Skok...


Mamy gorsze dni...

Złowieszczy początek, co? Prawda jest taka, że mała w poniedziałek wkroczyła w szósty tydzień życia (wiek niekorygowany), a razem z przekroczeniem tej granicy, odmieniło się jej się troszkę. Ja tam w skoki rozwojowe nie do końca wierzyłam, ale mam w domu żywy przykład.

Zaczęło się od tego, że mała zaczęła dostrzegać coś więcej niż moją twarz i rzeczy położone 20-30 cm od niej. Skupiała wzrok na czarnych ścianach, na kontrastujących grafikach na białej ścianie, wodziła wzrokiem za cieniem ludzi. Myślałam, ho ho - dojrzewamy ;)

Potem dostrzegła ptaszki na poręczy łóżeczka i... tego było za dużo. Dodatkowo puszczamy jej muzykę bardo cicho - po wyjściu ze szpitala drażniła ją cisza. A na dobicie okazuje się, że nasza sypialnia, czyli jej pokoik, po południu - pomimo zaciągniętych zasłon - jest bardzo jasny. Widziałam, że ta ilość bodźców ją przerasta - zakrywała głowę kocykiem, odwracała wzrok od ptaszków.

Kolejnym etapem było ogólne rozbicie - takie "chciałabym, ale się boję". Jemy? Troszkę zjemy i zasypiamy. Odkładam do łóżeczka, a po pięciu minutach płacz. Jeść? Tulić się? Nosić? Zawsze któreś z tego repertuaru (na korzyść dla" 1/ cyc 2/ tulić 3/ nosić 4/ jeść). 

Je więcej, co zrozumiałe, ale dodatkowo je jeszcze sporo ponad normę dla jej wagi. Wiem, wiem - normy, normami, a życie życiem, ale do tej pory szła książkowo z ilością pokarmu. Nie muszę chyba mówić, że zwiększony popyt u mnie niestety nie wiąże się z większą podażą... Walczę, ot co!

Jedzenie - zrezygnowaliśmy z jednego karmienia nocnego, sama się budzi co 4 godziny, zamiast co 3. Teraz mamy siedem karmień na dobę, więc na każde z nich potrezba więcej mleka, a dodatkowo skok sprawia, że mała zjada zduuużo więcej. Mam nadzieję, że to długo nie potrwa, bo nie muszę chyba mówić, że u mnie zasada popytu i podaży nie działa jak należy (ze względu na karmienie butlą). Przystawiam ją na chwilę przy każdym karmieniu, walczę...

Doszły do tego wszystkiego wzdęcia - które nie dziwią, ponieważ je tak łapczywie, że łyka powietrze. Summa summarum - nadal jest aniołeczkiem, ale troszkę płaczliwym, zagubionym i potrzebującym mamy przy sobie.

Z nowych umiejętności - pięknie podnosi pupę i nogi, gdy leży na plecach. Składa rączki jak do modlitwy. Długo zatrzymuje wzrok na twarzach.




29 komentarzy:

  1. Piękny mały przystojniak
    jesli masz ochotę zapraszam na konkurs http://fotografujemy-gotujemy-testujemy.blogspot.com/2013/04/szybki-konkurs-z-bartkiem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że to dziewczynka, Karolinka, to raczej nie jest przystojniakiem ;) Tylko urodziwą laleczką :)

      Usuń
    2. Karolinka bez ciuszków w kolorach "kobiecych" może wyglądać jak chłopak, zgadzam się, ale tylko i wyłącznie... przystojny :)

      Usuń
  2. Przystojniak? Przecież to przystojniaczka :)
    Co raz pełniej Karola wygląda :) fajniutka z niej dziewczynka. Buziaki dla Małej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mówią, że przybiera i się zmienia, ale... z dnia na dzień w domu tego nie widzimy :) Buziaki od Karoli!

      Usuń
  3. U nas też skoki rozwojowe objawiały się książkowo. Jak tylko skok się kończył, byłam gotowa otwierać mleczarnię, taka była podaż! :) Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HA! Tylko to napisałaś i okazało się, że ściągnęłam więcej mleka :)

      Usuń
  4. Karolka bardzo się zmieniła. Nie widać już po niej, że przywitała się ze światem dużo wcześniej niż powinna. Piękna dziewczynka z niej!

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas też jakoś tak niemrawo się zrobiło. Zosia w sobotę będzie miała 6 tygodni. Też pomyślałam o skoku, choć nie do końca w nie wierzyłam. No nic. Przetrwamy, będziemy karmić, przytulać i pocieszać, bo taka nasza rola, prawda? Złe chwile w końcu miną.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miną, miną - ja tam myślę, że nasze małe idą łeb w łeb, droga imienniczko :)

      Usuń
  6. Rośnie Dziewuszka.Powodzenia w pokonywaniu trudności, macie moje kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak pięknie jestem ubrana! U nas skokó nie było "widać", ale Filip to wytrawny stoik. Właśnie, a co z przystawianiem? Byłoby Ci wygodniej gdyby Karola się przestawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przystawianie to śni mi się po nocach - nadal lecimy z lekami, ale ponieważ mała ma większe zapotrzebowanie niż 50 ml (tyle było potrzebne do rozpuszczania leków), to staram się przy każdym karmieniu zaczynać od piersi. Męczy się już mniej, gdy jest głodna, ale nie panicznie wkurzona, ładnie łapie pierś i ssie, ssie, ssie :) Nie wiem, czy efektywnie - tzn. próbowałam raz tylko piersią i za pół godziny od godzinnego (!) karmienia była głodna. Leki niestety jeszcze trochę z nami będą, myślę, że do czwartego miesiąca, a wtedy... czy się uda przejść tylko na pierś, nie wiem.

      Usuń
    2. Brzmi super, jestem dobrej myśli :) Przepraszam, zupełnie zapomniałam o lekach. Małe dzieciaczki często jedzą, nawet co...godzinę :) Jeżeli jest spokojna, pogodna i przybiera to wszystko gra!

      Usuń
  8. Rany, jaka piękna dziewuszka! I w tym wdzianku wygląda rewelacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. to zadziwiające, jak takie małe dziecko szybko się uczy nowych umiejętności.
    i że tak szybko rośnie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, z dnia na dzień coś nowego zauważam :)

      Usuń
  10. chyba właśnie przeszłyśmy to samo, cały tydzień marudzenia był, tragedia po prostu... ale od dwóch dni jest spokój :)
    cudna ta Wasza córcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zaczęło się w poniedziałek, więc jeszcze pewnie kilka dni przed nami...

      Usuń
  11. Ale duża dziewczynka! Jak się zmieniła od czasu, gdy pokazywałaś ją w inkubatorze. Super! Cierpliwości w okresie skoku. U mnie też Mały ciągle chciał do piersi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest cudowna i jaka już duża :) Piękniutka :)
    Rzadko u Ciebie komentuję, zresztą mało mnie na bloggerze, ale czytam. Wasza historia jest niesamowita, jesteście niebywale dzielne, dziewczynki!!! Podziwiam :)
    Też przeszliśmy skok :) Co ciekawe, wcale nie minął z dnia na dzień, tylko powoli się wyciszał, dlatego nie mam zielonego pojęcia ile dni trwał :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaka cudowna! Już nie pamiętam, kiedy mój Rysiek był takim bobaskiem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ty wiesz, że cudowna jest? Wiesz?:D

    OdpowiedzUsuń
  15. śliczne Maleństwo:) a skoki- cóż trzeba przetrwac a potem jest wielka nagroda- nie dość że można docenić ciszę i spokój jak również za każdym razem bobas uczy się czegoś nowego- niesamowite jest jakimi skokami rozwija się ludzki mózg!
    nasz drugi skok trwał bite 2 tygodnie i myślałam że padniemy...no ale nie padliśmy było przez chwilke lepiej i przyszedł trzeci skok...teraz znów jest ok a ja ze strachem czekam na kolejny...

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzymam kciuki za Twoją podaż. Musi się rozkręcić!

    Skok rozwojowy mówisz? Nie wierzę, że mój Antoni, dotychczas spokojny, będzie nie-spokojny... tzn. nie chcę wierzyć...
    Przytulajcie się ile wlezie, może pomoże:)

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny