Ta jedna godzina nigdy się nie powtórzy...


"W życiu tej matki i tego dziecka ta pierwsza godzina nigdy więcej się nie powtórzy" - Sara Buckley

Od kilku dni czytam i czytam, i czytam, i czytam o porodach. Nie o bólu, nie o jego łagodzeniu, nie o farmakologii, ale o tym co już po - o kontakcie skóra do skóry mamy i dziecka. 

Nie będę rozpisywać się o zaletach pozostawienia dziecka z mamą (bez przerw na rutynowe czynności personelu) aż do pierwszego karmienia. Jest wiele ciekawych artykułów, m.in. tutaj i tutaj. Każda położna, która co jakiś czas jest doszkalana, i każdy położnik wiedzą, jakie to zalety, jak ważna jest ta pierwsza godzina. WHO już dawno określiło standardy opieki okołoporodowej, nasze ministerstwo zdrowia w 2011 roku wprowadziło rozporządzenie, o którym personel szpitali stara się zapomnieć...

Zastanawia mnie, dlaczego tak niewiele szpitali stosuje się do prawomocnej decyzji ministra zdrowia (rozporządzenie tutaj), która GWARANTUJE mamom nieograniczony, nieprzerwany kontakt przez godzinę lub dwie, zależnie od tego, kiedy dziecko będzie nakarmione? Dlaczego, pomimo prawnych uzgodnień, personel szpitala robi po swojemu - daje mamie dziecko na kilka minut (w Tychach gdzie mieszkam jest to ok. 10 minut), potem zabiera je do kącika pielęgnacyjnego na ważenie, mierzenie, ocenę APGAR i kropienie oczu, dopiero po tych czynnościach oddaje mamie?

Przecież to jawne przeciwstawianie się zapisom rozporządzenia, w którym czytamy:

  • Zaraz po narodzinach, dziecko (jeśli jego stan i Twoje samopoczucie pozwalają na to) powinno być położone na Twoim brzuchu, osuszone i zabezpieczone przed utratą ciepła. Pępowina powinna być zaciśnięta i przecięta po ustaniu tętnienia. Taki nieprzerwany kontakt z matką „skóra do skóry” powinien trwać co najmniej dwie godziny po porodzie. W tym czasie możesz przystawić dziecko do piersi. Personel powinien służyć pomocą i informacją, jak to zrobić w sposób prawidłowy.
  • Wstępna ocena stanu noworodka na podstawie skali Apgar może być dokonana na brzuchu matki, jeżeli nie występują przeciwwskazania zdrowotne. Kontakt mamy z dzieckiem może zostać przerwany TYLKO w sytuacji wystąpienia zagrożenia życia lub zdrowia matki lub noworodka.
  • Dopiero po zakończeniu pierwszego kontaktu z matką noworodek jest badany, ważony i mierzony.
Dodatkowo personel MUSI pytać o zgodę na zabiegi (w tym także te dotyczące noworodka, jeśli jego zdrowie nie jest zagrożone), a tak nie jest. Czy ktoś Was pytał, czy może zabrać dziecko do mierzenia? Moje znajome mówią, że po prostu bez słowa zabierano dziecko. Poniżej cytat z rozporządzenia:

Personel medyczny powinien odnosić się do Ciebie z szacunkiem, szanować Twoją prywatność i poczucie intymności, umożliwić Ci podejmowanie świadomych decyzji, związanych z porodem, pytać Cię o zgodę przed każdym zabiegiem lub badaniem, informować Cię o postępie porodu.

Wczoraj, po zajęciach w szkole rodzenia, podpytałam położną, która pracowała 20 lat w tyskim szpitalu (do połowy 2011 roku), jak sprawy się mają u nas. Ona na to, że "jest kontakt skóra do skóry", na pytanie "ile zajmuje czasu" odpowiedziała - "No, czasami nawet 10 minut, potem kącik pielęgnacyjny, a potem znowu do mamusi już na tak długo jak się chce".

Trochę mnie zmroziło - takie maleństwo powinno być z mamą cały czas, bez przerw w odczuwaniu bicia jej serca, z oderwaniem od jej ciała, jeśli tylko ona wyrazi taką chęć. Zapytałam, czy mogę próbować wymusić godzinę lub dwie z dzieckiem,  czy mogę odwlec zabiegi pielęgnacyjne do czasu po karmieniu - powiedziała, że próbować mogę i może rozwiązaniem będzie napisanie w planie porodu WYRAŹNIE, z podaniem nazwy rozporządzenia ministra zdrowia, że jeśli nie będzie przeciwwskazań, dziecko ma zostać ze mną. Szokujące jest dla mnie, że personel zna prawo, zna zalety  kontaktu skóra do skóry, ale i tak woli patrzeć na swoją wygodę ("szybciej, szybciej, bo nowa zmiana idzie"). I nie mówię tylko o położnych, ale też o lekarzach, którym się spieszy do łóżka lub do domu.

Mam poczucie, że mój plan porodu będzie odebrany jak walka z wiatrakami. No, chyba że, za namową koleżanek, przypadkiem na sali porodowej wypadnie mi legitymacja dziennikarska... Tylko dlaczego po prostu nie można przyjść i dostać tego, czego się oczekuje?

EDIT W październiku 2012 weszło w życie najnowsze rozporządzenie ministra zdrowia dot. opieki okołoporodowej, zainteresowani pełne brzmienie znajdą tutaj (plik pdf).




7 komentarzy:

  1. Życzę Ci szczęśliwego porodu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam Twój tekst i czuję jak gotuję się we mnie. Ja rodziłam w marcu 2011, wtedy przepisy powołanego rozporządzenia jeszcze nie obowiązywały, ale hasła pod tytułem "rodzić po ludzku" jak najbardziej. Personel postępował ze mną i z Maleństwem rutynowo i schematycznie. Gdy próbowałam coś wyegzekwować obracało się to przeciwko mnie. Nie było mowy o aktywnym porodzie. Miałam leżeć na łóżku i przeć na komendę. O naciskaniu na brzuch nie wspomnę.

    Obecnie planujemy drugą ciążę i najbardziej obawiam się o poród (cesarki nie chciałabym). Przeprowadziłam wywiad wśród znajomych rodzących niedawno, rozmawiałam z położną i każdy mówi, że plan porodu i założenia powyższego rozporządzenia personel medyczny zazwyczaj ma gdzieś. Jedynie koleżanka z Krakowa miała ponad godzinny kontakt skóra do skóry.

    Przy pierwszym porodzie był mąż, przy drugim też będzie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym została sama z personelem szpitalnym, bo absolutnie nie mam do nich zaufania. Myślę, że obecność drugiej osoby daje ogromne wsparcie matce, ale przy okazji strofuje nieco zapędzone pielęgniarki i położne.

    Życzę Ci z całego serca, aby udało się, żebyś rodziła tak jak chcesz, żeby ten czas był cudownym początkiem nowej drogi, żebyś w tym czasie miała wokół siebie samych życzliwych i mądrych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam wielkich złudzeń, stąd ten post dzisiaj. Chciałabym, aby było pięknie i tak jak zakładają znawcy, ale... Pozostaje próbować i nastawić bojowo męża, który będzie straszył położne (w ostateczności sądem). Być może przemawia przeze mnie naiwność pierworódki, ale... Dobrze znać przynajmniej swoje prawa.

      Usuń
    2. Masz rację:) Trzymam kciuki.

      Usuń
  3. Egzekwuj to co Wam się należy ile się da, dochodź Waszych praw. Ten kontakt i czas tak jak piszesz jest niesamowicie ważny. I dla dziecka, ale też dla mamy. Wierz mi, tego miliona myśli i uczuć jakie przelatują przez Twoją głowę i serce nigdy w żadnej innej sytuacji nie poczujesz.
    Przykre jest to, że personel szpitali zdaje się zapominać o obowiązujących przepisach. Ale jeszcze gorsze jest to, że ludzie, którzy przecież dbają o zdrowie dzieciaczków, którzy zdecydowali się wykonywać taki a nie inny zawód postępują w ten sposób. Tylko dlatego, że im się spieszy, bo coś tam, coś tam..
    Mi się na szczęście udało, miałam swoje dziecko 2h przy sobie. Nie oddałabym tych 2h za nic w świecie. Życzę Ci tego samego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po szkole rodzenia byłam wyedukowana w kwestii kontaktu skóra-do-skóry. I zakladałam, że te pierwsze godziny spędzimy razem. Jednak po samym porodzie wszystko działo się tak szybko, a ja byłam tak skołowana, że dałam sobie zabrać dziecko po kilku minutach. Do dziś tego żałuję, gdyż nie wiem, czy kłopoty z karmieniem piersią, które mieliśmy nie wynikały częściowo z tego, co działo się w pierwszych godzinach życia naszego synka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że mogę nie być w stanie "zawalczyć" o swoje, ale już podburzam męża, która w razie próby odebrania dziecka, ma być naszym strażnikiem i "straszycielem" kadry porodówki... Zobaczymy, jak to będzie.

      Usuń

Tekst alternatywny