Początek 11. tygodnia



Początkowe proporcje strachu i radości (90% do 10%) odwróciły się. Radości jest prawie całość. Boję się, ale coraz bardziej wierzę, że dziecko będzie silne, że da radę. Poznałam już swój organizm, wiem, jak się zachowa, gdy będę za bardzo aktywna w ciągu dnia. Wiem, że nie każde ukłucie w dole brzucha to skurcze, tylko… prozaiczne gazy, które zgromadziły się w jelitach. Nie każdy ból pleców, to zapowiedź najgorszego. 

Spektrum objawów ciążowych miałam do tej pory szerokie: 

- nudności (bez wymiotów) – najczęściej wieczorem, teraz już osłabły,

- bóle głowy – pojawiły się w 10. tygodniu. Najczęściej ból dopadał mnie od 9, 10 rano i trwał do 13, 14. Cieszę się, że jestem na L4, ponieważ w pracy bez tabletki nie wytrzymała. W domu kładę się i staram sobie wyobrazić, że migrena to coś przyjemnego ;) 

- żylaki – niestety, pojawiły się na lewej nodze, przy wyższych temperaturach bolą mnie żyły. 

- opryszczka na wardze – pojawiła mi się w zeszłym tygodniu, na szczęście z nią miałam „do czynienia” od dziecka, więc naszemu maleństwu nie zaszkodzi, ponieważ jestem uodporniona (lekarz podczas wizyty powiedział, że następnym razem mam dzwonić, to przepisze mi antybiotyk, aby szybko to dziadostwo zwalczyć),

- wysypka na brzuchu - pojawiła się także tydzień temu, jest nieswędząca, nieduża, podobna do potówek – nie wszczynałam paniki i nie pobiegłam do lekarza, mam nadzieję, że to tylko potówki (lekarz i tak mówi, że nic teraz nie możemy, bo nadal trwa pierwszy trymestr),

- ból biodra lewego – śpię na boku, niestety musiało się ujawnić, budowę bioder mam po mamie, lekarka ostrzegała w tamtym roku, że będę mieć w przyszłości problemy, 

- zawroty głowy -  czasami, 

- zgaga - na razie brak. 

Jem sporo, ale nie za dwoje. Nie chcę przytyć za bardzo.

Jutro wizyta u lekarza, badanie na początku 11. tygodnia. Tak pragnę usłyszeć, że wszystko jest dobrze. Wierzę, że tak będzie. Mam olbrzymią wiarę w tę ciążę. Już nie ukrywam przed sobą, że będę mamą. Nawet Daniel zauważył poprawę mojego stanu psychicznego. Zaczynam się z tego cieszyć. Justyna mówiła, że za każdym razem będę sobie wyznaczała granice – tzn. terminy, które będą mnie uspokajać. Teraz jest to jutrzejsze badanie USG, które ma potwierdzić, że dziecko rozwija się zgodnie z planem. 

Naprawdę zaczęłam wierzyć w mój stan. Cieszę się, że zaczyna być widać brzuszek, czytam książkę o ciąży, radość mnie rozpiera. Wierzę, a wiara przecież czyni cuda…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tekst alternatywny