16. tydzień ciąży


Za dużo wiemy. Nasze pokolenie ma zbyt łatwy dostęp do informacji. Coś mnie zaboli – książka, mama, zaraz potem internet, a gdy się mocno niepokoję – telefon do położnej.  Ze względu na swoje hipochondryczne zapędy nie czytam forum, ale szukam artykułów pisanych przez lekarzy. Dziś Daniel odebrał moje wyniki moczu, a tam napisane, że mam "d liczne" bakterie w moczu. 
Nie doczytałam oczywiście, co znaczy "d" z przodu i wygooglowałam, że może to być groźne dla dziecka (tzn. liczne bakterie) i zadzwoniłam do położnej. Ta najpierw kazała robić posiew bakterii, a później, gdy przeczytałam dokładnie, że mam "d liczne" bakterie powiedziała, że to dobrze, bo dość liczne są jeszcze w normie. Uspokoiła mnie. Dla pewności mam kupić sobie Urosept i żurawinę w tabletkach.
Z innej beczki. Od poniedziałku (jest  czwartek), leżę w łóżku. W poniedziałek byłam na szybszej, nieumówionej wizycie u lekarza po tym, jak zaczął boleć mnie brzuch i plecy. Teraz dmucham na zimne i wolałam pojechać. Doktor pooglądał szyjkę macicy (w porządku), nerki (w porządku), posłuchał serca dziecka (ok.) Obejrzał je przez USG i kazał na próbę tydzień leżeć i brać luteinę. Przestraszyłam się. Teraz leżę już czwarty dzień i starsssssssznie boli mnie lewe biodro i plecy.
Wszystko przez moją budowę anatomiczną po mamie, która też ma problemy z biodrami. Poza tym leżę stale na lewym boku. Dziś spałam w sumie trzy godziny, budząc się co pół godziny z bólem i płaczem. Teraz też boli, ale leżę. Dziecko najważniejsze.
PS Znalazłam cudowną poradę dotyczącą bólu biodra. Proste – podłożyć wzdłuż pleców solidną poduszkę, aby się na niej wesprzeć i dodatkowo poduszkę między nogi (to wiedziałam) i jedną z przodu, aby ustabilizować ciało. Wygląda cudacznie, ale… w końcu nie boli mnie ani biodro, ani kręgosłup.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tekst alternatywny