Jak to jest z planami?

Będąc w ciąży, zastanawiałam się, jak to będzie, gdy Karola pojawi się na świecie. Snułam plany, ale nie wiedziałam jeszcze, co będę chciała robić, a czego nie. Wiedziałam natomiast, że bliskość będzie kluczem do naszego rodzicielstwa. Tak zaczęło się szukanie informacji i dokształcanie - chusty, karmienie piersią, indywidualne plany szczepień itp.

Im więcej czytałam, tym bardziej byłam przekonana, że tak chcę. Zaopatrzyłam się w chustę, mądre książki, butelkę do karmienia miałam jedną (ze szkoły rodzenia) - bo po co więcej? I przyszedł luty. Rodzić miałam w kwietniu. Od początku ciąża była zagrożona, więc wszystko chciałam mieć gotowe do początku 37. tygodnia. Rach, ciach! Okazało się, że do wszystkich problemów z ciążą doszła gestoza. Wylądowałam w szpitalu i po tygodniu miałam cesarkę. Na świecie pojawiła się Karolinka - 42 cm, 1570 g. Pierwsze trzy tygodnie spędziła w inkubatorze. Jej stan był dobry, jednak nie mogłam jej przystawiać do piersi. 

Bach! Pękła pierwsza bańka - karmienie piersią. Opuściłam głowę i zaopatrzyliśmy się w kolejne butelki. Jak to? Myślałam, że jestem złą matką - nie dość, że wcześniej, to jeszcze nie mogę jej dać tego, co najlepsze. Ostatecznie się udało - najpierw ściągałam pokarm i karmiłam butelką, a po trzech miesiącach przeszłyśmy na pierś, ale... Oczekiwania w zderzeniu z rzeczywistością okazały się być bolesne. Tutaj muszę wspomnieć też o planach dotyczących mojej diety przy karmieniu (a raczej jej braku) - miałam jeść wszystko. Ale, ale... nasza wcześniaczka miała okropne problemy z brzuszkiem, zupełnie niedojrzały układ pokarmowy i się poddałam. Katowałam się dietą matki karmiącej. Na szczęście za nami problemy Karoli i drakońskie jadło mamy.

Jak to wcześniak - Karola miała wzmożone napięcie i asymetrię. Rehabilitantka i dwóch neurologów zabronili nam nosić się w chuście.

Bach! Druga bańka - nasze rodzicielstwo bez chusty? Jak to? przecież nie tak miało być. Tak liczyłam na tę bliskość, swobodę w wykonywaniu obowiązków domowych z małą przy sobie itp. Niestety - znowu okazało się, że lepiej nie planować. Do dziś zakaz nas obowiązuje - czekam aż mała podrośnie, wtedy wypróbujemy mei tai (nie ma chyba zakazu przy asymetrii, prawda?).

Przy wyjściu ze szpitala lekarze tłukli nam, że dla wcześniaka najlepsze są szczepionki wieloskładnikowe. 

Bach! Nici z indywidualnego planu szczepień, nad którym siedziałam nocami w ciąży. Jak to? Przecież ja wiedziałam, jak, kiedy i czym będę szczepić, aby mała była w miarę bezpieczna. Zaczęliśmy w szpitalu zgodnie z naszym planem - zamiast euvaxu przynieśliśmy swój engerix, ale... Poczytałam mądre pisma neonatologów, speców od wcześniaków i przystałam na ich postulat. Mała została zaszczepiona 6w1. Cóż...

To tylko trzy przykłady na to, co wynika czasami z planów. Wizje wizjami, a życie i tak wszystko weryfikuje. Fakt, czasami dziwnie się z tym czuję. Miałam plan dotyczący opieki nad małą. Bywa, że jest mi przykro, że nic z tego nie wyszło. Wmawiam sobie, że nie daję małej wszystkiego, co najlepsze, ale zaraz potem myślę - hola, hola dziewczyno, przecież z KP się udało. Dajmy sobie czas. I tak właśnie myślę dziś. Czasu nam trzeba!


23 komentarze:

  1. Oj ja też robiłam plany- miała być chusta, rytuał wieczorny, spacery codzienne, masaże po kąpieli, dieta matki karmiącej...ale życie życiem i nic z nich nie wyszło...lecz pomimo tego jest o.k. - nie tak jak sobie wymarzyłam no ale też jest ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tym zapomniałam wspomnieć - nie narzekam, bo jest ciekawie :) Ale... żal pozostaje, malutki, maluteńki, ale zawsze.

      Usuń
  2. u mnie też wyszło zupełnie inaczej niż chciałam - udało mi się karmić piersią jedynie 3 miesiące, bo mała okazała się alergiczką. i byłam tym faktem załamana. ale widzę teraz, że córka jest szczęśliwa na mm i dlatego nie mam już wyrzutów sumienia. wydaje mi się też, że książki, tv, lekarze i opiniodawcy powinni jednak pokazywać, że w macierzyństwie nie jest najważniejsze czy karmisz piersią, czy nosisz w chuscie itd., tylko czy twoje dziecko jest szczęśliwe bez względu na metody, które stosujesz. wtedy wiele matek takich jak my podchodziłoby do macierzyństwa na większym luzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podpisuję się dwoma łapkami :).

      ważne aby być szczęśliwym.

      dodam jeszcze - czasami nie można iść w zaparte, trzeba swój plan naginać, zmieniać do zaistniałych sytuacji

      Usuń
    2. Rozumiem, rozumiem :) Chustonoszenie stało się teraz modne, ale nie to zdecydowało o moje chęci noszenia. Chciałam być z małą jak najbliżej - wcześniaki tego wymagają jeszcze bardziej, ale się nie udało. Nie znaczy to jednak, że jestem nieszczęśliwa ;) O nie! Jest super i korzystam z każdego dnia jako mama :)

      Usuń
  3. Kochana, ale.zobacz jak świetnie dajecie sobie radę! KP się udało, w moich oczach to mistrzostwo! Wyrzuc ten, choćby najmniejszy, żal i tancz beztrosko ten taniec macierzyństwa!

    Piękne, urocze, slodziachne to Wasze zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tańczę bezustannie :) Nie sądziłam, że można tak "zgłupieć" na punkcie dziecka, macierzyństwa i wszelkich plusów, które za sobą niosą! :)

      Usuń
  4. Może trochę za dużo szczegółów chciałybyśmy zaplanować będąc w ciąży. Życia nie da się zapisać w terminarzyku i bardzo często w zderzeniu z rzeczywistością nasze plany okazują się naiwne. Pamiętam, że pod koniec ciąży obiecałam sobie nie myśleć za dużo o porodzie, znieczuleniach, karmieniu ( za radą męża, bo ja byłam cała nakręcona tym wszystkim) Postanowiłam jednak iść na żywioł. Jak będę potrzebować znieczulenie to wezmę, a jak nie to nie. Jak mi się uda karmić piersią to będę, a jak się okaże że nie mogę, to zrezygnuję. Takie podejście chroni nas od wielu rozczarowań. Mi na szczęście udało się urodzić bezproblemowo, podobnie było z karmieniem, ale myślę, że w drugiej ciąży podobnie będę myśleć, by nie wytwarzać samej sobie niepotrzebnej presji. Grunt, by dzieciaczki były zdrowe i dobrze się rozwijały:) Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec też już nic nie planowałam, jednak wiedza dobyta wcześniej (chcą nie chcąc) gdzieś tam kiełkowała w głowie. Chyba zostałam źle zrozumiana - nie czuję się rozczarowana, smutna, zła - troszkę żal tego,co mogłoby być, ale szczęśliwa jestem z tego, co jest :)

      Usuń
  5. Jak to powiedział Woody Allen Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak to właśnie jest. My też mieliśmy się karmić cycusiem jak najdłużej, a jedzonko się szybko skończyło i trzeba było butlą karmić. Smutno mi było, ale cóż, dzidziuś głodny nie może być :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Karola też pojadła mm w swoim czasie. Tak było trzeba i jej się krzywda nie działa - to chyba bardziej w naszych głowach siedzi, żeby karmić piersią. Czasami się nie da i już - grunt, aby dziecko nie było głodne. Sama jestem dzieckiem butli i niczego mi nie brak :P

      Usuń
  7. Większość kobiet chyba lubi planować, no ale niestety jak plany idą w łeb to działa druzgocąco, przynajmniej na mnie. Ja uwielbiam planować. Jednak przy dziecku uczę się pokory i radzenia sobie, że plan nie jest najważniejszy. Cały czas się tego uczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem typem planisty - wszystko od a do z. Tak jak piszesz - cały czas uczę się pokory i nienastawiania się. Chyba z sukcesem - bo żalu strasznego nie ma, a jest radość z nowości i zmian.

      Usuń
  8. U nas Franio urodził się w 37 tyg choć pchał się na świat w 33 tyg:) To został zaliczony do wcześniaka i w ogóle nie chciał z cycusia pić mleczka więc też odciągałam ale mi tylko przez 2 miesiące udało się karmić więc gratuluję wyniku! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie gratuluję, przecież sama wiesz, ile to było wyrzeczeń, zmęczenia, braku snu. Żałuję, że nie sformułowałam inaczej tego posta, bo wynika chyba z niego, że kp to jedyna droga itp. Wcale tak nie myślę, mała jadła mm, poważnie zastanawiałam się nad tym, że w końcu samo odciąganie nie wystarczy i trzeba będzie przejść na butlę. Nie ważne co będą jadły nasze dzieci, ważne, że karmione będą z miłością :)

      Usuń
  9. Piękne zdjęcie, piękne jesteście :)
    Ach te plany... dobrze rozumiem Twój żal, miałam taaaaakie plany na ciążę, a tu bach leżenie i koniec, nici z wszelkich planów. Ale mimo wszystko wspominam dobrze ten czas, było inaczej, ale było i to się liczy :)
    Nie mniej jednak gratuluję KP, super, że z tym się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj, przez przypadek Trafiłam do Ciebie. Wertując archiwalne wpisy przypomniałam sobie swoją pierwszą ciąże ...nasza Ola była wcześniakiem z niską masą urodzeniową, z wyroczniami neurologów, asymetrią, podejrzeniem sepsy i hemoglobina na granicy transfuzji ...Boże ile tego było! Nie ukrywam ,że pierwszy rok był ogromnie trudny, ale teraz Wiem że wysiłki nie poszły na marne ...Olinka prześciga rówieśników w wielu dziedzinach , chodź nigdy nie miała ambicji ,żeby moje dziecko było zawsze w czołówce ;)
    Pisze to , bo wiem że czasem takie słowa wsparcia są potrzebne...
    Obecnie wyczekujemy drugiego maleństwa i staram się odganiać wszystkie złe myśli.

    Trzymajcie się ciepło i rośnijcie zdrowo

    OdpowiedzUsuń
  11. o tak, ja bym jeszcze dodała do tych planów plan porodu:) Miło tutaj!

    OdpowiedzUsuń
  12. Heh - plany, plany, plany, a życie weryfikuje. Niemniej - tak jak napisałaś. Trzeba dać sobie czas :) Może i na chustę przyjdzie moment.

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny