Do archiwum!


Od zawsze ze słodyczy najbardziej lubiłam kiszonego i schabowego - może nawet w odwrotnej kolejności. Znajomi, gdy chcą się ponabijać ze mnie, przypominają historię, gdy - będąc na wakacjach w grupie 10-osobowej - poszliśmy na zakupy do małego, wiejskiego sklepu. Ja dopadłam do lodówek z mięsem i na pytanie ekspedientki: "Co podać?". Powiedziałam z szaleństwem w oczach: "Mięso!". "Ile?". "WSZYSTKO!". Tak, tak - to ja :)

A co ta historia ma wspólnego z ciążą i Karoliną. Dziś, gdy spojrzałam na swoje śniadanie, uśmiechnęłam się i postanowiłam uwiecznić je dla córki. Daniel z niedowierzaniem kręci głową, pytając, co się ze mną stało, że dobrowolnie zjadam zieleninę. W ciągu dnia z chęcią robię najróżniejsze sałaty i zjadam je, zamiast zapychać się chlebem. Obowiązkowo też przegryzam mnóstwo owoców. Najciekawsze jest to, że nie robię tego, bo trzeba się zdrowo odżywiać, ale dlatego że... mam taką potrzebę. I to jest najdziwniejsze i wymagające zdjęcia dla potomnej. 

Córko, jeśli w jakiś cudowny sposób ten blog uda się zachować choćby w wersji archiwalnego pdf-a, spójrz, jak mamusia dbała o Twoje kubki smakowe. Dziś była sałata Cezar ;)

Smacznego koleżanki!


5 komentarzy:

  1. Organizm ciężarnej sam ma takiego czuja, że potrzebuje tego, co zdrowe i robi Ci na to ochotę :)
    Ja np. zawsze uwielbiałam Pepsi, a odkąd jestem w ciąży w ogóle mi nie wchodzi :)\

    Smacznego! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak Ty kusisz ;) Ja też ostatnio wolę zieleninę, niż słodycze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. taka salatke to i ja bym zjadla ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. o fajnie Ci. Mój organizm chciał smalcu a potem mielonki z musztardą :(

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny