Cięcie


W nocy miałam skok ciśnienia - 160/110 pomimo sporej dawki leków. A zaczęło się od kołatania serca, które zgłosiłam na obchodzie lekarce wieczorem. ignorowała to, nie zleciła nawet badania ciśnienia, bo... się spieszyła (a mojego lekarza na nieszczęście nie było). Po dwóch godzinach przyszła pora na ustalone mierzenie ciśnienia i zaczęło się gorączkowe bieganie położnych. Taki skok oznacza bowiem, że zatrucie postępuje i możliwe, że zaczną się gorsze rzeczy, o których pisać nie będę.

Konsultacja z lekarzem, decyzja o mocnej dawce leku w kroplówce, cała noc pod "kijem" i powoli ciśnienie zaczęło spadać do poziomu sprzed skoku czyli 130/90 (po drodze pojawiło się nawet 120/80). Położne co godzinę wybudzały mnie na mierzenie. Rano przed obchodem przed moim łóżkiem stanął mój lekarz, który nie miał dziś dyżuru - zaalarmowany przyszedł dowiedzieć się, co się stało. Zapoznał się z moją opowieścią, z opowieścią personelu i zwiększył mi dawkę leków na nadciśnienie. Uprzedził, że konieczne jest ostateczne rozwiązania (cesarka), ale termin podamy po wynikach, na które wszyscy czekali dzisiaj.

 Potem był obchód - lekarz, który wczoraj chciał mnie wypisać, dziś spędził nam moimi papierami 10 minut i powiedział, że teraz to już nigdzie nie pójdę i... mam dziś być na czczo, ponieważ jeśli wyniki krwi i białka w moczu wyjdą złe... kroimy się już dziś. Czekanie na wyniki... okropne. Okazało się, że nie krew w porządku, nie wskazuje na najgorsze. Znowu przyszedł do mnie mój lekarz - spokojnie wyjaśnił, że dziś będzie operacja, jeśli białko wyjdzie skrajnie źle. Trzeci raz przyszedł już z wieściami o białku - jest źle, ale ma nadzieję, że dotrzymam do wtorku, bo wtedy to on chciałby robić cesarkę. Każdy dzień się liczy i takie takie, ale pani dobro jest też ważne - dziecko sobie poradzi itp. itd. Okazało się, że był u ordynatora oddziałku neonantologii rozmawiać o mnie i Karolince. Ordynator zapewnił, że z taką wagą i po 32 tygodniu powinni sobie poradzić. Mój lekarz uspokajał mnie, że nie może dopuścić do sytuacji, w której tylko jedna z nas wyjdzie z zatrucia bez szwanku - lepiej wcześniak z dobrą opieką i zdrowa mama, niż donoszone dziecko i możliwe komplikacje po drodze.

Trudny to temat - nie mi rozstrzygać. Boję się o małą - ale trzeba wierzyć, że lekarze wiedzą co robią. teraz jestem pod stałą kontrolą ktg, ciśnienia (na życzenie, gdy gorzej się czuję), leki zmniejszyły mi ciśnienie, miałam mieć przepływy (czwarta wizyta mojego lekarza u mnie, ale ktoś zawalił terminy dzisiaj, jutro powinno odbyć się badanie), była też konsultacja okulisty. Cieszę się, że mój lekarz tak dba o swoje pacjentki (widziałam go w innych przypadkach), nie starszy, ale też nie opowiada bajek - mówi jak jest i czego się spodziewać.

Teraz jestem na bomba zegarowa - modlę się, aby dotrzymać do umówionego terminu we wtorek, to obniżone ciśnienie daje mi wiarę, ale... w każdej chwili mogę iść pod nóż. Ja to ja - pal licho, dam sobie radę, ale młoda... wierzę, że urosła, wierzę, że jest silna, wierzę, że jest zdrowa i da sobie radę w inkubatorze.

19 komentarzy:

  1. Nieźle się Wam komplikuje, ale najważniejsze jest teraz Wasze zdrowie, Twoje i Karolinki, więc trzeba słuchać lekarza.
    Trzymam za Was kciuki, kochane!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gocha, trzymaj się! Twarda babka jesteś, Karolina też na pewno! Wszystko skończy się szczęśliwie, tak będzie. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedactwo, ależ musisz tam stres przeżywać :(
    Lekarz na pewno wie co robi i wszystko będzie dobrze :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymaj się, będzie dobrze zobaczysz obie dacie sobie radę. Tylko się nie denerwuj i nie stresuj.
    Trzymam za was kciuki dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymaj się, będzie dobrze ! ;***

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymamy kciuki :) będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki mocno, mocno i wierzę, że będzie dobrze!! I przytulam Cię mocno!! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojojojoj, jak ja nie lubię takich wiadomości. Trzymaj się Mamo dzielnie, co by się nie działo, Karolinka będzie bezpieczna, medycyna teraz ratuje dzieci z 20 TC, więc Twoja córeczka to jest już duża dziewczyna i nie ma mowy o tym, żeby coś jej się stało. W Tychach wiedzą co robią, to jest szpital kliniczny, więc jesteś w najlepszych rękach. Mocno trzymam za Was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem dokładnie tydzień po cesarce. Jeśli masz jakieś pytania - pisz. Sprawa trudna była dla mnie, ale też zawierzyłam specjaliście - i Ty tak zrób:) Wszystko będzie dobrze - choć to banalne, ja w to nie wątpię:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko bedzie dobrze. Ja tez wierze, ze sie uda opieka nad wczesniakiem, w koncu to specjalisci, wiedza co robia :-)
    Myslami jetem z wami. I czekam na dobre wiesci!!! Buziaki i do zobaczenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyobrażam sobie jakie przeżywasz rozterki.
    Mocno wierzę, że wszystko pójdzie dobrze. Myślami jestem z Wami:) Trzymajcie się Dziewczyny:) Ściskam!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. i my trzymamy mocno kciuki za Was i Wasze zdrowie
    na pewno dacie radę i wszystko będzie dobrze... czekamy na pomyślne wieści :*

    OdpowiedzUsuń
  13. jeszcze mocniej zaciskam! i wierzę, że wszystko się dobrze potoczy. Dobrze, że masz lekarza odpowiedzialnego i pilnego!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteś pod opieką lekarska, więc głowa do góry. Na pewno nikt nie pozwoli żeby coś poszło nie tak. 3mam kciuki za Was dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Biedulki... Pamiętaj, że podstawa to pozytywne myślenie. Trzymaj się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana trzymaj się! Trzymam moooocno za Was obie kciuki. Będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Współczuje Ci bardzo, ale trzeba zaufać lekarzom, na pewno pomogą wam z tego zdrowo wyjść.

    OdpowiedzUsuń
  18. To widzę, że obie nas czekają cesarki.. :) Trzymaj się ciepło!!

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny