Wróciłam


Halo, halo... Wróciłam do domu. W szpitalu trzymali mnie dwie doby "hotelowe". Pokrótce napiszę - jest ok. A niżej szczegóły dla ciekawych.

Po przyjeździe na IP, standardowe badanie tętna płodu i konsultacja lekarska. Trafiłam na młodego, znanego tutaj lekarza. Po stwierdzeniu bólów podbrzuszu, plecach i podejrzeniu skracania się szyjki, zrobił mi usg szyjki (ok - 37 mm - trochę dłuższa niż była = leżenie pomaga). Potem dokładne USG małej i... co ciekawe całej jamy macicy (dawno nikt nie zajmował się tym dłużej niż 30 sekund), oglądał ilość wód, łożysko itp. Diagnoza: "Szyjka ok, tragedia jest jak ma poniżej 25 mm, a tutaj...". No dobrze, nie chciało mi się tłumaczyć, że wcześniej o centymetr się zmniejszyła i mój lekarz chciał sprawdzić, czy jest tendencja spadkowa nadal. Mała ułożona rzeczywiście nisko (wyczuł w badaniu na fotelu, ale na razie ok).

Porem fotel - tutaj też ok, nie ma rozwarcia, szyjka twarda, kształt 'T'.

Następnie ktg - położna stwierdziła, że super, lekarz "No, nie do końca - bo są małe skurcze. ZOSTAJEMY". No, to zostajemy. I tutaj dygresja - ten lekarz przy każdym badaniu mówił, że pójdę do domu z lekami, ale gdy pojawiła się moja mama, którą zna, od razu stwierdził, że nie zaszkodzi mnie poobserwować w szpitalu. Od razu większa troska się w nim zrodziła...

Na oddziale dostałam jakiś roztwór magnezu (2 x 0,5 l kroplówki) - skurcze odeszły w siną dal. Potem ktg sprawdzające i obserwacja następnego dnia. Dziś po obchodzi badał mnie mój lekarz (miał dyżur) i lekarz z obchodu (bardzo znany i profesjonalny, który też zna mamę moją i oczywiście widział, że jestem jej córką...). Wykonali mi usg szyjki - bez zmian, badanie na fotelu - ok i przepisali leki do domu - większa dawka magnezu i luteina dwa razy dziennie (znowu - pożegnałam ją w 5. miesiącu).

Więcej było strachu, ale nie żałuję - mała pooglądana z każdej strony, bóle zatrzymane, opieka świetna (na tym oddziale, bo na położnictwie, gdzie rodziła właśnie koleżanka... o tym w osobnym poście). Co najlepsze - trafiłam na dobrą salę - czułam się jak na koloniach. Oczywiście dzięki temu, że nie działo się nic złego.

Zalecenia: leżeć, leżeć, leżeć, raz dziennie spacerek (krótki!) i leki, a powinno być ok.
Dziękuję za Waszą troskę.

7 komentarzy:

  1. O jak dobrze, że wszystko dobrze :)
    Pisałam Ci, że ja też na tym etapie byłam na oddziale na obserwacji, ktg i te sprawy, wszystko to dało mi tylko poczucie, że jest ktoś, kto nie pozwoli, by mojemu dziecku stało się coś złego. Lepiej żeby mama trochę się w szpitalu pomęczyła, a dzidzia była bezpieczna.
    Trzymajcie się zaleceń, odpoczywajcie z malutką i wszystko będzie ok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No! To w gruncie rzeczy dobre wiadomości. Dbaj o siebie i trzymaj się:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ufff... ulga. Już myślałam, że coś się dzieje. Trzymaj się cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. no to uff! cały wczorajszy dzień o Tobie myślałam ;)
    mam nadzieję, że teraz już będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przez ostatnie 2 miesiące ciąży chodziłam z rozwarciem na 2 cm i Maluch urodził się tydzień po terminie :)

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny