Radość!


Nastawiałam się, że dzisiejsza wizyta będzie z USG, na które pójdzie ze mną Daniel. Towarzyszy mi w każdej wizycie i wiem, że chciałby znowu zobaczyć dziecko i usłyszeć serduszko.

U lekarza stawiłam się o tygodniu leżenia w łóżku - leżenia naprawdę. Przyszliśmy za wcześnie, nie zdążyłam usiąść w poczekalni, a już poprosił mnie lekarz - nie było czasu się bać ;)

Badanie na fotelu wykazało, że szyjka się nie skraca, nie otwiera i jest idealna. Nie widziałam jeszcze tak uradowanego lekarza :) Jego dobre samopoczucie udzieliło się także mnie. Odetchnęłam z ulgą. Aż przyszło do badania tętna dziecka.

Lekaż przyłożył głowicę na środku brzucha i włączył aparaturę. Cisza... Serce stanęło mi na chwilę, twarz lekarza już nie była uśmiechnięta. Sekundy wydawały się trwać wieczność. Głowica w prawo - nic, głowica w lewo - jest! Doktor dłużej niż zwykle obserwował tętno. Wszystko okazało się być w porządku. Co się strachu najadłam, to moje.

Potem USG - ale w gabinecie, tam nie ma ekranu dla mamy, więc szkraba nie widziałam. Badanie szyjki, badanie macicy, łożyska, obserwacja dziecka. Wszystko dobrze! Już dawno nie byłam taka szczęśliwa.

Dostałam dyspozycje, mam nadal dużo leżeć, ale wskazane są spacery. Z Danielem ustaliliśmy, że nie będę zajmowała się domem, ponieważ wysiłek sprawia, że mam bóle brzucha - lepiej tego uniknąć.

Gdy wyszłam z gabinetu, Daniel odetchnął z ulgą, widząc moją uśmiechniętą twarz. Przyznał później, że dawno nie widział mnie takiej szczęśliwej i spokojnej. Po rozmowie z położną, badaniu ciśnienia i wagi, wybraliśmy się na spacer i pizzę - trzeba było uczcić powrót do grona chodzących i spokojnych :)

PS Przez ostatnie dwa tygodnie nie przytyłam na 100 gram. Martwiłam się, że coś jest nie tak, bo wg książek powinnam w drugim trymestrze przybierać 0,5 kg na tydzień. Położna uspokoiła mnie, mówiąc, że na początku przybrałam, zobaczymy co będzie na kolejnej wizycie, ale nie powodów do wszczynania paniki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tekst alternatywny