepokoić, ale widzę, że powód nieobecności iście sielski i mocno energetyzujący nawet na odległość dla czytelników :) przynajmniej na mnie tak zadziałał pobudzająco. z resztą nie pierwszy raz mnie zarażasz nastawieniem do świata, że wszystkomożnajaksięchce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. sielanka! pięknie opisane i jeszcze udokumentowane zdjęciami! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. super, że wypad udany! :)
    no i się da się ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Boziu, cudownie! Uwielbiam takie klimaty :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia:) Wypoczynek udany - wspaniale!

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny