Strach przed badaniem



Już jakoś pewniej czuję się z ciążą. Nie przeszkadza mi już, jeśli okazuje się, że rodzina nie potrafiła trzymać języka za zębami i wszyscy dookoła wiedzą o tym, że oczekujemy dziecka. Im bliżej końca pierwszego trymestru, tym lepiej jest psychicznie, ale niestety gorzej fizycznie. Od 11. tygodnia mam problemy ze spaniem. Noc dzieli się u mnie na kilka odcinków przerywanych wycieczkami do toalety, obracaniem się z powodu bolących bioder i ogólnym złym samopoczuciem. Po takiej nocy wstaję zmęczona i odsypiam dopiero w dzień. Podejrzewam, że w ciągu dnia udaje mi się, ponieważ nie ma w łóżku Daniela, co stwierdzam z przykrością, ale niestety, łóżko robi się za małe dla naszej trójki.

Z innych dolegliwości – od końca 11. tygodnia i cały ten tydzień mam mdłości (rano ok. dwie godziny po wstaniu i zjedzeniu śniadania) oraz bóle głowy (kilkugodzinne). Ból piersi zelżał, podobnie z biodrami.

W poniedziałek będzie pierwszy dzień 13. tygodnia (za 3 dni). Mamy wtedy stawić się na badaniu USG między 11. a 14. tygodniem. Wtedy lekarz mierzy grubość fałdu karkowego i sprawdza, czy wykształciła się kość nosowa – obliczenia te mają dać wynik prawdopodobny w ok. 80%, czy dziecko jest wolne od wad genetycznych. 

Boję się tego badania, zastanawiałam się nawet, czy nie zrezygnować, ale ostatecznie idziemy. W końca diagnoza - jaka by nie była - nie zmieni naszej decyzji w sprawie dziecka. Co ciekawe, gdy rozmawiałam z lekarzem, powiedziałam mu to samo, że obojętnie jak będzie z dzieckiem, chcemy go. On na to, że wiele kobiet decyduje się na tym etapie usunąć ciążę. Żyjemy w wolnym kraju, nie mam zwyczaju nikogo oceniać, ale zwyczajnie po ludzku... Przecież na USG już od jakiegoś czasu widzimy maleńkiego człowieczka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tekst alternatywny