Nasza służba zdrowia


Mój suchy kaszel był tylko zapowiedzią większej infekcji wirusowej. Od rana temperatura rosła mi regularnie co kilka kresek i koło północy doszła do 38,2 stopni C. Wtedy postanowiłam pojechać do przychodni nocnej, aby skonsultować z lekarzem, czy bijamy i czym gorączkę. I się zaczęło...

Podchodzę do rejestracji i na pytanie: "Co się dzieje?", mówię: "Ciężarna  gorączką". W odpowiedzi pada jedynie "O, o, oł". Średnio zachęcające. Czekam pod gabinetem, a tam przyjmuje mnie chłopak młodszy ode mnie (zaraz po studiach 24, 25 lat). Na biurku kładę kartę ciąży i mówię, że przyjechałam ze względu na gorączkę w ciąży. Ok, sprawdzanie gardła z latarką z komórki (!) i potem badanie osłuchowe klatki piersiowej. Tak się mnie krępował, że nie spojrzał na mnie ani razu - nic to.

Po badaniu zaczyna wypisywać recepty - widzę nazwy, których nie powinno być, ale czekam na finał. Pada pytanie o to, czy regularnie przyjmuję jakieś leki, mówię, że aspargin i witaminy dla kobiet w ciąży. I tu sedno: "To pani jest w ciąży!?". No myślałam, że spadnę z krzesła! Brzuch jak piłka do kosza, a on się mnie pyta o takie coś. 

Mówię, że owszem, że ma przed oczami moją kartę ciąży i że pierwsze co powiedziałam, wchodząc do gabinetu, że jestem w 25 tygodniu. No i zaczął się kłopot, bo "pan doktor" nie miał jeszcze chyba kontaktu z chorą ciężarną. Kazał mi brać (uwaga!) ibuprom na bicie gorączki, cholinex na gardło, porządnie się wygrzać. Wszystko, czego nie wolno. O nic nie pytałam więcej, wyszłam.

Czy my naprawdę musimy płacić za takich specjalistów? Rozumiem, że gdzieś zawodu trzeba się nauczyć, ale dlaczego w przychodni nocnej, gdzie są przeważnie trudne przypadki? Dlaczego ma się to odbywać naszym kosztem? Gdyby nie fakt, że wiedziałam, że zamiast ibubrofenu można zażyć paracetamol, a zamiast cholinexu tamtum verde w odpowiedniej dawce, mogłabym zaszkodzić córce...

4 komentarze:

  1. Tacy też się zdarzają...

    Zapraszam na candy noworoczne, do wygrania książki : http://recenzje-kiti.blogspot.com/2012/12/candy-noworoczne.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Masakra. Mam nadzieję, że już lepiej się czujesz:)
    Ja również miałam okropny kaszel w ciąży. Nigdy wcześniej nie przytrafiło mi się coś podobnego. Pomagał mi syrop stodal i domowej roboty syrop z cebuli. Ponadto jadłam dużo kaszy jaglanej, z tego co wiem łagodzi skutki ciągłego kaszlu. A poza tym jest bardzo zdrowa.
    Niestety nie obyło się bez antybiotyku, bo choć kaszel ustąpił nadal czułam się okropnie. Łykałam Amotaks. Czasem lepiej pobrać przez parę dni antybiotyk, bo może być one mniej niebezpieczny dla dziecka niż sam wirus, który męczy mamę.
    Zdrówka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam tę okołoszpitalną rzeczywistość :)
    W ciąży spotykam się z podobnymi przypadkami szczególnie często... Dlatego nie ufam lekarzom... Jak mi przepisują leki, najpierw idę do domu i szukam w necie ulotek ;) I niejednokrotnie zdarza się, że nie wykupuję zaleconych leków, bo w ciąży są po prostu zakazane...
    Najbardziej boję się teraz dentystki, bo nie mam pojęcia czy to, co wkłada mi do zęba jest bezpieczne :/

    Eh, widzisz, czasem "lekarz" zamiast pomóc, może tylko bardziej zaszkodzić... Uczyć to on się może, nie wiem, stosunku do pacjentów, ale leki jakie może przepisać powinien mieć wykute na pamięć...

    I jak zwykle, tłuczesz się w ciąży do przychodni po to tylko, żeby wrócić do domu z tym samym, z czym wyszłaś. Radź sobie sama... Czasem mam wrażenie, że lekarze wszystkich innych specjalizacji niż ginekologia po prostu... boją się ciężarnych... Mnie bardzo często odsyłają z kwitkiem, bo nic nie da się zrobić, bo... "nie wiem, co tu teraz z panią zrobić"...

    Cóż, pozostaje mi tylko życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrowia :) Na szczęście jesteś świadoma, masz zdrowy rozsądek i wiesz przynajmniej, czym się NIE leczyć ;)

    No, i wesołych, rodzinnych Świąt, kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. Aż nie mogę wyjść z "podziwu" na kogo Wy trafiliście...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Tekst alternatywny