Uff...


Minął tydzień - tydzień wizyt u lekarzy, ciągłych rozjazdów, zapamiętywania diagnoz itp. W tym czasie byłam z małą sama i - o dziwo - spokojnie dałam sobie radę. Było ciężko pod względem fizycznym, ale Karolinka, jakby wyczuwała, że musi być grzeczna, pokazała mi się z najlepszej - spokojnej - strony :) Żeby nie było - ona też płacze, też ma problemy z brzuszkiem itp. ale dość łatwo się uspokaja.

Ponieważ blog jest dla mnie notatnikiem i albumem zdjęć, poniżej zapiszę dla informacje ważne dla nas. Lojalnie ostrzegam - będzie wiele informacji medycznych. Zanim streszczenie tygodnia, zdjęcia małej. Ponoć bardzo się zmieniła przez ten tydzień (tak mówi Daniel - wrócił wczoraj do domu po tygodniu nieobecności na noc, dziś znowu jest poza domem na dwa dni).

Waga - 3900 g
Wzrost - ok. 56 cm
Wiek - 10 tygodni (korygowane - 4, wg neurologa - 6)

1) Karolina i jej nowa umiejętność - wyciąganie rączki do zabawki



2) Coraz częściej śpi z otwartymi dłońmi


3) Ach te oczy!



PODSUMOWANIE TYGODNIA:

Poniedziałek - obdzwanianie wszystkich możliwych poradni, załatwianie spraw związanych z budową oraz moim macierzyńskim (pisałam o tym w poprzednim poście)

Wtorek - z samego rana wyjazd do OWI na rehabilitację i tu dłuższa opowieść... Neurolog z tego OWI tydzień wcześnie stwierdziła po trzech minutach badania (razem z rozbieraniem dziecka, bez ubierania - bo szkoda jej czasu, abym w gabinecie ubierała...), że mała ma asymetrię i wzmożone napięcie mięśniowe. Zmiany są niewielkie, ale że mają miejsca, to rehabilitacja nie zaszkodzi. Od razu po wyjściu z jej gabinetu, miałyśmy spotkanie z rehabilitantką. Miła pani o obejrzeniu dziecka stwierdziła to samo co lekarz, dodając, że wystarczy odpowiednia pielęgnacja w domu i pokazała mi co i jak. Ze względu na zapis neurologa o rehabilitacji raz w tygodniu, kazała czekać na telefon z informacją, kto się będzie zajmował małą. W poniedziałek stawiłyśmy się z małą na umówioną wizytę. Pani rehabilitantka nie wiedziała zupełnie z kim ma mieć zajęcia, nie chciało jej się iść po kartę małej i na podstawie kilku minut obrotów, ćwiczeń itp. stwierdziła - cmokając i kręcąc głową - "Oj, czeka nas ciężka rehabilitacja. Intensywna - dwa razy w tygodniu co najmniej przez trzy miesiąca, a później do 12 miesięcy kontrole. Do tego oczywiście psycholog i zajęcia z muzykoterapii. Acha, mała ma jaką niewymiarową głowę. Miała robione usg?". Zgłupiałam... Pytam, czy przez tydzień dziecko cofnęło się w rozwoju, bo miałyśmy zapis o zajęciach raz w tygodniu i to niezbyt obciążających, nastawionych na pielęgnację. Poszła po kartę, przeczytała opinie neurologa i innej rehabilitantki z ośrodka, ale zdania nie zmieniła. Cóż... Przecież ja się nie znam. Tego samego dnia rozmawiałam z mamą innego wcześniaka, który też jest ta rehabilitowany i sytuacja się wyjaśniła. Otóż, ona z synkiem trafiła do szczerej babki, która bez ogródek przyznała, że OWI ma za mało pacjentów na rehabilitację i wszystkie inne zajęcia (logopeda, psycholog) nie będą mieli środków z NFZ, więc biorą wszystkich, jak leci. Ręce mi opadły... Znowu pieniądze są ważniejsze od dzieci. Wiedziałam, że pod koniec tygodnia mam wizytę u neurologa z prawdziwego zdarzenia, postanowiłam zasięgnąć jej opinii na temat tego postępowania OWI.

Po południu miałyśmy badanie USG bioderek. Pomijając fakt, że na jedną godzinę zapisano 15 dzieci, wszystko ok. Obraz bioderek prawidłowy. W ciągu pól godziny spotkałam pięć znajomych z dziećmi! Dodam, że Tychy liczą ok. 140 tys. mieszkańców ;)

Środa - z samego rana wizyta w Poradni Patologii Noworodka w szpitalu. Wizyta umówiona jeszcze rzez neonatologów z oddziału, gdzie leżała Karolina. Dlaczego tak? Lekarka, która tu przyjmuje, zajmowała się też na oddziale naszą małą. Zdradziła, że NFZ refunduje w miesiącu jedynie wizyty dziesięciu małych pacjentów na jednego lekarza. I uwaga! Lekarki są... dwie. Kpina, po prostu brakuje słów. Jeśli chodzi o naszą wizytę - zrobiono USG główki, obraz prawidłowy, wszelkie zmiany zanikły :) Powiedziałam lekarce o obiekcjach rehabilitantki w stosunku do wielkości głowy Karoliny. Ta tylko się uśmiechnęła i nie skomentowała. Obwód główki proporcjonalny do obwodu klatki piersiowej - Karola rośnie idealnie wg siatek centylowych. Potem badanie ogólne, osłuchowe, oglądanie skóry, ważenie itp. "Chciałabym w tym gabinecie przekazywać tylko tak dobre wieści" - uff.

Czwartek - dzień odpoczynku, tj. dwa spacery w ciągu dnia i dodatkowo dwie godziny na tarasie :) To się nazywa życie. Miała nas odwiedzić położna (poza patronażem), aby zważyć małą, ale ze względu na ważenie dzień wcześniej, odwołałam.

Piątek - raniutko o 7 wizyta w szpitalu u pani neurolog. Dodam, że najlepszej w mieście. Wizyta trwała... czterdzieści minut. Najpierw wywiad (rozmowa ze mną, a mała przyzwyczajała się do pomieszczenia), potem zabawa w ubrankach, a na koniec rozbieranie dziecka, gdy już było oswojone z lekarką i gabinetem. To się nazywa podejście! bez pośpiechu tłumaczyła mi, jak będzie rozwijać się nasz wcześniaczek. Stwierdziła delikatną asymetrię, ale podkreśliła, że można ją skorygować odpowiednią pielęgnacją w domu (do trzeciego miesiąca prawie każde dziecko ma asymetrię - jest to stan fizjologiczny, który powinien sam zaniknąć, jeśli tak się nie dzieje - konieczna jest rehabilitacja). Powiedziałam jej o moich obiekcjach co do rehabilitacji w OWI. Chwyciła się za głowę i od razu napisała opinię dla OWI, że zaleca przyuczenie mnie (mamy) do pielęgnacji - nic więcej. Tłumaczyła mi również, że rehabilitowanie Karoliny ze względu na wzmożone napięcie to jakaś bzdura i błąd w sztuce, ponieważ wcześniaki ze względu na sporą ilość miejsca w brzuchu, nie musiały rozpychać się nogami i rękami na boki i rodzą się ze zmniejszonym napięciem mięśniowym. Neurolodzy zalecają, aby dziecko wspierać w podnoszeniu tego napięcia poprzez układanie w "rogalik" na boku, sadzenie w nosidełkach samochodowych (Tak! Donoszonym dzieciom w nadmiarze szkodzi, ale wcześniaka zmusza do pracy mięśni klatki piersiowej, rąk i nóg). Powiedziała, że napięcie u naszej małej jest w porządku i mam nie dać jej rehabilitować inaczej, niż ona zaleca, żeby nie zrobić jej krzywdy. Ciekawa jestem, czy pismo coś zdziała? Będę musiała twardo przedstawić swoje racje, a razie problemów powiem wprost, że wiem, iż nie mają pacjentów i dlatego biorą "wszystko jak leci". Na koniec podsumowanie sytuacji Karoliny - "Jest ok, będziemy kontrolować asymetrię, mała ma wg psycho-ruchowych wyznaczników 6 tygodni".

Zaraz po tej wizycie miałyśmy umówioną wizytę u pediatry. Nie musiałam nic mówić, od drzwi Pani doktor tylko "O, Karolinka, jak się masz wcześniaczku!". Miałyśmy się szczepić, ale dzień wcześniej przy odbijaniu małej wyczułam na jej szyi powiększone węzły chłonne. I neurolog (też pediatra) i nasza pediatra były zgodne - to nic groźnego, obserwujemy tydzień i wtedy szczepimy. Ponoć to zdarza się niemowlakom bardzo często - np. po szczepieniu na gruźlicę, po zadrapaniu, przy zapaleniu gardła itp. Pewnie Karola miała je już wcześniej, ale dopiero tego dnia zaczęłam odbijać ją w inny sposób i wyczułam zgrubienie na szyi. Mam nie panikować i oglądać dobrze małą. Za tydzień kontrola.

Ostatni punkt piątku to telefon do mojej szefowej. W czasie macierzyńskiego kończy mi się umowa na czas określony. o rozmowie z prezesem (duuużej, świetnie prosperującej firmy) okazało się, że umowy mi nie przedłużą, ale czekają z utęsknieniem aż wrócę... No comment.

Ufff... I chciałoby się napisać "I tak minął tydzień...".

14 komentarzy:

  1. Super są ci pracodawcy, brak słów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak... Powodem głównym negatywnej odpowiedzi jest fakt, że boją się, iż wrócę po macierzyńskim na miesiąc i znowu pójdę na L4 ;/ Nawet nie wiedziałam, że tak można.

      Usuń
  2. Gosiu! Wiesz co, Karolinka wygląda już jak zdrowy normalny noworodek (przepraszam, brakuje mi odpowiednich słów, bo przecież nie chcę powiedzieć, że wcześniej wyglądała na chorą i nienormalną, nie mogę znaleźć dobrego określenia w mordę jeża...). Gdybym nie znała Waszej historii, to bym nawet nie pomyślała, że Karolinka urodziła się jako wcześniak. Tak się zaokrągliła na buźce, rysy jej złagodniały, no cud miód i samo bobasowe zdrowie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdradzisz jakim sprzętem do zdjęć dysponujesz? Cudne kadry..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amatorskim Nikonem D3000 (teraz jest d3100 chyba). Dziękuję za komplement :)

      Usuń
  4. ale rośnie ślicznotka!
    czyli w sumie pozytywny tydzień! :)
    a pracodawca... eh!

    OdpowiedzUsuń
  5. A jesteś pewna, że tak pracodawca może? Dokumentnie nie mam pojęcia, ale coś mi się kolebie po głowie, że w chyba nie do końca tak jest (bo pewnie się mylę, ale wydaje mi się, że z automatu umowa sama przedłuża się do końca macierzyńskiego).
    Może warto się upewnić? W każdym mieście (nawet moim, małym) przy biurze Państwowej Inspekcji Pracy są raz na tydzień darmowe porady prawne. I PIP nie może wykorzystać takiego zapytania jako doniesienia, więc nie ma się co bać, że pracodawca się dowie i zemści.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że mają do tego prawo - umowa na czas określony wygasa samoistnie. Gdybym miała na czas nieokreślony, nie mogliby mnie zwolnić. Przedłużanie każdej mowy następuje, gdy jesteś na L4 w ciąży lub jesteś w ciąży - wtedy do dnia porodu pracodawca musi przedłużyć umowę. Niestety mnie nie obejmuje przedłużenie.

      Usuń
  6. przykre z tą pracą :((
    Karolinka piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ślicznotka malutka :) pierwszy raz słyszę, żeby gdzieś na siłę wpychali na rehabilitację, bo brakuje pacjentów - zazwyczaj jest wręcz odwrotnie. Ech...chora sytuacja. Cieszę się że z Karolinką wszystko w porządku i mam nadzieję, że węzły chłonne szybko wrócą do normalnych rozmiarów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Słodziutka dziewczynka! Oj, miałyście ciężki tydzień. Szkoda słów na niektórych lekarzy, ale widać, ze są i tacy, których zdrowie dzieci rzeczywiście interesuje! Życzymy dużo zdrowia i mocno ściskamy (już się nie boję tak napisać^^)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak Ona jest cudowna, te oczy rozkochują samym spojrzeniem :)
    Pięknie już waży :) wizyta goni wizytę, to się najeździcie.
    A pracodawca... ciężko to skomentować, przykre i nieludzkie :( Mój pracodawca jak przyniosłam zwolnienie ze szpitala po poronieniu, szybko przygotował wypowiedzenie, ze strachu, że zajdą znowu nie daj boże w ciążę i pójdę na zwolnienie..zabolało bardzo, niegdyś nagrody, gratulacje, a w nieszczęściu kopniak, ech.
    Życzę Ci abyś trafiła na kolejnego pracodawcę z wielkim sercem!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Słodka malutka ;** . Nieludzie racja z pracodawcą ale w polsce już chyba lepiej nie będzie niestety...

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny