Upał

Ostatnie upalne dni dają się nam we znaki. W domu, pomimo cały dzień zaciągniętych zasłon, mamy aż 27 stopni ciepła... Dużo, za dużo. Mała wstała rano w wyśmienitym nastroju, ale z każdą godziną robiła się coraz bardziej niespokojna. Nie potrafiła zasnąć z gorąca, udało się dopiero po karmieniu. Wtedy padła "jak kawka" - spała od karmienia do karmienia - trzy godziny!



Idzie nowe!


Karolinka z dnia na dzień rozwija się coraz szybciej. Kilka umiejętności, aby nie umknęły.

Dziś zauważyłam, że w końcu mocno i świadomie trzyma oball'a i... przekłada go kilkakrotnie z ręki do ręki! Wiem, wiem - jest bardzo wcześnie na tę umiejętność, ale akurat z tą zabawką jest łatwo.

Inna rzecz - wcześniej obracała się ładnie tylko w lewo, dziś zaczęła kręcić się w obie strony.

Podczas karmienia na leżąco potrafi opróżnić obie piersi w 15 minut! Szok - zaczynałyśmy od ponad 40 minut na karmienie. Karmienie jest dla niej porą relaksu - obiema stópkami ugniata moje udo lub brzuch ;)

Zaczęła korzystać z obu rączek. Wcześniej prym wiodła lewa dłoń - nadal chętniej ją wyciąga do zabawek, ale po chwili "włącza" również prawą.

Jej ulubioną zabawą jest dotykanie szczegółów ludzkich twarzy. Piszczy i gada jak najęta, gdy jej się uda chwycić nos, wargę lub policzek (ałć!).

EDIT (piątek rano) - Karola nie obudziła nas jak zwykle piskami i gadaniem. Była tak zajęta oglądaniem własnych dłoni, że zapomniała ;)

Mamy nową umiejętność - dostrzegła dłonie (wcześniej je widywała, teraz wie, że są tam na stałe :P). Potrafi celowo nimi pokierować - do oka, aby potrzeć (zezuje w trakcie czynności), do nosa, gdy swędzi, no i do buzi z kciukiem :) 


Normalny dzień

Taaak... W końcu powiało u nas nudą. Nie ma wizyt u lekarza, spotkań na mieście, wyjazdów. Jest tata, który nie musi wieczorami siedzieć nad bardzo ważnymi rzeczami. 

Dziś mała pierwszy raz od jakichś trzech tygodni miała dzień wg starego schematu (tzn. sprzed wyjazdu naszego na wieś i potem delegacji Daniela). Ku pamięci zapiszę, jak mijają nam godziny:

  • 4-6 - pobudka na jedzenie i znowu sen
  • 8-9 - pobudka i karmienie
  • 9.30-10 - zabawa, gimnastyka
  • 10.30-11 - drzemka
  • 11-12 - karmienie
  • 12.30-13 - zabawa, gimnastyka
  • 13 - spacer (jeśli nie ma upału) lub zabawy na macie (mama gotuje obiad :P)
  • 15 - karmienie + zabawa = kolejna drzemka
  • 16.30-17 - wraca Daniel (przejmuje małą)
  • 17.30 - spacer
  • 18 - karmienie
  • 18.30-19 - czas taty i córki
  • 19.30 - kąpiel + karmienie
  • 20.30-21 - sen nocny 


PS Karola ma fazę na przytulanki. Słonik chwilowo ustąpił miejsca myszce od chrzestnego (tzn. pretendenta do tego tytułu - chrzciny przed nami), w kolejce czai się następny słoń. Mała ściska je niczym wąż boa, cmoka, ślini, rozmawia z nimi...




Error


Dziś był dzień pełen ludzi i zamieszania. Do pomocy na budowie przyszło trzech wujków Karoliny, którym towarzyszyła ciocia i kuzynka. Gwarno, śmiesznie i pracowicie minął ten dzień nie tylko dla panów, ale też dla naszych małych dziewczyn (kuzynka Matylda ma trzy miesiące).

Bałam się, że od nadmiaru bodźców, nowych twarzy i przedłużonej aktywności poza porę kąpieli, Karolina nie będzie potrafiła się wyciszyć i zasnąć. Cóż... Nawet najlepsi się mylą ;) Oby takich pomyłek więcej.

PS Mała zasnęła w ciągu dwóch minut od położenia do łóżeczka - kolejne dziecko budowy (jej tata był pierwszy w rodzinie).


Jedziemy...


Zarówno ja, jak i Daniel bardzo lubimy podróże. Tak duże, jak i małe, na które to ostatnimi czasy musimy się decydować ze względu na Karolkę. Nie zmienia się jednak jedno - byle gdzie, byle czym, najważniejsze jest towarzystwo :)

Wczoraj wybraliśmy się do Krakowa (na "stare śmieci"), aby odwiedzić "przyszywane" ciocie i wujków Karolinki. Czasu zabrakło, aby pojawić się u wszystkich, ale - spokojnie - nadrobimy to. 

Kraków, jak to Kraków - przeludniony, zakorkowany, głośny... Całe szczęście kroki swoje skierowaliśmy od razu w znane nam spokojne zakamarki. Było cudownie!

Dziękujemy Misi i Mirkowi, Magdzie i Marcinowi, Ani i Łukaszowi z Pawełkiem oraz Maćkowi za wyśmienite towarzystwo :) Do zobaczenia!





Ale stara...

Lada moment Karola będzie miała skończone pięć miesięcy urodzinowych (trzy korygowane). Stara już będzie, nie ma co :P Krótkie podsumowanie dla potomności.

Waga - 5000 g
Wzrost - 60 cm
Ubranka - większość 62



Nowe umiejętności:

- łapie przedmioty dwoma palcami - kciukiem i palcem wskazującym
- potrafi złapać cienką i lekką grzechotkę i wpycha ją do buzi
- łapie wiszące nad nią zabawki obiema rękami (celowo)
- zauważyła, że jeśli szarpnie wiszącą zabawkę na dole, będzie ona poruszać elementami zaczepionymi na górze
- zaczęła naukę przewrotów na boki (wcześniej były pojedyncze ekscesy, teraz solidne ćwiczenia)
- polubiła leżenie na brzuchu
- próbuje przewracać się z brzucha na plecy
- gada jak najęta (dziś od 8 rano do 19 nie dało się jej przerwać - oczywiście poza gadaniem duuużo śpi)
- nudzi ją gondola - musi być odkryta, żeby widziała drzewa, ptaki, linie energetyczne itp. inaczej płacz i krzyk
- ulubione powiedzenie "noś mnie i pokazuj"
- łapie mamę za nos, zęba (!), wargi, policzki i włosy
- gdy jest głodna, a trzymam ją na ręce potrafi zassać... policzek (malinka mmm...) lub nos (serio, serio) - trzeba się orientować i być szybszym od niej
- ładnie i regularnie śpi, je, bawi się, gada itp. (czekam na następny skok ze strachem)
- zauważyła swoje kolanka (łapie się za nie) oraz stópki (macha nimi, aby je obejrzeć)

Nie wymieniam wszystkiego, bo miesza mi się, co było wcześniej, a co teraz. Na pewno olbrzymią różnicę zauważy Daniel - nie widzieliśmy się prawie dwa tygodnie - jedno jest pewne córa nasza zmienia się w zastraszającym tempie).

Neuroporady


Po dzisiejszej wizycie u neurologa (45 minut badania dziecka!), mam kilka informacji, które mogą przydać się mamom dzieci w wieku ok. 3-4 miesięcy: 

DRŻENIE GŁÓWKI (rączek, nóżek) 

Drżenie głowy podobne do tego, jakie mają osoby starsze przy chorobie Parkinsona. Pojawia się zarówno przy trzymaniu w pionie, jak i przy leżeniu, najczęściej zaraz po przebudzeniu. 

Powodem drżenia najczęściej jest próba stabilizacji głowy przy zbyt słabych jeszcze barkach (najczęściej). Rehabilitanci wskazują również na niedojrzały układ nerwowy. Drżenia pojawiają się przeważnie między trzecim a czwartym miesiącem, wzbudzając w rodzicach niepokój. Nie ma się czego obawiać - to kolejny etap rozwoju fizycznego dziecka. U jednych dzieci występuję bardzo widocznie i często, u innych prawie wcale. Jest to przygotowanie do podnoszenia głowy z podłoża przy leżeniu na plecach. Kolejno po główce mogą zacząć drżeć rączki (jak przy wkręcaniu żarówek) oraz stópki, które - dzięki stabilnej pozycji na plecach - w końcu mają "pole do popisu". Przypadłość ta mija z osiągnięciem przez dziecko kolejnych umiejętności.


NIESIEDZĄCE DZIECKO W NOSIDLE

Troszkę zdziwiła mnie opinia pani neurolog, ale ją przytoczę. Zapytana przeze mnie, kiedy i czy będę mogła nosić Karolinę w nosidle ergonomicznym (to ważne - ERGONOMICZNYM!), powiedziała, że JUŻ. Pomimo tego że dziecko nie siedzi samodzielnie, potrafi (wyprowadzone za rączki do siadu) przyjąć prawidłową postawę siedzącą. Mózg dziecka na tym etapie rozwoju otrzymuje informację, że dziecko zmieniło pozycję i pozwala organizmowi na jak najlepsze dostosowanie się do warunków. Dobre nosidło sprawia, że pupa (miednica) niemowlęcia jest prawidłowo podtrzymywana od dołu, a kręgosłup nie jest na siłę prostowany. Oczywiście jest to w tym wieku rozwiązanie dobre jedynie na krótkie spacery, jednak nie jest zabronione. Pani doktor mówiła o nim z entuzjazmem ;)

Co do chust, nie ma już tak wielkiego zaufania przy problemach neurologicznych lub z napięciem mięśniowym. Przy asymetrii i wzmożonym napięciu dopuszcza motanie dziecka w pozycji kołyskowej.


ODRUCH MORO NIE ZNIKA

"Znika, znika..." (cyt.). Rodzice często martwią się, że ich trzy-, czteromiesięczne dzieci nadal mają odruch moro (w tym wieku powinien zaniknąć). Ja też o to zapytałam, ponieważ przed wejściem do gabinetu Karolina spała na moich kolanach, a gdy trzasnęły w oddali drzwi, wykonała (moim zdaniem) odruch moro. Pani doktor powiedziała, że moro w badaniu nie zaobserwowała (a widać je gołym okiem w ciągu kilku minut), a to co się wydarzyło to standardowy odruch przestrachu. Nic groźnego, całkowicie naturalny i mają go równie dorośli. 


DZIECKO NIE OPIERA SIĘ NA PRZEDRAMIONACH

Pisałam niedawno o leżeniu na brzuchu i bzdurnych opiniach z OWI na ten temat. Pani doktor przekonywała mnie, że tak drobne dziecko (trzy-, czteromiesięczniak) nie ma możliwości fizycznych, aby ładnie i świadomie opierać ciężar ciała przy leżeniu na brzuchu na przedramionach. W tym momencie ma ćwiczyć próby obrotów, leżąc na brzuchu próbować podnosić głowę przy rękach wyciągniętych do przodu. Teraz barki "schodzą" w dół i dopiero po tym etapie będą one wysatrczająco mocne, aby utrzymać wszystko bez problemu.

Niektóre dzieci szybciej osiągają następny etap, inne wolniej. Nie można od trzymiesięcznego dziecka wymagać umiejętności dorodnego pięciomiesięczniaka. Wcześniaki, dzieci o niskiej masie urodzeniowej, chudzinki osiągają te umiejętności wolniej i nie ma powodów do niepokoju. Jeśli pediatra stwierdzi, że coś jest nie tak, skieruje do neurologa.

Oczywiście informacje te są ogólne i dopasowane akurat do naszej sytuacji, ale mogą rozwiać niektóre wątpliwości. Jeśli coś Was niepokoi, warto udać się do pediatry, a  gdy ten stwierdzi, że trzeba, wypisze skierowanie do neurologa.


PS Możemy się chustować! Zobaczymy, czy uda się z tą "kolyską"

PS 2 Karola rozwija się bardzo ładnie. Idealnie do wieku korygowanego, a nawet niektóre rzeczy do przodu. Nadal delikatna asymetria, ale jest lepiej niż było. Opinie z OWI pani doktor skomentowała krotko: "Tu pani chodzi do neurologa, a nie do neurologa przy OWI" (tzn. przy OWI badają w dwie minuty i "biorą jak leci" na rehabilitację, aby utrzymać ośrodek). Żeby nie było, nie każdy OWI jest zły (mam porównanie - nasz niestety nie jest dobry).

Prezent


Karola wygrała u Beaty S. z bloga Bo ja kocham ten stan słonika. Jest zachwycona - pierwszy raz widzę, że interesuje się tego typu zabawkami. Dziękujemy!



PS udało nam się wygrać jeszcze jedno candy (o wygranej napiszę osobny post :)

Brzuch, brzuchem, o brzuchu


Brzuch niemowlaka może przysporzyć wielu problemów jemu i jego rodzicom. Kolki nas łaskawie ominęłu, za nami też inne problemy związane z układem pokarmowym. Kolejno były to:

- jęczenie i "skrzypienie" podczas snu związane (niedojrzałość wcześniaka)
- bolesne próby wypróżniania i zaparcia
- ulewanie na potęgę
- bolesne bąki.

Ale brzuszek to nie tylko problemy natury fizjologicznej. Do przedwczoraj mieliśmy inny "brzuszkowy" problem. Karolina nie cierpiała bowiem leżeć na brzuchu - co nas jako rodziców troszkę martwiło. Próbowaliśmy wszystkiego - noszenia na ręce (w pozycji samolotu), aby ćwiczyć szyję; kładzenia na piłce lub poduszce rogalu; podsuwania zabawek, wygłupów taty lub babci itp. itd.

Nie, nie, nie! Pisk, krzyk, płacz pojawiały się po mniej więcej pięciu sekundach (wytrzymywaliśmy jej płacz maksymalnie do minuty). Karola zanosiła się płaczem tak, że niemal traciła oddech (przez te kilkadziesiąt sekund!). Od razu zmienialiśmy pozycję i poddawaliśmy się, bo żal nam jej było.

Ale, ale... Brzuszek to jeden z pierwszych etapów rozwoju fizycznego malucha. Nie powiem, że nie martwiłam się, czy mała będzie rozwijać się fizycznie (bo rozwój psychiczny i społeczny jest bardziej zaawansowany) zgodnie ze swoim wiekiem korygowanym. Chyba, aby mnie dobić, dwa tygodnie temu rehabilitanka z Ośrodka Wczesnej Interwencji (moja "ulubienica") powiedziała mi, że mała jest "beznadziejna i rozwojowo jak miesięczne dziecko - tragiczny przypadek". Nie pisałam o tym na blogu, bo jakoś nie wiedziałam, jak się dotego odnieść. Poza tym były to bzdury wypowiadane po to, by nas jako rodziców utwierdzać, że musimy korzystać z usług OWI (któremu znowu brakuje pacjentów...).

 Niby się nie przejęłam, niby wiedziałam, że to nie jest prawda (bo miałam opinie innych rehabilitantów i przede wszystkim własne obserwacje mówiły mi coś innego), ale... przykro było. A co spowodowało taką wypowiedź pani G.? Fakt, że mała jeszcze wtedy nie potrafiła samodzielnie, ładnie leżeć na brzuchu (wg wieku korygowanego miała skończone dopiero dwa miesiące, więc de facto miała jeszcze czas).

Nasza rehabilitanka, odwiedzająca nas w domu, uspokoiła mnie: Karola ma jeszcze czas, spokojnie. Ponieważ jest wcześniakiem z 33. tygodnia, mimo skończonych prawie pięciu miesięcy, rowojowo jest jak trzymiesięczne dziecko. Zdaniem rehabilitantki "domowej" to idealny czas na początek ładnej pozycji na bruszku, ale równie dobrze niektóre dzieci zaczynają później. Aż tu nagle...



Tak, tak - z dnia na dzień (dokładnie w piątek 12 lipca), zupełnie niespodziewanie dziecko nasze zaczęło lubić pozycję na brzuchu. Nie jest to jeszcze miłość w stylu "kładzcie mnie tak cały czas", ale jest o niebo lepiej. Nawet śmieje się i gada w tej pozycji.

Rodzice dzieci "niebrzuszkowych" nie martwcie się. Nasz "beznadziejny" przypadek polubił leżenie na brzuchu, czym nadal wprawia nas w osłupienie :)


Smile!

Karolina od jakichś dwóch tygodni budzi się niezmiennie w wyśmienitym humorze. 
Gada, śpiewa, śmieje się, turla, aby się przytulić - trwaj chwilo!



Witamy!


Dziś w godzinach przedpołudniowych na świecie pojawiła się NINA. Waga 2720 g, wzrost 52 cm.
Najserdeczniejsze gratulacje dla szczęśliwych (i szczęśliwców) rodziców!!!

Dobranoc


Za każdym razem, gdy chcę pochwalić zachowanie Karoliny, boję się, że zapeszę i wszystko ulegnie zmianie. Postanowiłam jednak upublicznić informację, że Karola pięknie ostatnio zasypia. Uff... 

Jako ta, która ją usypia, jestem szczęśliwa, ponieważ mała bez większego marudzenia zapada w głęboki sen i mam w końcu czas dla siebie. Mam nadzieję, że nagle wszystko nie ulegnie zmianie ze względu na skok rozwojowy lub ząbkowanie. Póki co korzystam, a co!



Na wsi


Muszę coś wyznać...

Spędziłyśmy z Karolą wspaniałe pięć dni na wsi. Towarzyszyli nam - ciocia Justyna i Emilek. Takim wspaniałym składem odwiedziliśmy moich rodziców, którzy remontują stary poniemiecki dom na Opolszczyźnie.

TAK, DA SIĘ...

- zapakować do jednego samochodu z dwójką niemowląt, dwoma wózkami (i nie były to "parasolki"...), materacem do łóżeczka, dwiema duuużymi torbami i dwiema walizkami, zabawkami, torbami do wózków itp. itd. Powiem więcej - da się wygodnie siedzieć, oddychać i nawet widać tylną szybę ;)

- z pięcio- (na wyrost, bo Karola w wieku korygowanym to jedynie trzymiesięczny szkrab) i prawie sześciomiesięcznym dzieckiem każdego dnia wybrać się na kilkugodzinną wycieczkę i zwiedzać stare zamki ;)

- w małych miasteczkach i na wsi karmić publicznie piersią (mamy wprawę - pod kościołem, w parku zdrojowym, w pizzerii, w sadzie). Obyło się bez głupich komentarzy i spojrzeń. Wręcz odwrotnie - widziałam miłe uśmiechy. Dodam jedynie - wystarczyło znaleźć dyskretny kąt.

- obyć bez kłopotów adaptacyjnych w nowym miejscu. Wybrałyśmy się po karmieniu, które odbyło się według stałego, "domowego" rytmu - na miejscu byłyśmy ok. 14. Dzieci zdążyły w ciągu kilku godzin oswoić się z nowym miejscem. W końcu mogę śmiało to stwierdzić (bez obawy, że zapeszę), że dzieciaki zniosły cały wyjazd doskonale. Nie tylko czas spędzony u moich rodziców, ale także codzienne wycieczki. Nasi mali globtroterzy!

- wjechać: na dziedziniec bardzo wysoko usytuowanego zamku, na strome zbocze góry, bardzo wąski most wahadłowy (dosłownie centymetr mniej i nie wjechałybyśmy z wózkami)...

- pracować podczas wakacji zdalnie - brawo dla Justyny, która musiała godzić obowiązki z przyjemnością. 


KAROLA - nasza mała (a strach pisać to publicznie - bo, a nuż się jej odmieni) pięknie spała, wytrzymywała jazdę samochodem (przesypiając cała drogę, denerwując się jedynie, gdy się stało ;), gadała z dziadkami przez cały dzień, nie płakała (poza głodowym krzykiem - "mamo, mamo - jeść!"). No, cud miód i orzeszki!

MAMA - miała odpocząć, ale jak tu odpoczywać leżąc, gdy tyle do zwiedzania ;) W hamaku leżałam całe pięć minut (plany przewidywały pięć... dni). Przyszła chmura i mnie przegoniła. Spędziła piękny czas z córą, rodzicami, ciotką Justyną i Emilem, swoimi ciotkami i wujkiem - ach, och! Nie wiedziała (tzn. zapomniała), że ma w sobie tyle energii - girls power!

Co tu dużo pisać - wsi spokojna, wsi wesoła. Same dobre emocje, sami dobrzy ludzie, same dobre miejsca.
Wielkie podziękowania należą się moim rodzicom (DZIĘKUJEMY! - cała nasza czwórka) za wikt i opierunek, za noclegownię i relaks w sadzie.












Gadane to ma...

... po mamie ;) A tak serio - Karola gada prawie cały czas. Już nie tylko "aaa", "eee" i inne pojedyncze samogłoski. Nie tylko "a-gu", "a-re" itp. Teraz nasza córa rozpoczęła piski, krzyki, koncerty. Gdy śpiewam, śpiewa razem ze mną, powtarzając mniej więcej (raczej mniej :P) dźwięki. Z przejęciem opowiada wszystkim, co jej się przydarzyło - mówi z takim przekonaniem, że można paść ze śmiechu :) Potrafi się już nie tylko cieszyć w głos, ale także oznajmić wszystkich (również sąsiadom), że jest niezadowolona. Ale, ale... Nie płaczem - a właśnie wzburzonym gadaniem!

Wszyscy, którzy mają kontakt z innymi dziećmi (lekarka, rehabilitantka...) mówią, że mała to straszna gaduła i że mamy przygotować się zawczasu na niekończące się dyskusje i pytania. Dość powiedzieć, że w czasie rehabilitacji Karola zagaduje cały czas "ciocię". Czy to dziedziczne? Pytałam teściowej - Daniel tak nie miał. Czy ja tak miałam - muszę podpytać rodziców. Na pewno - i tajemnicą to nie jest - ma tu znaczenie fakt, że cały czas mówimy do małej. Opowiadamy o każdej czynności, pytamy o samopoczucie i zgodę na zabiegi pielęgnacyjne. Ona jest zachwycona - cały czas mówi, krzyczy z radości i piszczy jak szalona :)

Ze wzmożoną aktywnością werbalną związana jest jedna (istotna dla nas) zmiana. Karola tak bardzo lubi mówić, że od kilku dni o 6 rano, gdy robi się jasno w pokoju zaczyna koncert. Budzi nas piskami, śpiewami, gadaniem - cudo! Muszę ją nagrać na pamiątkę, bo nigdy nam nie uwierzy ;) A oto zdjęcie z dzisiejszej pobudki:


------------------

Z innych nowości:

- leżąc na plecach z głową zwróconą w prawo, do buzi wkłada prawy kciuki; z głową w linii prostej - oba kciuki; z głową w lewo - lewy ;)
- zaczęła porządnie trzymać grzechotki i gryzaki (pcha je do buzi)
- zorientowała się, że ma stopy i macha nimi coraz wyżej, aby lepiej je widzieć
- aż się boję pisać, aby nie zapeszyć - od miesiąca zasypia pięknie po kąpieli
Tekst alternatywny