Piernikowy poniedziałek


Zgodnie z wczorajszym planem działania, mam za sobą już ozdabianie pierników. Tylko ozdabianie, ponieważ od pieczenia "wykpiłam się". Jednak pieczenie takiej ilości ciastek wymaga co najmniej kilku godzin na nogach. Ostatecznie pierniczki upiekła moja mama, a ja poświęciłam i tak kilka godzin na ich polukrowanie i obsypanie słodkościami ;)

Pomimo pluchy za oknem, zaczęłam czuć atmosferę świąt. Skończyłam prezenty robione ręcznie, spakowałam te kupione (reszta jutro). Słucham tylko "Trójki", więc na szczęście jeszcze nie miałam okazji posłuchać hitów "Last Christmas" itp., a te które słyszę w radio, powoli wprowadzają nas w świąteczny czas :)

To będą niezwykłe święta. Nie tylko ze względu na mój odmienny stan, ale także ze względu na dokładnie taki sam stan mojej bratowej. Tak, tak - między naszymi ciążami jest różnica jedynie trzech tygodni. Co jest jeszcze bardziej niezwykłe? Mój brat, to brat bliźniak :)






8 komentarzy:

  1. wow! coś jest w Was bliźniakach:) Czyli rozumiem, że naprawdę z zainteresowaniem czekałaś na wiadomość, ile maluchów chowa się w Twoim brzuchu.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak! Moja mama do tej pory dopytuje po wizycie u lekarza, czy aby na pewno nie ukrył się gdzieś drugi :P

    OdpowiedzUsuń
  3. wyglądają apeeetycznie, narobiłaś ochoty oj tak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie narobiłam smaka ;) Ale dzielnie nie zjadłam w czasie dekorowania ani jednego... dziś, wczoraj się skusiłam :P

      Usuń
  4. Cudnie wyglądają Twoje pierniczki, ozdoby pierwsza klasa :))
    Kurczę, Wy bliźnięta jesteście niesamowici :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to wszystko zasluga nowego przepisu na... lukier ;) Cale życie robiłam lukier z soku z cytryny i cukru pudru - rozlewał się, nie był biały i ogólnie nic ciekawego. Teraz użyłam lukru z białka kurzego i cukru pudru - jest super!

      Usuń

Tekst alternatywny