Jutro startujemy w 13. tygodniu



Dziś była niedziela, muszę dodać, że niezwykle słoneczna i ciepła, jak na pierwszy dzień października. Przed obiadem poszliśmy na dłuuuuuuugi spacer po lesie. Wycieczka wydłużyła się względem planowanej, ponieważ znane nam wcześniej drogi leśne niestety pozarastały krzakami i udało nam się wejść do lasu na właściwą drogę dopiero kawał drogi od domu. Spacerowaliśmy lasem, łąkami i ostatecznie dotarliśmy nad staw. W czasie tej 1,5-godzinnej wycieczki musiałam zrobić sobie przerwę. Dużo szybciej się męczę, mam problemy ze złapaniem oddechu i moje tempo przypomina człapanie, a nie marsz ;) Ale funkcja spaceru została spełniona – dzidziuś i mama się dotlenili (tata też :P). 

Po obiedzie kościół, a po mszy spotkaliśmy Michała i Ewę. Wybraliśmy się na kawę i… byli pierwszymi osobami, które usłyszały od nas na żywo i bez przymuszania (jak w przypadku Justyny i Rysia, którzy się sami domyślili :P), że spodziewamy się dziecka. Ufff – zaczynamy teraz naprawdę wszystkich informować. Lżej mi, bałam się, jak to będzie, a to… całkiem przyjemne J

Jutro wizyta i badanie USG. Ponoć to normalne, że się boję. Modliłam się dziś o zdrowie dla dziecka i dla mnie, wierzę albo chcę wierzyć, że jutro usłyszymy, że wszystko jest dobrze.

Strach przed badaniem



Już jakoś pewniej czuję się z ciążą. Nie przeszkadza mi już, jeśli okazuje się, że rodzina nie potrafiła trzymać języka za zębami i wszyscy dookoła wiedzą o tym, że oczekujemy dziecka. Im bliżej końca pierwszego trymestru, tym lepiej jest psychicznie, ale niestety gorzej fizycznie. Od 11. tygodnia mam problemy ze spaniem. Noc dzieli się u mnie na kilka odcinków przerywanych wycieczkami do toalety, obracaniem się z powodu bolących bioder i ogólnym złym samopoczuciem. Po takiej nocy wstaję zmęczona i odsypiam dopiero w dzień. Podejrzewam, że w ciągu dnia udaje mi się, ponieważ nie ma w łóżku Daniela, co stwierdzam z przykrością, ale niestety, łóżko robi się za małe dla naszej trójki.

Z innych dolegliwości – od końca 11. tygodnia i cały ten tydzień mam mdłości (rano ok. dwie godziny po wstaniu i zjedzeniu śniadania) oraz bóle głowy (kilkugodzinne). Ból piersi zelżał, podobnie z biodrami.

W poniedziałek będzie pierwszy dzień 13. tygodnia (za 3 dni). Mamy wtedy stawić się na badaniu USG między 11. a 14. tygodniem. Wtedy lekarz mierzy grubość fałdu karkowego i sprawdza, czy wykształciła się kość nosowa – obliczenia te mają dać wynik prawdopodobny w ok. 80%, czy dziecko jest wolne od wad genetycznych. 

Boję się tego badania, zastanawiałam się nawet, czy nie zrezygnować, ale ostatecznie idziemy. W końca diagnoza - jaka by nie była - nie zmieni naszej decyzji w sprawie dziecka. Co ciekawe, gdy rozmawiałam z lekarzem, powiedziałam mu to samo, że obojętnie jak będzie z dzieckiem, chcemy go. On na to, że wiele kobiet decyduje się na tym etapie usunąć ciążę. Żyjemy w wolnym kraju, nie mam zwyczaju nikogo oceniać, ale zwyczajnie po ludzku... Przecież na USG już od jakiegoś czasu widzimy maleńkiego człowieczka...

Początek 11. tygodnia



Początkowe proporcje strachu i radości (90% do 10%) odwróciły się. Radości jest prawie całość. Boję się, ale coraz bardziej wierzę, że dziecko będzie silne, że da radę. Poznałam już swój organizm, wiem, jak się zachowa, gdy będę za bardzo aktywna w ciągu dnia. Wiem, że nie każde ukłucie w dole brzucha to skurcze, tylko… prozaiczne gazy, które zgromadziły się w jelitach. Nie każdy ból pleców, to zapowiedź najgorszego. 

Spektrum objawów ciążowych miałam do tej pory szerokie: 

- nudności (bez wymiotów) – najczęściej wieczorem, teraz już osłabły,

- bóle głowy – pojawiły się w 10. tygodniu. Najczęściej ból dopadał mnie od 9, 10 rano i trwał do 13, 14. Cieszę się, że jestem na L4, ponieważ w pracy bez tabletki nie wytrzymała. W domu kładę się i staram sobie wyobrazić, że migrena to coś przyjemnego ;) 

- żylaki – niestety, pojawiły się na lewej nodze, przy wyższych temperaturach bolą mnie żyły. 

- opryszczka na wardze – pojawiła mi się w zeszłym tygodniu, na szczęście z nią miałam „do czynienia” od dziecka, więc naszemu maleństwu nie zaszkodzi, ponieważ jestem uodporniona (lekarz podczas wizyty powiedział, że następnym razem mam dzwonić, to przepisze mi antybiotyk, aby szybko to dziadostwo zwalczyć),

- wysypka na brzuchu - pojawiła się także tydzień temu, jest nieswędząca, nieduża, podobna do potówek – nie wszczynałam paniki i nie pobiegłam do lekarza, mam nadzieję, że to tylko potówki (lekarz i tak mówi, że nic teraz nie możemy, bo nadal trwa pierwszy trymestr),

- ból biodra lewego – śpię na boku, niestety musiało się ujawnić, budowę bioder mam po mamie, lekarka ostrzegała w tamtym roku, że będę mieć w przyszłości problemy, 

- zawroty głowy -  czasami, 

- zgaga - na razie brak. 

Jem sporo, ale nie za dwoje. Nie chcę przytyć za bardzo.

Jutro wizyta u lekarza, badanie na początku 11. tygodnia. Tak pragnę usłyszeć, że wszystko jest dobrze. Wierzę, że tak będzie. Mam olbrzymią wiarę w tę ciążę. Już nie ukrywam przed sobą, że będę mamą. Nawet Daniel zauważył poprawę mojego stanu psychicznego. Zaczynam się z tego cieszyć. Justyna mówiła, że za każdym razem będę sobie wyznaczała granice – tzn. terminy, które będą mnie uspokajać. Teraz jest to jutrzejsze badanie USG, które ma potwierdzić, że dziecko rozwija się zgodnie z planem. 

Naprawdę zaczęłam wierzyć w mój stan. Cieszę się, że zaczyna być widać brzuszek, czytam książkę o ciąży, radość mnie rozpiera. Wierzę, a wiara przecież czyni cuda…

Tekst alternatywny