Foto-poranek


Jak dobrze wstać skoro świt... Wróć! To nie ta piosenka ;) Nie wstałam o świcie (pamiętam tylko, że Daniel wychodząc do pracy dał mi buziaka na dzień dobry, a potem zapadłam znowu w sen). Obudziłam się przed 9. Wchodzę do kuchni, a tam...

SŁOŃCE! Mnóstwo słońca i wszystkie nasze codzienne przedmioty wydają się być tak niecodzienne. Ponieważ zawsze mam aparat pod ręką, fruuu po niego i cykam fotki. I niech ktoś mi powie, że styczeń nie może być ładny :)

Na pierwszy ogień fotoutrwalania poszła zabawka, którą przygotowuję dla Karoliny. Proszę Państwa, oto... łoś. Łoś ma dwa kolory i szlaczek z musztardowej wełny merino.




Potem oczywiście stały element stołu - dzbanek i cukiernica.



Moje (tfu, tfu... nasze królewskie śniadanie)



Piramida zdrowego żywienia



I ogólne rzuty na kuchnię



Życzę wszystkim udanego, słonecznego dnia! Trzymajcie kciuki, wieczorem idziemy na wizytę do lekarza.

Oto brzuch!


Para buch, oto brzuch! A co mi tam, szczuplejsza już nie będę przez najbliższe tygodnie, to mogę pochwalić się swoim pokaźnym brzuszkiem. Obwód sprzed dwóch dni wskazywał już 105 cm w najszerszym miejscu - a to dopiero 31 tydzień - taka moja uroda widocznie ;)

Co jeszcze ciekawego? Mieliśmy dziś gości - upiekłam ciasto, tak, tak ;) Leżenie, leżeniem, ale superszybkie ciasto jogurtowe cieszy jak nic, więc na godzinkę wykradłam się do kuchni. Z nowych spostrzeżeń - Karolina lubi, gdy śmieję się do rozpuku i zapłakania ;) Takiej serii kopniaków już dawno nie dała ;)

PS serducho na brzuchu (tzn. to coś co miało być sercem) to przykład wykorzystania kremu na rozstępy. Przestałam mu ufać (pojawiło mi się kilka na piersiach - chlip, chlip) i wykorzystuję go teraz do realizacji moich wizji artystycznych ;)

PS2 bardzo zamazany obraz to odbicie w lustrze (a nie specjalny efekt graficzny retuszujący). Dostałam je od rodziców, gdy wyprowadzałam się do Krakowa (lata temu, a lustro wcześniej lata wisiało u nas w mieszkaniu). Nie miałam serca zmieniać szkła, bo takie jest... eleganckie ;) Żeby nie było, w domu wisi też normalne, tzn. przejrzyste lustro ;)


3 z przodu...


Tak, tak... a myślałam, że się nie doczekam tego momentu. Oto magiczna trójka stanęła na czele oznaczania minionych już tygodni ciąży. Skończony 30. tydzień! Jutro starujemy z Karoliną w 31. tygodniu.

Jakoś tak mi lżej na sercu z każdym kolejnym tygodniem (na sercu, bo w każdym innym miejscu jestem baaardzo ociężała :P). Świadomość, że za tydzień wejdziemy malutkimi krokami w ósmy miesiąc jest cudowna.

Koleżanka, która już urodziła dziecko, mówiła mi, że od początku ciąży będę sobie wyznaczać daty graniczne - na początku do 13. tygodnia. Potem do 20. Następnie do 32., gdy zaczyna się ósmy miesiąc, a na końcu do 37., gdy dziecko jest gotowe, aby pojawić się na świecie.

Sądziłam, że po badaniu połówkowym (na które czekałam z niepokojem), nie będę już wyznaczać dat granicznych, a jednak teraz czekam aż skończy się 32. tydzień.


Karolinka w tym tygodniu:

- zauważyłam, że największą aktywność dziecię nasze utrzymuje po... pomarańczach, mandarynkach i kiwi (ma coś po mnie :P)

- Karolina słyszy budzik i go nie lubi (alarm Daniela, ja nie nastawiam, ponieważ młoda budzi mnie, gdy jest głodna) - od razu dostaję kopniaka na dzień dobry



- mała prawdopodobnie ułożona jest pośladkowo (tak stwierdzono w szpitalu, choć fika koziołki tak, że dowiem się na badaniu w czwartek) - okopuje mi dół brzucha, miednicę i pęcherz

- dziecię reaguje na mój głos (wiem, że nie jest to nowość, ale szczególnie zauważam to, gdy Daniel wraca z pracy i zaczynamy rozmawiać - od razu jest kopniak, takie "dzień dobry" dla taty)



A jak mama?

- leżenie na boku powoduje u mnie duszność,

- chodzenie sprowadziło się (nie tylko z powodów warunków atmosferycznych) do sunięcia kroczek za kroczkiem ;)

- magnez w dużej dawce spowodował, że nie mam już tak częstych bólów w podbrzuszu ani twardnienia macicy

- czasami młoda tak mnie okopie porządnie, że boli mnie całe podbrzusze (ale nie są to bóle ciążowe, a... pourazowe :P)

- czuję jej ruchy z dużą częstotliwością (nie tylko kopniaki, ale przesuwanie, rozciąganie) - bardzo mnie to cieszy i uspokaja

- strasznie przetłuszczają mi się włosy! Pomimo zmian szamponów, ciągle jest źle - po umyciu włosy wyglądają w miarę dobrze prze max. 4-5 godzin

- moja buzia wygląda jak ciasto z kruszonką ;) Nigdy nie miałam problemów z cerą, a teraz... mam

- zaczęłam pić kawę Inkę - choć kawą jest tylko z nazwy, przypomina mi dzieciństwo :)





Jako obrazek do posta widok po inkowej libacji ;) Mniam!

Kąt Karoliny


Najwyższa pora zabrać się za planowanie (niestety nie ma co liczyć na realizację w najbliższym czasie) kącika Karoliny w naszym mieszkaniu. Dziecię będzie miało swoją przestrzeń, ale nie dysponujemy osobnym pokoikiem (myślę, że na start i tak bym się stresowała, kładąc dziecko w osobnym pomieszczeniu).

A więc kątem u rodziców będzie mieszkać. Dysponujemy naprawdę dużym pokojem (ponad 25 m2), który już teraz funkcjami zarzucony jest aż nadto - w nim mamy sypialnię z minigarderobą (całość odgrodzona ścianką od reszty pokoju), część naukowo-robótkową (dwa biurka, po jednym na głowę). Aby zmieścić łóżeczko i przewijak, będziemy pozbywać się jednego z biurek - na razie trwają negocjacje, które zniknie ;)

Kiedy startujemy? Gdy tylko małżonek pobędzie się kłopotu, jakim jest egzamin. Mam nadzieję, że w połowie lutego będziemy już malować tzn. ja raczej nie...) grochy na ścianie i wprowadzać powoli sprzęty do wnętrza. A! Do odświeżenia zostały też ściany w łazience - a co, niech mała ma królewskie przyjęcie w domu! :)

1. Łóżeczko

Dla małej mamy łóżeczko Vox Magnolia (120x60) - proste i eleganckie

2. Przewijak

Niestety nie do kompletu - po pierwsze za wielki (komoda z przewijakiem), po drugie - cena zabójcza ;)
Myślę, że będzie pasować, to co wybraliśmy, czyli Ikea Gulliver

3. Komoda na ciuszki

Pistacjowa komoda przerobiona ze starej szafki, której używaliśmy jeszcze za czasów studenckich w Krakowie. Na pewno nad łóżeczkiem namalujemy taki sam wzór, jakim ozdobiona jest jedna ze ścian garderoby (widoczna poniżej), czyli... czarne grochy. W wersji na teraz, łóżeczko będzie stało na przeciwległej do komody ścianie... Więc grochy nie powinny przytłaczać. Druga wersja zakłada, że łóżeczko na początek umieścimy przy samym łóżku, ale to się zobaczy.

4. Karuzela

Nad łóżeczkiem obowiązkowo zawiśnie karuzela, choć nie wiem, jak do końca nazwać ten twór... Będą to gałęzie, na których usiądą uszyte przeze mnie ptaszki (jeszcze kilka muszę zrobić).


5. Kolory

Co do kolorystki... Lubię, gdy jest wesoło i multikolorowo dlatego, korzystając z bogatych zasobów różnych materiałów, po ustawieniu łóżeczka na miejsce docelowe (przy łóżku lub po drugiej stronie pokoju), będę myślała, co pasuje, a co nie. Na pewno pojawi się musztardowy żółty (na kocyku szydełkowym, który ja zaczęłam, a skończy moja mama :P Dzięki Mamuś!), turkusowy, biały, szary, dla ożywienia pewnie jakiś róż (tak, tak - szczególnie fuksja :P). Ale... to już na gorąco będzie się decydowało. A na ścianie będzie pas o szerokości łóżeczka ze wzorem grochów.




Da się!


Oj, mamusiu! Już się obawiałam, że z moją głową coś nie tak. Że nie potrafię myśleć o niczym innym niż macierzyństwo, wychowanie, zdrowie dziecka itp. itd. Że opętały mnie tematy okołodzieciowe i okołowychowawcze. Zgodnie  tym, co wyczytałam w książce o ciąży - kobietom spodziewającym się dziecka zmniejsza się nawet o 1/3 wielkość mózgu (wraca do normy po porodzie), a za to zwiększa się serce i ilość osocza. Sprytna matka natura sprawia, że mamy mniej myśleć, a więcej czuć. Tak więc, idąc tym torem, myślałam, że już nie skupię się do porodu na niczym innym niż dziecko, a tutaj taka niespodzianka. Nie! Taaaaaaaaaaaka niespodzianka.

Dziś odwiedzili mnie (bo Daniela nie ma :P) znajomi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ostatni raz widzieliśmy się rok temu. Przyjechali, mój odmienny stan skomentowali w 5 sekund - że ładnie i fajnie i... Zajęliśmy się rozmową na tematy totalnie różne od dotychczas poruszanych w naszym najbliższym towarzystwie. Gadaliśmy o podróżach, o pracy (tej, z której się znamy), o motoryzacji (oj tak!), o związkach i wielu, wielu innych.

Przyjechali o 19, a pojechali dopiero pół godziny temu (co jak na mój stan wymagający leżenia i tak jest długą wizytą ;P). Całe 3,5 godziny rozmów o czymś innym! Matko, jaka jestem zrelaksowana :) I dotarło właśnie do mnie, że to nie ze mną jest coś nie tak - przecież nie narzucam nikomu w towarzystwie tematów "dziecięcych", po prostu trochę u nas w najbliższym towarzystwie "obrodziło" ostatnio (sporo jest ciężarnych) i te tematy jakoś same wypływają.

Ulżyło mi, nie ma dwóch zdań. Potrafię skupić się na czymś innym, potrafię prowadzić dość inteligentną konwersację (ze skromności wrodzonej piszę "dość"). Ciekawe, dlaczego tak się nie dzieje, gdy zostaję sama z Karoliną? ;) Młoda nieustannie przypomina mi o swojej obecności i jakoś tak skupiam się na tematach dziecka. Może pora wprowadzać ją w temat podróży, wypraw motocyklowych, wymarzonych samochodów, urządzania naszego domu?

I jak tak się rozmarzyłam, od razu pomyślałam, że młoda musi z nami wyjechać na jakąś wyprawę, najlepiej do ukochanej Norwegii, ale... Kiedy to będzie? :) Póki co, kilka wspomnieniowych zdjęć.

PS Planuję już nasze pierwsze wspólne wakacje. A Wy?




 




Wielorazowo


Powiem krótko - wczytuję się w temat wielorazowego pieluszkowania. Sprawą zajęłam się już jakiś czas temu, ale dzisiejszy post u Mamy Kangurzycy jakoś natchnął mnie, abym swój czas "leżący" poświęciła właśnie na zgłębianie tematów pieluch.


Na początku pojawiło się zaciekawienie (parę miesięcy temu), ale po przeczytaniu informacji na kilku stronach, miałam tak straszny mętlik w głowie, że się poddałam. Różne nazwy, typy, dziwne sformułowania (AIO, SIO, kieszonka, otulacz, formowanki...) - pomyślałam "O co kaman?". I temat zostawiłam. Stwierdziłam, że chyba muszę pogadać z kimś, kto już zgłębił te tajemnice.

Potem tworzyłam listę tematów do ogarnięcia przed porodem i oczywiście wrzuciłam tam pieluszkowanie wielorazowe, ale... dalej nic.

Dziś stwierdziłam, że się nie poddam i trafiłam na super filmik, który rozjaśnił mi (i Danielowi) w głowie, o co chodzi z tymi wszystkimi formowankami, otulaczami i innymi pieluchami. Dla zainteresowanych zamieszczam go poniżej:


Pomyślałam po prostu "Hurra, przynajmniej wiem, że te formowanki to się do środka wkłada, a otulacz to takie nieprzemakalne (do czasu) majtki :P". Zaczęłam czytam dalej i... wywodów tutaj prowadzić nie będę, bo sama szukam nadal informacji, ale przekonałam się, że chcę pieluchować wielorazowo. 

Po przeczytaniu wieeeeelu opinii, przebrnięciu przez kilkadziesiąt wypowiedzi na blogach i forach, doszłam do wniosku, że skupimy się na tzw. kieszonkach (nie jest to najtańsza opcja, jednak wydaje się być najwygodniejsza). Pomocny okazał się filmik o typach pieluszek, bardziej obszerny niż ten wyżej (polecam inne filmy na temat kieszonek z kanału Srebrnej Akacji, np. co kupić, jak przewijać - rozwiały wiele moich wątpliwości):


Co mnie przekonało? Zalet jest sporo:

- bardzo boję się chemii, która jest w jednorazówkach - tutaj uwalniam się od niej całkowicie (większość mam nie stosuje nawet kremów do pupy, ponieważ nie ma takiej potrzeby), 
- aspekt ekonomiczny (kłócą się przeciwnicy i zwolennicy, ale przeliczyłam to sama, poczytałam i naprawdę wychodzi dużo taniej, jeśli pieluchuje się dziecko od początku lub 2-3 miesiąca do końca wielorazowo),
- nie ma problemów z odparzeniami (chyba że trafi się nam dziecko z jakimiś wybitnymi problemami/ wtedy odparzenia też tutaj się zdarzają),
- pupa oddycha,
- no i ten design! :)
Pogadałam z Danielem - ponieważ on też musi być przekonany do idei (w końcu też będzie zajmował się pieluchami). Podjęliśmy decyzję, że spróbujemy, ale...

Ale... ponoć przy noworodku można się zniechęcić do takiego pieluchowania. Jednak 10 zmian pieluch na dzień, to kupa (dosłownie i w przenośni) prania takich pieluch i ogólnego kłopotu. Wielu rodziców decyduje się na start do 2-3 miesiąca na pieluszki jednorazowe (ekologiczne), a potem przechodzi na wielorazówki. Jest to jakiś pomysł. Muszę doczytać więcej w tym temacie. Na pewno chcemy wielorazówki stosować od 2-3 miesiąca. Może ktoś ma doświadczenie i podzieli się opinią na temat wielorazówek u noworodków - odpuścić sobie czy wręcz przeciwnie - że warto trochę się pomęczyć?


CIEKAWE STRONY
Natknęłam się na kalkulator zużycia pieluch jednorazowych KLIK oraz na kalkulator, dzięki któremu możemy dowiedzieć się, jaki zestaw pieluch jest nam potrzebny na start (oczywiście w przybliżeniu) - jest na samym dole strony KLIK

PS Żeby nie było, nie jesteśmy do końca eko i przewidujemy, że i tak w domu będzie paczka pieluch jednorazowych na specjalne okazje tj. dłuższe wycieczki, bardzo mokre noce itp., ale być może się nie przydadzą, kto to wie? ;)

Wszystkie zdjęcia  internetu


29. tydzień za nami


Świadomość, że skończyłyśmy (ja i Karolina) wspólny, 29 tydzień sprawia, że chce mi się tańczyć :) Już tyle dni razem, jeszcze trochę w dwupaku, a potem... będziemy już w trójkę.

Oto weszłam w 30 tydzień ciąży (tzn. on właśnie trwa). Ta trójka z przodu daje nadzieję, daje energię i świadomość, że teraz czas pewnie przyspieszy i trzeba się zabierać za listę rzeczy do robienia. A co zostało?

Lista rzeczy do zrobienia w tygodnia 30-35:

1. Uprać ciuszki małej (dwa razy, o ile będę miała siłę)
2. Wyprasować ciuszki (raz :P) i wszelkie materiałowe rzeczy dla małej
3. Kupić/znaleźć/pożyczyć torbę do szpitala (z plecakiem ze stelażem może być ciężko)
4. Spakować torbę dla mnie i małej do szpitala
5. Wybrać szpital, w którym chcę rodzić
6. Kupić aspirator do noska (zagapiłam się przy zakupach ostatnich)
7. Zastanowić się nad materacem do łóżeczka
8. Napisać i skonsultować z lekarzem plan porodu
9. Urządzić kącik z łóżeczkiem i przewijakiem
10. Zrobić miejsce na ciuszki w komodzie
11. Kupić pieluchy
12. Skompletować dokumenty i badania do szpitala
13. Zorientować się w kwestii macierzyńskiego i tacierzyńskiego (kiedy, co, gdzie i jak)


Lista rzeczy do zrobienia po 35. tygodniu:

1. Afirmować poród sn ;)
2. Czytać poradniki o połogu, laktacji i inne (bo potem nie będzie kiedy)
3. Odprężać się i poświęcić się pozytywnemu myśleniu
4. Poczytać o szczepieniach
5. Pomyśleć nad wyborem pediatry

W miarę przypominania sobie lub wyczytywania w komentarzach pomocnych opinii, będę uzupełniać listę, ale mam nadzieję, że wyrobię się przed porodem :)



Wróciłam


Halo, halo... Wróciłam do domu. W szpitalu trzymali mnie dwie doby "hotelowe". Pokrótce napiszę - jest ok. A niżej szczegóły dla ciekawych.

Po przyjeździe na IP, standardowe badanie tętna płodu i konsultacja lekarska. Trafiłam na młodego, znanego tutaj lekarza. Po stwierdzeniu bólów podbrzuszu, plecach i podejrzeniu skracania się szyjki, zrobił mi usg szyjki (ok - 37 mm - trochę dłuższa niż była = leżenie pomaga). Potem dokładne USG małej i... co ciekawe całej jamy macicy (dawno nikt nie zajmował się tym dłużej niż 30 sekund), oglądał ilość wód, łożysko itp. Diagnoza: "Szyjka ok, tragedia jest jak ma poniżej 25 mm, a tutaj...". No dobrze, nie chciało mi się tłumaczyć, że wcześniej o centymetr się zmniejszyła i mój lekarz chciał sprawdzić, czy jest tendencja spadkowa nadal. Mała ułożona rzeczywiście nisko (wyczuł w badaniu na fotelu, ale na razie ok).

Porem fotel - tutaj też ok, nie ma rozwarcia, szyjka twarda, kształt 'T'.

Następnie ktg - położna stwierdziła, że super, lekarz "No, nie do końca - bo są małe skurcze. ZOSTAJEMY". No, to zostajemy. I tutaj dygresja - ten lekarz przy każdym badaniu mówił, że pójdę do domu z lekami, ale gdy pojawiła się moja mama, którą zna, od razu stwierdził, że nie zaszkodzi mnie poobserwować w szpitalu. Od razu większa troska się w nim zrodziła...

Na oddziale dostałam jakiś roztwór magnezu (2 x 0,5 l kroplówki) - skurcze odeszły w siną dal. Potem ktg sprawdzające i obserwacja następnego dnia. Dziś po obchodzi badał mnie mój lekarz (miał dyżur) i lekarz z obchodu (bardzo znany i profesjonalny, który też zna mamę moją i oczywiście widział, że jestem jej córką...). Wykonali mi usg szyjki - bez zmian, badanie na fotelu - ok i przepisali leki do domu - większa dawka magnezu i luteina dwa razy dziennie (znowu - pożegnałam ją w 5. miesiącu).

Więcej było strachu, ale nie żałuję - mała pooglądana z każdej strony, bóle zatrzymane, opieka świetna (na tym oddziale, bo na położnictwie, gdzie rodziła właśnie koleżanka... o tym w osobnym poście). Co najlepsze - trafiłam na dobrą salę - czułam się jak na koloniach. Oczywiście dzięki temu, że nie działo się nic złego.

Zalecenia: leżeć, leżeć, leżeć, raz dziennie spacerek (krótki!) i leki, a powinno być ok.
Dziękuję za Waszą troskę.

Nakręcanie się


No i się zaczęło. Dopóki leżenie nie wiązało się z żadnym bólem brzucha lub pleców, byłam spokojna. Mogłam sobie ponarzekać na biodro, ale nic poza tym. Wczoraj, gdy kładliśmy się spać, złapał mnie ból podbrzusza jak na miesiączkę. Oho, pomyślałam, że to niedobrze, bo przyłączył się do niego ból pleców (w samym dole). Miałam wrażenie, że mała uciska mi całą sobą macicę i szyjkę. Stwierdziłam, że nie wszczynam alarmu, tylko wezmę nospę i postaram się zasnąć. Udało się, ale...

Przed 6 obudził mnie dokładnie taki sam ból - niezbyt mocny, ale stały i uciążliwy (bardziej w kwestii mojego strachu niż odczuć bólowych). Znowu nospa i poszłam spać. Teraz koło południa znowu ujawnia się ten ból, ale brzuch nie twardnieje, nie czuję już ucisku w miednicy, bolą mnie bardziej więzadła przy miednicy niż brzuch, no i oczywiście plecy (nie wiem, czy ma to coś wspólnego z leżeniem, ale gdy wstałam, było mi lepiej). O 13 zadzwonię do położnej, aby skonsultowała z lekarzem, co mam robić.

Trochę mam stracha - torby do szpitala nie spakowałam po ostatnim tam pobycie, odwlekam ile się da rozmowę  lekarzem. Albo wyśle mnie na IP, albo dziś do siebie na wizytę. Po ostatniej wizycie nie dostałam leków (poza żelazem), więc jest jeszcze opcja farmakologii i leżenia. Zobaczymy. Trochę nakręciłam się od czytania na temat bólu podbrzusza, że być może Karolina już pcha się na świat. Wiem, niezbyt rozsądnie, ale... Oby okazało się, że brzuch, niezależnie od tego, czy leżę, czy chodzę, po prostu musi jeszcze trochę rosnąć.

EDIT Mój lekarz utknął na lotnisku... Mam jechać na IP - koniecznie mają zrobić KTG, ponieważ trzeba wykluczyć lub potwierdzić skurcze. Spakowałam torbę, znając życie, kilka dni mnie potrzymają. I jak zawsze, gdy podjęłam decyzję, dolegliwości się wyciszają, ale położna kazała nie lekceważyć, więc jadę skorzystać z publicznej opieki zdrowotnej.

Wzdycham sobie


"A ja leżę i leżę, i leżę..." Tzn. bez przesady - rygoru leżenia plackiem bez wstawania nie dostałam.

Wczoraj wybraliśmy się na imprezę urodzinowo-imieninową do moich rodziców i spędziłam ją w większości w pozycji... horyzontalnej na sofie szczęśliwie ustawionej blisko stołu biesiadnego ;)

Dziś wybraliśmy się z naszymi znajomymi a zarazem sąsiadami (też spodziewającymi się dziecka) na spacer. Krótki, niezbyt odległy i powolny, ale dotleniłam się i ja, i Karolina. Gdy miałam dwutygodniowy nakaz leżenia, polegiwania i folgowania sobie, lekarz wyraził zgodę na 15-minutowe spacery każdego dnia. Teraz nie było nakazu spędzania czasu wyłącznie w łóżku, więc ten spacer podpinam pod zalecenie lekarskie ;)

Nie ukrywam, że dla Karoliny mogę leżeć, ile będzie potrzeba, ale... Takie leżenie jest bardzo męczące. Kto nie przeżył, nie uwierzy. Po mamie mam problemy z biodrami i zbyt długie leżenie na lewym boku, powoduje okropny ból. Na prawym staram się nie leżeć - robi mi się duszno. Czasami dla urozmaicenia - siadam na łóżku z wyprostowanymi nogami ( poduchami pod spodem - na obrzęki :P).

Zdecydowanie lepiej mój organizm zachowywał się, gdy byłam mobilna i spędzałam sporo czasu poza domem. Teraz od leżenia (krótkiego przecież) bolą mnie plecy. Ale jak mus, to mus. Mam nadzieję, że za półtora tygodnia, podczas wizyty, okaże się, że wszystko jest dobrze i mogę znowu wrócić do jakiejś aktywności.

A na koniec odpowiedź, dlaczego mam leżeć (nie wiem, czy o tym wspominałam) - szyjka mi się skróciła, wynik jest dobry (ponad 3 cm), ale od poprzedniej wizyty skróciła się o ponad centymetr (w miesiąc). Drugim powodem jest fakt, że mała jest ułożona, cyt. lekarza "trochę za nisko". Na moje pytanie, czy to grozi przedwczesnym porodem, powiedział tylko - "Proszę wypoczywać, leżeć i zobaczymy za dwa tygodnie, jak wygląda sytuacja". O ile szyjka mnie nie straszy, to już położenie małej trochę tak... Trzeci - od jakiegoś czasu bolało mnie spojenie łonowe. Lekarz powiedział, że tak już może się zdarzyć, ale powinno pomóc leżenie (potwierdzam, odpoczynek, brak wędrówek po mieście i jest ok).

Nic to, wdycham, oglądam filmy, czytam, licytuję, kupuję potrzebne rzeczy i bawię się małą :)
Niezła z niej "jajcara" - budzi mnie kopniaczkami na śniadanie lub gdy Daniel wstaje do pracy i usłyszy budzik (dość przeraźliwy). A tak poza tym, czuję ją już właściwie cały dzień. Kiedy ona śpi? Jeśli wierzyć, że aktywność w życiu płodowym przekłada się na to w fazie niemowlęctwa, to mamy... przechlapane ;) Ale już odliczam dni, do momentu, gdy przekonany się o tym na własnej skórze :)

Trzymajcie kciuki, żeby mała nie schodziła niżej :)




Znów przyszło mi... leżeć


Tak, tak... Po miłym spotkaniu w szkole rodzenia, mieliśmy dziś wizytę kontrolną u ginekologa. Okazało się, że termin porodu wyznaczony na samym początku (wg daty miesiączki i długości cyklu), czyli 15 kwietnia, wraca do łask. 

Powody? Karola jest troszkę za mała jak na poród na 10 kwietnia (główka ok, ale reszta nieznacznie mniejsza - nie ma dużej dysproporcji, powodów do obaw brak), a idealnie wpisuje się w ramy dzieciaczków, które mają urodzić się te parę dni później. Lekarz powiedział, że w pierwszym przypadku też było ok, nieznacznie poniżej normy, ale to sygnał, że poród będzie troszkę później.

Kolejnym powodem jest fakt, że macica jest wyczuwalna centymetr nad pępkiem, a powinna troszkę wyżej, jeśli zakładać, że to już 28w1d. Pasuje idealnie do 27 tygodnia. Lekarz mówi, że to normalne i na tym etapie wahanie o kilka dni nie jest problemem.

A co do leżenia... Lekarz stwierdził, że skróciła mi się szyjka macicy (nie jakoś strasznie i nie poniżej 3 centymetrów, ale zawsze). Dodatkowo mała ułożona jest już główką w dół, ale daniem lekarza troszkę za nisko - podsumował to krótko "Za dużo pani chodzi". Tak więc mam leżeć i się oszczędzać prze dwa tygodnie, a następnej wizycie sprawdzimy, czy się zastosowałam do jego zaleceń. 

Tak więc będę leżeć, czytać oglądać filmy, pisać posty... Trzymajcie kciuki, aby wszyscy się ustabilizowało :)

PS Czy znacie sposoby na obrzęki w ciąży?

28w 0d


Siódmy miesiąc, skończony 28 tydzień. Jesteśmy dalej niż bliżej i pora na jakieś podsumowanie tego, co do tej pory się działo. Być może Karola będzie kiedyś ciekawa, jak mama przeżyła ten czas ;) Wiele bym dała za takie zapiski mojej mamy (szczególnie z pierwszych tygodni ciąży, kiedy hormony mieszały najbardziej). 


Oto lista wydarzeń, dolegliwości i obserwacji  ostatnich paru tygodni:


- ostatnie tygodnie stoją pod znakiem sporej aktywności (która wcześniej była ograniczona nakazem leżenia i polegiwania od lekarza),

- mała jest bardzo ruchliwa (ale w Nowy Rok zaspała i mama załapała się do szpitala na obserwację),

- znowu mam trochę mniej energii (tzn. plany mam wielkie, ale sił do wykonania nie starcza),

- pojawił się ból pleców (ała!),

- raz miałam atak rwy kulszowej (Karola naciskała całą noc na jakiś nerw),

- w grudniu poleżałam tydzień w domu z grypą i gorączką,

- obwód brzucha na tę chwilę wynosi... 105 cm (aż wstyd, ale naprawdę, umieszczę zdjęcia, nie wyglądam jak wieloryb :P),

- męczy mnie fakt, że z trudem skupiam się na innych niż dzieci, ciąża, wychowanie tematach, gdy spotykam się ze znajomymi omijam wyżej wymienione, ale i tak krążą one w mojej głowie bezwiednie,

- miałam jeden sen z Karolą w roli głównej! (że jest malutka i biega mi pod skórą na całym ciele - ponoć wyobrażanie sobie dziecka w nienaturalnych wymiarach wiąże się z troską o jego zdrowie... Moim zdaniem, tak mnie kopała w nocy, że jakoś mózg musiał na to zareagować ;),

- przypominam nastolatkę, moja buzia, dekolt i plecy zaatakowane są przez ciążowe wykwity skórne...

- mam trudności z zasypianiem (wyjątkiem są dni, kiedy kładę się spać z Danielem - muszę wtedy być umęczona po całym dniu, np. spędzonym poza domem),

- mojego brzucha nie da się nie zauważyć (chyba że jest się lekarzem w przychodni opieki nocnej i świątecznej: "To pani jest w ciąży?!..." lub klientem w bardzo zatłoczonym supermarkecie, w którym nie ma kasy pierwszeństwa - jeśli jest, sama się pcham do przodu),

- nadal prowadzę samochód, choć troska bliskich zwiększa się wprost proporcjonalnie do obwodu mojego brzucha - nawet znajomi dzwonią do mnie, że drogi są białe i mam ostrożnie jechać...

- jem niewiele więcej niż wcześniej, ale nie mogę zapomnieć o porządnej kolacji - jeśli tak zrobię, pobudka murowana ok. 3-5 rano,

- najważniejsza obserwacja mojego męża i znajomych - wraz z hormonami ciążowymi stałam się łagodna, miła i ugodowa!


PS Jako dowód na dobre samopoczucie, łagodność  i pozytywne nastawienie zdjęcie z naszej spontanicznej wycieczki do Krakowa (a było tak... siedzieliśmy ze znajomą parą u nas w domu, dochodziła 23 w sobotę 30 grudnia i Krzysiek rzucił: "Jedźmy do Agi i Wojtka". Zawsze tak mówił, ale... coś nas skusiło. Szybki telefon do Agi i siedzieliśmy już w samochodzie. Na miejscu byliśmy ok. 1 w nocy, siedzieliśmy do 4, a rano wypad na śniadanie przy rynku ;) Udało nam się nawet wrócić na umówione z teściami obiady. Tak więc mogę dopisać jeszcze do cech typowo ciążowych u mnie - szybka decyzyjność :P Co ciekawe, po dwóch latach, od kiedy wyprowadziliśmy się z Krakowa, zaczyna mi brakować tego smogu, tłoku i pośpiechu... ale to też ciążowe zaćmienie :P


Do archiwum!


Od zawsze ze słodyczy najbardziej lubiłam kiszonego i schabowego - może nawet w odwrotnej kolejności. Znajomi, gdy chcą się ponabijać ze mnie, przypominają historię, gdy - będąc na wakacjach w grupie 10-osobowej - poszliśmy na zakupy do małego, wiejskiego sklepu. Ja dopadłam do lodówek z mięsem i na pytanie ekspedientki: "Co podać?". Powiedziałam z szaleństwem w oczach: "Mięso!". "Ile?". "WSZYSTKO!". Tak, tak - to ja :)

A co ta historia ma wspólnego z ciążą i Karoliną. Dziś, gdy spojrzałam na swoje śniadanie, uśmiechnęłam się i postanowiłam uwiecznić je dla córki. Daniel z niedowierzaniem kręci głową, pytając, co się ze mną stało, że dobrowolnie zjadam zieleninę. W ciągu dnia z chęcią robię najróżniejsze sałaty i zjadam je, zamiast zapychać się chlebem. Obowiązkowo też przegryzam mnóstwo owoców. Najciekawsze jest to, że nie robię tego, bo trzeba się zdrowo odżywiać, ale dlatego że... mam taką potrzebę. I to jest najdziwniejsze i wymagające zdjęcia dla potomnej. 

Córko, jeśli w jakiś cudowny sposób ten blog uda się zachować choćby w wersji archiwalnego pdf-a, spójrz, jak mamusia dbała o Twoje kubki smakowe. Dziś była sałata Cezar ;)

Smacznego koleżanki!


Szafa Karoliny


To chyba jedyny raz, gdy kobiety lubią segregować, prać, prasować i układać ubrania (tzn. uogólniam, choć wiem, że jest sporo takich, które muszą mieć ubrania poukładane kolorami i wyprasowane skarpetki :P). Ja nie należę, do tej grupy, a prasowanie omijam szerokim łukiem.

Inaczej jest jednak, gdy chodzi o ciuszki dla Karolinki. Jeszcze nie porwałam się do prania, ale... Pewnie pod koniec miesiąca wypiorę je pierwszy raz (planuję podwójne pranie - mam sporo ubranek od kogoś, z allegro i z secondhandów). Drugi raz pranie odbędzie się już w marcu - najlepiej na samym początku.

W związku z tym, że wydaje mi się, że mam już wszystkie ubranka (w rozmiarach od 56-68), pojawiło się pytanie:

Karolina rodzi się w kwietniu (na samym jego początku - 9 kwietnia) i kupiłam polarkowy kombinezon, aby odebrać ją ze szpitala oraz na spacery, jeśli koniec kwietnia będzie chłodny. Nie wiem, czy kupić kurteczkę/płaszczyk na takie maleństwo - jakąś wiosenną, z bawełnianą podszewką. Ponoć można takich ubranek używać do fotelika (bo do gondoli to jakoś nie widzę sensu), ale jakoś nie wydaje mi się, aby było to wygodne. Co radzicie? Kupować, nie kupować - a jeśli tak, to może od razu większy rozmiar na chłodne, deszczowe lato podobne do zeszłorocznego lipca?





Torba do szpitala


Ameryki nie odkryję, ale umieszczę swoja listę, może komuś ułatwi pakowanie? ;) Opierałam się na Waszych listach, jeśli pojawiały się na blogach, na artykułach Fundacji Rodzić po Ludzku oraz na własnej intuicji.

Nadal nie wiem, jakiej firmy wybrać choćby podkłady porodowe, wkładki poporodowe i podkłady na przewijak. Przy każdym z nich napiszę, o czym myślę, ale jeśli macie sprawdzone firmy, proszę podzielcie się opinią :)


1. Koszule nocne

Przystosowane dla mam karmiących piersią (rozpinają się bardzo "głęboko" z przodu). Mam dwie. Zastanawiam się jeszcze nad jedną lub dwiema. Ponoć trzy, cztery to konieczność (jakie macie doświadczenia?)...


2. Szlafrok

Mam biały, cienki szlafrok frotte z kapturem (idealnie spisał się zimą w przegrzanych salach szpitalnych). Na początku wiosny może okazać się zbędny, ale zabiorę ze sobą.



3. Bielizna

- dwa biustonosze dla mam karmiących (jasny i ciemny)
- skarpetki (ponoć najlepsze są ciepłe? dlaczego tak?)




4. Kapcie

Planuję kupić najzwyklejsze w Ikea (NJUTA granatowe, frotte) i potem je wyrzucić. Jakoś wizja przenoszenia szpitalnych brudów do domu nie bardzo mi odpowiada.

5. Klapki pod prysznic

Będę szukać japonek całych z gumy, najlepiej granatowych, żeby "szpitalny look" był dopełniony ;)




6. Opaska do włosów i gumki do włosów

Stwierdziłam, że jest to idealne rozwiązanie przy moich długich włosach, na pewno przyda się w czasie porodu, żeby spiąć włosy i żeby grzywka nie leciała mi do oczu. Później, gdy będę już na sali, aby widzieć maleństwo podczas karmienia (o ile doświadczę tego cudu).



7. Ręczniki

Duży i mały na salę po porodzie oraz malutki do wycierania lub schładzania czoła podczas (rada położnej :)
Najlepiej ciemne za radą mam, które już mają poród za sobą.


8. Kosmetyczka, a w niej:

- żel pod prysznic (coś o delikatnym zapachu lub bez niego, aby nie drażnić dzieciątka - seria dla alergików lub Biały Jeleń?)
- szampon do włosów
- pasta do mycia zębów + szczoteczka
- płyn do higieny intymnej (niektóre mamy mówią, że w szpitalu zabronili używać i wtedy zostawała woda i tantum rosa, inne wybierały coś delikatnego - co? jakiej firmy?)
- szczotka do włosów
- antyperspirant bez zapachu lub o delikatnym zapachu (jakiś typ?)


9. Środki higieniczne i "życiowe":



- chusteczki nawilżane dla mamy (jakie?)
- tantum rosa + spryskiwacz plastikowy lub buteleczka
- papier toaletowy
- ręczniki papierowe
- nakładki jednorazowe na sedes
- zestaw obiadowy (kubek, talerz, sztućce, ściereczka, nóż)
- wkładki poporodowe (jakieś bardziej wypasione niż Belli?)


10. Na porodówkę:


- teczka z wynikami badań i kartą ciąży (wyniki badań, dowód osobisty, karta NFZ, NIP pracodawcy)
- woda mineralna w butelkach z "dziubkiem" (co najmniej 6 butelek 0,5 l)
- pomadka do ust
- mały ręczniczek do buzi
- woda do zraszania twarzy i karku
- piłka jeżyk do masażu
- oliwka do masażu
- batonik (najlepiej mars lub snickers) i landrynki
- klapki pod prysznic
- koszula do porodu przed kolano, rozpinana na przodzie
- siateczkowe majtki wielorazowe (Hartmann czy inne?)
- podkłady porodowe dla dorosłych (jakieś typy?)


11. Dla taty:


- aparat
- klapki pod prysznic
- koszulka i skarpetki na zmianę (rada doświadczonych mam :)
- woda
- drobne do automatu z kawą
- ładowarka do telefonu
- wachlarz :P
- kanapki


12. Akcesoria laktacyjne:

- laktator
- maść na brodawki (Ziajka lano-maść czy inna?)
- wkładki laktacyjne (Rosmann Babydream czy inne?)
- poduszka do karmienia (fasolka)
- herbata na laktację (jaka?)


13. Inne:

- książka
- notes i długopis
- ładowarka do telefonu

Wyprawka kosmetyczna


Już mam zapas kosmetyków dla Karoliny! Dawno temu zaczęłam interesować się tematem wyprawki i będąc teraz w siódmym miesiącu, postanowiłam wprowadzić plany zakupowe w życie. Długo myślałam, co tak naprawdę się nam przyda. Stworzyłam listę kosmetyków, środków higienicznych i przyborów kosmetycznych, które muszę mieć na start. Reszta "wyjdzie w praniu". 

Na początku chciałam używać kosmetyków Weledy (naturalne, sprawdziłam na dzieciach, którymi się opiekowałam zagranicą), ale... ich dostępność jest marna w Polsce, ceny wysokie. Trafiłam na bloga Podwojonej Sroki i zagłębiłam się w jej analizy kosmetyków dla dzieci. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że bliskie ideału kosmetyki dostępne są za rogiem i kosztują 1/4 tego, co Weleda. Oczywiście z tym ideałem przesadziłam, ale wiele mam je poleca, dzieci nie uczulają się, a skład chemiczny jest prosty i bez szkodliwych substancji. Mowa o kosmetykach Babydream z Rossmana. Zastanawiałam się jeszcze nad kosmetykami Hipp, ale ich cena jest wyższa, a skład podobny - najwyżej się zmieni, gdy tamte nam nie przypadną do gustu.

Dziś wybrałam się z listą, aby zakupić konkretne specyfiki. Niestety nie udało mi się z płynem do mycia ciała (Rossman proponuje kilka specyfików tego typu i nie zawsze wszystkie są w konkretnym sklepie). Wybrałam więc żel do ciała dla niemowlaków. Chciałam obkupić się przede wszystkim w kosmetyki z serii extrasensitive ze względu na BRAK ZAPACHU, ale zaopatrzenie pozwoliło kupić mi tylko jeden krem z tego asortymentu. Ale po kolei...


I. KOSMETYKI

1. Krem do skóry (kupiłam ten drugi, ponieważ był dostępny):
Babydream, Extrasensitive Pflegecreme, Krem do skóry wrażliwej i podatnej na uczulenia
Babybdream Gesichts und Korpercreme, Krem do twarzy i ciała



















2. Środek do kąpieli (kolejność Podwojonej Sroki, jaką ona by się kierowała przy wyborze. W moim sklepie trafił się dopiero czwarty z listy specyfik):

Babydream: Pielęgnacyjny płyn do kąpieli
Babydream Extrasensitive, Öl-Bad
Babydream: Wasch und Duschcreme
Babydream: Uniwersalny żel do mycia



















3. Krem do pupy
Babydream Extrsensitive Wundschutzcreme, Krem przeciw odparzeniom do skóry wrażliwej



















4. Krem na niepogodę (termin mam na 9 kwietnia, mrozów nie będzie, ale wiatr pewnie tak...):
Babydream Baby Wind- und Wettercreme, Krem chroniący przed zimnem i wiatrem.

















5. Filtr UV (dziecko całe lato będzie miało 3-6 miesięcy, trzeba chronić skórę):
Babydream Sonnencreme 50, Krem przeciwsłoneczny dla dzieci i niemowląt 50+ SPF 



















6. Szampon:
Babydream Shampoo, Szampon 


















Chciałam kupić jeszcze dla siebie Krem na brodawki (Babydream fur Mama, Maść do pielęgnacji brodawek sutkowych), ale u nas tego specyfiku nie ma. Do szpitala wezmę próbki, które dostałam od położnej, a potem okaże się, czy będę karmić piersią.

Oliwki nie kupuję, ponieważ sama nie lubię jej używać. Za radą mam i położnej, w razie przesuszonej skórki dodam oliwy z oliwek do kąpieli - działanie to samo, a nie ma dodanej żadnej chemii. Opcjonalnie mam też próbki, ale nie wiem czy z nich skorzystam.

OPINIA:

Co do odczuć na gorąco, nie do końca podoba mi się zapach jednego z tych kosmetyków (tzn. kremu do ciała i twarzy; ach nie było serii dla wrażliwych), ale chyba nadal nam mocno wyczulony nos, ponieważ przyszły tata, który zazwyczaj jest wybredny w tej kwestii, mówi, że przesadzam i nic mu nie przeszkadza. Seria extrasensitive nie ma zapachu - jak trafię w innym mieście akurat krem do ciała i twarzy z tej serii, biorę w ciemno. Pozostałe specyfiki nie drażnią mojego nosa, pachną delikatnie lub wcale.

Co do konsystencji - na mojej skórze wszystko wchłania się dobrze - krem do skóry i ciała błyskawicznie, krem na wiatr i niepogodę - ok, ale ma być tłusty i chronić skórę, więc trochę trzeba wsmarowywać, krem na odparzenia - ma konsystencję maści, znika bez białych śladów na skórze, filtr 50 - zostawia tłusty ślad na skórze, ale ponownie - ma chronić.

Składy chemiczne możecie sobie sprawdzić na blogu Podwojonej Sroki lub na forach dotyczących kosmetyków dla dzieci. Według tych źródeł jest naprawdę dobrze - specyfiki Nivea, Johnson's, Bambino i inne nie mają szans. Po co bowiem w dziecięcych kosmetykach konserwanty, PEG-i, perfumy, alkohol i inne świństwa? 

Ważnym kryterium jest również cena, która powala na kolana. Za sześć specyfików zapłaciłam 41 zł (w tym filtr 50+ kosztował 9,99 zł). Dwa kremy obecnie są w promocji tańsze, bo po 3,99 zł (krem do ciała i twarzy oraz, bodajże, krem na wiatr i niepogodę).


II. ŚRODKI HIGIENICZNE

Żaden szanujący się kąt z przewijakiem nie obędzie się bez innych środków, które nazwałam higienicznymi. Zbierałam informacje na forach, w komentarzach do posta o liście wyprawowej i w szkole rodzenia, gdzie położna okazała się być bardzo na bieżąco, jeśli chodzi o pielęgnację.

1. Jednorazowe podkłady na przewijak
Nie wiem jeszcze, jakiej firmy, ale na pewno się zaopatrzę w paczkę ok. 10 sztuk. Będą potrzebne nie tylko na przewijaku na początku, gdy reakcje dziecięcia mogą być nieadekwatne do moich planów w czasie przebierania pieluchy ;) Gdy zrobi się ciepło, będą idealne do podłożenia dziecku przy tzw. wietrzeniu pupy, czyli półgodzinnych sesjach bez pieluchy, aby dać pupie pooddychać. Ponoć funkcji jest tyle, ile mam - znacie inne? :)
















2. Chusteczki nawilżane
Planowałam tylko płatki kosmetyczne (duże, prostokątne) i wodę przegotowaną, ale gdy zobaczyłam ceny owych, to kombinuję coś innego (np. delikatny ręcznik pocięty na małe kawałki...). Na tę chwilę zaopatrzyłam się w trzy rodzaje chusteczek nawilżanych dwóch firm:

Huggies Pure (skład rzeczywiście zadowalający, ponoć nie uczulają, ale mamy narzekają, że nie pachną (o matko! idealnie), łatwo się drą i są niezbyt dobrze nawilżone. Osobiście, nie przeszkadza mi to - w końcu producent pisze, że jest to delikatna bawełna, woda i niewiele chemii - zobaczymy.

Drugim wyborem są chusteczki Tibelly Baby Sensitive oraz Tibelly Baby Nature. Tutaj znajdziecie test Podwojonej Sroki, a tutaj jej analizę składów chusteczek nawilżanych. Te zostawiają konkurencję w tyle. Prosty skład i cena, która znowu ratuje rodzicom portfele - 80 szt. za 3,9 zł!











3. Sól fizjologiczna w ampułkach
Niezbędna do pielęgnacji noska i oczu (choć te można przemywać równie dobrze wodą przegotowaną). Zastanawiałam się nad roztworem soli morskiej w spray'u lub aerozolu, ale przeczytałam, że można stosować je u dzieci powyżej dwóch miesięcy, ponieważ ciśnienie nie jest odpowiednie dla maleńkiego noska. Polecano mi najzwyklejsze roztwory z apteki, za to samo oznaczone jako produkt dla dziecka zapłacimy dwa razy więcej.


















4. Aspirator do nosa
Zacytuję moją położną: "Gruszki - no niezbyt to jest higieniczne, co odciągniesz, to zostaje w środku, a informacje o tym, że da się to wymyć, to bajki". I ona, i mamy polecają aspiratory do nosa - niekoniecznie marki Frida, choć to największy gracz na rynku "odkurzaczy nosowych" ;P Ja planowałam zakup aspiratora firmy Canpol - jak dostanę do ręki, pooglądam w sklepie, wtedy podejmę decyzję.

















5. Patyczki kosmetyczne z ogranicznikiem
Obojętnie jakiej firmy - będę kierować się ceną (muszę zobaczyć, jak wypada porównanie Netto i Biedronki). Niezbędne do pielęgnacji noska. Co ważne - warto zwrócić uwagę, aby były wykonane ze 100% bawełny. Ot, tyle.













6. Patyczki kosmetyczne zwykłe
Wybór na zasadzie jak wyżej. Potrzebne do pielęgnacji kikuta pępuszkowego.
















7. Płatki kosmetyczne
Do czyszczenia okolic oczu (jeden płatek na jedno oko, czyścić od zewnątrz do wewnętrznego kącika oka - jednym ruchem) oraz buzi po namoczeniu wodą przegotowaną. Po rozmowie z położną, kupuję zwykłe płatki (okrągłe). Można zakupić jałowe gaziki, ale płatki zdają egzamin. Najważniejsze, aby zobaczyć w składzie, czy bawełny jest 100% i nie ma jakichś chemicznych dodatków np. wybielaczy. Kupię po paczce w różnych dyskontach (Lidl, Biedronka, Netto, Kaufland i Rossman) i po jakimś czasie będę wiedziała, które się nie rozwarstwiają. Chyba że ktoś już wie, które wyeliminować?






















8. Octenisept (?)
Zastanawiam się nad sensem tego zakupu. Stosuje się ten środek na ranki, w przypadku naszego maleństwa na pępek (gdzie absolutnie nie wolno używać środków ze spirytusem!). Położna poleca, ale mówi też, że jeśli nie mamy go w domu, nie ma potrzeby wariowania, ponieważ teraz coraz częściej dba się o pępek metodą "na sucho", tzn. zbiera się tylko na patyczek kosmetyczny to, co che się przykleić. Pomyślę nad tym...


















III. PRZYBORY KOSMETYCZNE

1. Obcinaczki do paznokci
Chciałam na początku kupić zestaw trzyczęściowy (sic!) z nożyczkami, obcinaczkami i pilniczkiem... Po prześledzeniu wątków na ten temat, kupuję tylko obcinaczki - jakoś u samej siebie boję się nożyczek :P a co dopiero przy takim ruchliwym maleństwie. Plan zakupowy - Tomme Tippee, ale tak jak w przypadku aspiratora, zobaczę, która firma ma porządniejszy sprzęt.

















2. Szczotka do włosów z naturalnego włosia
Chciałam kupić wczoraj w Rossmanie, ale nie było... Ideałem byłaby dla mnie szczotka z drewnianą rączką. Szukam. Chcę samą szczotkę, bez grzebyka, choć nie wiem, czy znajdę ideał. 

















3. Myjki do ciała
Nie gąbki! Myjki z delikatnego materiału frotte, flaneli lub bawełny. Można uszyć samemu, można kupić w każdym sklepie dla dzieci. Ja mam, ponieważ dostałam. Równie dobrze można obyć się bez, a wg. położnej, nawet lepiej umyć dziecko samą ręką, myjki bowiem trzeba prać im częściej, tym lepiej. Nie jest to must have na liście wyprawkowej.

Położna dodała kilka ważnych rzeczy na temat kąpieli - odradza podkłady z gąbki, chyba że ktoś będzie to prał po każdej kąpieli (jej słowa to "siedlisko bakterii"). Odradza stojaczki dla niemowlaka, przy starszym dziecku (tzn. powyżej trzech miesięcy), gdy maluch nie jest już tak ruchliwy, może to być pomocne.




















4. Pieluchy tetrowe i flanelowe
Zakupię z 10 szt. tetrowych na początek, flanelowe mam po kimś. Przydają się po kąpieli na przewijaku, a w ciągu dnia są idealne do wszystkiego ;)


















5. Ręczniczki
Minimum dwie sztuki, niekoniecznie typowo "dziecięce" tzn. z kapturkiem i małe. Równie dobrze sprawdzą się zwykłe ręczniki, warunkiem jest wypranie ich w proszku dla niemowląt, ale to odnosi się do każdego typu ;)





















6. Termometr
Nie wiem, w której kategorii go umieścić, ponieważ nie mam jeszcze planów uzupełniania apteczki dla małej (chyba że powinnam coś zakupić przed porodem? Jak sądzicie?). Planuję zwykły termometr elektroniczny z miękką końcówką, aby mierzyć temperaturę w pupie. najbardziej do mnie przemawia ta metoda, później się zobaczy, jak będzie.



















----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak pokrótce prezentuje się lista Karoliny. Zdjęcia przedmiotów są poglądowe, zaczerpnięte z zasobów internetu. Na tę chwilę nie widzę potrzeby większego obkupowania się (choć kosmetyków mam już na dłuuuugi czas). Jeśli coś mi wpadnie jeszcze do głowy, uzupełnię.


Tekst alternatywny